KNIGHT RIDER NA 3 GŁOSY


Z okazji dziesięciu lat od premiery „Knight Rider: The Series” przedstawiamy specjalną recenzję pilota tej opowieści – dwugodzinnego filmu telewizyjnego. Trzy osoby – Kosogłos, Meki oraz TS89, trzy różne podejścia i trzy różne historie – ponownie (a w jednym przypadku po raz pierwszy) widziały ten epizod. Jakie jest ich zdanie na jego temat? Co zauważyli po latach, co im się spodobało, a co nie? O tym – poniżej!

Na początku poznajmy trójkę naszych recenzentów!

Kosogłos: W serwisie od roku 2015. Nieustraszonego poznała dzięki serii z roku 2008. Dopiero po czasie dowiedziała się o wersji z lat 80. W tej dyskusji będzie głosem osób, którzy w świat KR weszli dzięki przygodom Mustanga i Mike’a Traceur’a.

Meki: Widział odcinki starej serii, jednak, aż do tego momentu, nigdy nie zmierzył się z pilotem z roku 2008. Jako niemalże tabula rasa sprawdzi go na sobie z perspektywy nie fana, tylko zwykłego widza.

TS89: W serwisie od roku 2006. Klasycznego „Knight Ridera” poznał już w roku 1995, podczas jego pierwszej emisji na Polsacie, w wieku 6 lat. Nie ukrywa – wkręcił się wtedy na maksa. I trwa to do dziś…


Kiedy po raz pierwszy spotkaliście się z „Knight Riderem” z 2008 roku?

Kosogłos: Jak poznałam Nieustraszonego? Tutaj jest dosyć krótka historia. Miałam z 6-7 lat, był to któryś z jesienno-zimowych wieczorów. U mnie w pokoju stał włączony telewizor i natrafiłam na któryś z odcinków. Jak zobaczyłam wtedy, jak KITT się zachowywał i wyglądał, od razu była to moja miłość. Z miejsca stał się moim ulubionym serialem dzieciństwa. I dalej to się nie zmieniło.

Meki: Nie ukrywam, że po raz pierwszy zetknąłem się z nową wersją „Nieustraszonego” dopiero niedawno, przy okazji obejrzenia pilota. Oczywiście miałem wcześniej świadomość, że takowa istnieje, ale zabrakło chęci i motywacji do zapoznania się. Jednak tym razem odpaliłem laptopa, zrobiłem popcorn, rozsiadłem się wygodnie w fotelu i z uwagą obejrzałem tą ponad godzinną produkcję. I nie uważam, że był to czas stracony, a wręcz przeciwnie – bawiłem się całkiem zacnie.

TS89: Miałem to szczęście, że praktycznie od początku śledziłem newsy związane z wersją z roku 2008. Plotki, zapowiedzi, przecieki z planu. A potem i produkt finalny.


Co myślisz o pilocie „Knight Rider: The Series”?

Kosogłos: Sam pilot jest dobrym początkiem przedstawiającym historię nowego KITTa oraz Mike'a Traceur’a. Dla osób, które tak naprawdę nie kojarzą w ogóle starszego Nieustraszonego, sam pilot oraz serial, który był jego kontynuacją, mogą być troszkę zawiłe.

Meki: Mając w pamięci pojedyncze odcinki pierwszej wersji Nieustraszonego, z legendarną już rolą Davida Hasselhoffa oraz Pontiaca Trans Am znanego jako KITT, pełen obaw, ale też zaciekawienia, usiadłem do obejrzenia pilota nowej edycji serialu. Jak się później okazało, moje podejrzenia co do możliwości „zepsucia” kultowej produkcji okazały się zdecydowanie przesadzone.

TS89: Ten pilot obudził wiele nadziei wśród fanów „Nieustraszonego”. Po latach posuchy w temacie, a także kontynuacjach, które ciężko się wspomina, to było coś, co zapowiadało się na w końcu pełnokrwistą opowieści. Czy nadzieje zostały spełnione? Tak, ale nie bezkrytycznie.



Co powiecie o fabule? Kwestiach realizacyjnych?

Kosogłos: Jeżeli chodzi o samą budowę oraz fabułę pilota, to nie mam dużych zastrzeżeń. Są pewne minusy, ale oglądając cały czas czułam napięcie przez to, co się działo na ekranie. To wskazuje na to, że Nieustraszony z 2008 roku jest dla mnie dalej uniwersalny i pomimo tego, że robi się coraz starszy, to dalej darzę go miłością. Szkoda, że nie pozostawili czołówki w reszcie odcinków, bo była bardzo klimatyczna. Można było tylko pozmieniać parę rzeczy i wyglądałoby to świetnie.

Meki: Bardzo mnie ucieszyło, gdy już na samym początku usłyszałem znany wszystkim motyw przewodni z czołówki – niby drobiazg, jednak jakże bardzo istotny. Fabuła rozwijała się dość dynamicznie i nie było tu miejsca na nudę, w zasadzie cały odcinek obejrzałem jednym tchem. Klasyczne starcie świata nauki i technologii ze złowrogą organizacją, pragnącą za wszelką cenę wykraść dane dla swych niecnych celów jawić się może dość banalnie. Jednak okraszone brawurową akcją, solidnymi efektami specjalnymi i całkiem przyzwoitymi dialogami (często z dużą dozą ironii i humoru, w szczególności gdy do głosu dochodził KITT) sprawia, że serial ogląda się naprawdę dobrze. Można nacieszyć oczy urokliwymi krajobrazami, szybkimi autami oraz pięknymi dziewczynami – czy do szczęścia potrzeba czegoś więcej? :) Kolejnym dużym plusem było pojawienie się Davida Hasselhoffa, który niejako swoją obecnością dał błogosławieństwo sequelowi klasyka.

TS89: Fabułę po latach oceniam na plus. Nie jest ona wyszukana, ale wręcz idealna do wprowadzenia widza (zorientowanego lub nie) do całej historii. Tajemnicze podprowadzenie supersamochodu, zagrożenie wyczuwalne już od pierwszych minut oraz wisząca w powietrzu wielka tajemnica. Źli są źli, dobrzy są dobrzy (choć nie krystaliczni). Takie podejście niewątpliwie hołduje temu, co mieliśmy w oryginalnym KR – pewnego rodzaju baśni. Dodatkowo pilot wpisywał się w gorący wówczas temat wojen w Iraku i Afganistanie – może z dzisiejszego punktu mniej jasnej dla widza. Takie rzeczy od tego czasu widzieliśmy już