Nowy Knight Rider


Mogłabym napisać teraz bardzo dużo. Zaczęłabym od wstępu, ładnie zarysowałabym linię historyczną KR powoli przechodząc do właściwiej recenzji. Mogłabym przybliżyć Wam właściwie każdy aspekt oryginału i jego dotychczasowych kontynuacji. Mogłabym napisać ile godzin poświęciłam na śledzenie choćby najdrobniejszej nowinki o powstającym pilocie. Wymieniłabym każdy najdrobniejszy szczegół, który przykuł w jakiś sposób moją uwagę. Wspomniałabym jaki przekręt musiałam zrobić, żeby zaopatrzyć się w film i ile kopii zapasowych porobiłam, żeby nie ryzykować tym, że coś mogło się źle nagrać, lub że nośnik był uszkodzony. Mogłabym napisać czy oglądając film leżałam, siedziałam czy jadłam popcorn czy frytki, piłam colę lub pepsi. Mogłabym napisać jak wyglądał mój pierwszy kontakt z serialem, jak o nim zapomniałam i jak ponownie się w nim zakochałam, przekonując się, że pierwsza miłość nie rdzewieje. Napisałabym jakiej muzyki słucham pisząc tą recenzję oraz o moim stanie ducha teraz i kiedy go oglądałam. Oprócz tego mogłabym napisać kilobajty innych słów, które i tak nie oddałyby w pełni mojego stanu ducha. Tak rozbudowany tekst zamknęłabym trafnymi i celnymi uwagami zawartymi w podsumowaniu.
Wszyscy, którzy mniej lub bardziej intensywnie śledzą serwis i forum wiedzą, że lubię się rozpisywać i że mogłabym zawrzeć w tej recenzji to wszystko co wymieniłam wyżej oraz jeszcze wiele innych uwag.
Jednak nie napiszę tego.

Od samego początku miałam mieszane uczucia co do tego, co tym razem nam zaserwują twórcy. Z jednej strony, już po pierwszym trailerze wpadłam w euforię, serce mi zabiło szybciej gdy zobaczyłam tak znajomą scenę przedstawiającą samochód pod białym prześcieradłem. Z drugiej strony byłam zawiedziona, że tym samochodem jest jakiś Ford Mustang, którego pełnej nazwy nawet nie potrafię przytoczyć. Musicie mi wybaczyć, chłopcy, taka to już moja kobieca ignorancja odnośnie spraw motoryzacyjnych. ;) Kultowe już słowa „Hello, Mike” nie pasowały do KITTa, nawet barwa głosu należała bardziej do KARRa. ;)
Długo można by pisać o kampanii reklamowej tego pilota. Ilość reklam emitowanych w TV i Internecie wprost przytłaczała. W ostatniej fazie kampanii, oddalenie się od komputera i Internetu chociażby na kilka godzin powodowało, że informacje stawały się nieaktualne.

Nareszcie jednak nadszedł tak długo oczekiwany dzień premiery. Teraz pozostało już tylko znaleźć jakieś źródło i stanąć na głowie by załatwić sobie tak długo wyczekiwaną kontynuację.

Tempo akcji filmu jest niezwykle dynamiczne, już od pierwszych minut wydarzenia toczą się z taką szybkością, że nie sposób oderwać się od ekranu. Kogo obchodzi to, że KI3000 z taką łatwością jest uszkadzany, komu przeszkadza to, że KI3000 jest teraz Mustangiem? Film od samego początku porywa tak bardzo, że człowiek zaczyna zapominać o tym, że jeszcze niedawno Mustang był fuj, a Kilmer nie umywa się do Danielsa.
Nieprawdopodobne jest to, że Mustang nie tylko mi nie przeszkadza w filmie, wręcz wydaje mi się, że nie można było lepiej wybrać!
W odświeżonej wersji leciwego, ale wciąż porywającego KR Theme, wprost się zakochałam. Gitary, niepokój, nutka tajemniczości, zapał, siła i radość. Oryginalny opening został idealnie wkomponowany w nowocześniejsze brzmienia. Dodajcie do tego jeszcze pełne dynamiki ujęcia samochodu i demonstrację możliwości KI3000.
Nie schodząc z tematów muzyki, dodam, że cały OST z filmu jest godny uwagi. Po pierwszym odsłuchu te rockowe brzmienia wydały mi się aż nazbyt wyraziste, ale wystarczyła chwila, żeby wczuć się w nie.
Nie sposób nie wspomnieć też o nawiązaniach nowego filmu do oryginalnej serii. Już na samym początku jesteśmy zbombardowani częściami pierwszego KITTa, a im dalej, tym lepiej. Niekiedy bohaterzy sami w dialogach wspominają przeszłość, innym razem posługują się wyrażeniami, które my jako fani utożsamiamy w konkretnymi osobami z oryginału. Czy jest ktoś kto nie uśmiechnął się gdy Mike powiedział tak jak zwykł to mawiać jego ojciec „Shut up, KITT” lub „buddy”?
Przez cały czas twórcy puszczają zagorzałym fanom serialu oczko, zapewniając nas, że mimo tego iż w pilocie zmienili bardzo wiele, wciąż pamiętają dlaczego oryginał odniósł taki sukces, na czym się opierał. Chcą pozyskać nowych fanów, ale jednocześnie pragną zatrzymać tych zagorzałych, którzy od lat czekali na godną kontynuację.
Nie sposób też nie wspomnieć o epizodycznym pojawieniu się Hasselhoffa. Nikt inny nie jest w stanie zagrać roli Michaela Knighta tak jak on. Przecież to on jest „Yo, Knight Rider!”. ;)
Jedną z najbardziej rzucających się w oczy zmian jest wspomaganie się generowanymi komputerowo efektami specjalnymi. O ile widok odbijających się od karoserii KI3000 kul, zapiera dech w piersiach, o tyle inne ujęcia nie są aż tak dopracowane. Czasami KITT wydaje się aż za plastikowy, zbyt nierealny, widać, że jest doklejony do scenerii.
Za kolejny minus można uznać te wszędobylskie Fordy. Pełno ich na ulicach, wyskakują praktycznie zewsząd, ale nie oszukujmy się, gdyby nie pieniądze wyłożone przez Forda, film nie byłby aż tak spektakularny.

Kolejny akapit chciałabym poświęcić transformacji KITTa. Nie będę ukrywać, że powtórzę tutaj to, co już pisałam na forum. Nie mam zamiaru roztrząsać czy ta transformacja jest realna czy nie. Już klasyk opierał się na technologii, która wybiegała jak na tamte czasy daleko w przyszłość.
Kto normalny na początku lat 80 miał komputer w samochodzie, który na dodatek gadał, skakał i był pokryty niemal niezniszczalnym MBSem? Przecież to czysta fikcja, nigdy coś takiego nie miałoby miejsca.
Teraz nikogo nie zdziwi samochód z komputerem na pokładzie, który w jakiś sposób komunikuje się z kierowcą. Teraz trzeba czegoś więcej niż Turbo Boost, Super Pursuit Mode i MBS. Konieczne było wymyślenie czegoś futurystycznego, co teraz jest uważane za coś nierealnego. A kto wie czy za następne 25 lat nasze samochody nie będą posiadały jakichś komponentów korzystających z nanotechnologii?
Gdyby twórcy nie dodali od siebie nic nowego, bazowali tylko na funkcjach znanych z oryginału, też by podniosły się głosy krytyki.
Oryginalny KR nigdy nie aspirował do miana ultra-realistycznego, dlaczego więc nowy KR miałby być realistyczny.

W filmie nie ustrzeżono się od błędów. Sztandarowym przykładem jest ostatnia scena pościgu i znikające i pojawiające się lusterko.
Z takich niedoróbek w klasyku byśmy się śmiali, teraz natomiast czujemy się zażenowani. To nie pierwsza i nie ostatnia wpadka, zresztą żaden film nie jest idealny.

Kolejnym mogącym budzić kontrowersje aspektem jest fabuła. Chociaż nie lubię oklepanych historii, gdzie ci źli próbują zdobyć dominację nad światem, a ci dobrzy muszą ich powstrzymać, to tutaj mi ten schemat nie przeszkadzał. Ci źli byli nad wyraz inteligentni, ale tak ich los by przegrywać. ;)
Jednak oprócz głównej osi, poznajemy też historię każdego z pozytywnych bohaterów.

Chciałabym na koniec zaznaczyć, że my jako fani patrzymy na pewne rzeczy inaczej. Dla nas KITT zawsze będzie Trans Amem, ale trzeba pogodzić się z tym, że przecież nikt nie porwie się na robienie serialu tylko dla ortodoksyjnych fanów. Żeby twórcom opłacało się robić serial, musi on dotrzeć do jak największej publiczności.
Producenci muszą iść na pewien kompromis - dadzą nam nowego KR, dadzą nam epizodycznie Hoffa, dadzą nam KITTa, puszczą oczko do zagorzałych fanów wspominając czyjeś imię, nazwisko czy samochód, ale muszą też przyciągnąć nowych fanów zmieniając samochód, na nowo zawiązując historię, wprowadzając nowych bohaterów czy poruszać tematy, których w oryginale nie poruszano.

Nie poruszyłam tutaj wszystkiego, czego bym chciała, nie opisałam też tak szeroko jak należało, ale nie chcę zwyczajnie powtarzać tego, co pisałam już na forum, nie chce też powtarzać tego samego co napisali już moi poprzednicy. ;)
Dodam tylko, że ten film zaspokoił moje oczekiwania, niejednokrotnie dał mi nawet więcej niż tego oczekiwałam. Nie spodziewałam się po nim niczego odkrywczego, chciałam po prostu film, który mogłabym wkońcu nazwać kontynuacją oryginału, po którego obejrzeniu nie czułabym niedosytu, nie czuła się zawiedziona i oszukana.
Liczę na to, że powstanie serial i że twórcy nie spoczną na laurach i że już na jesieni zaserwują nam solidny serial, że kolejne odcinki będą trzymały poziom. Bardzo bym chciała znów obserwować rozwój KI3000, jeszcze bardziej wgłębić się w przeszłość głównych bohaterów, obserwować jak odradzana jest Fundacja i kto jest tym tajemniczym „klientem”, który chce zawładnąć światem. :)
No i oczywiście chcę jeszcze więcej Hoffa! :D




Ocena serialu: 8/10 Komentarze (3) Recenzję dodał: Fenix The Best
Dnia: 26-02-2008 21:48





. . Copyright (C) 2004 - 2017 by Pik
Regulamin   Kontakt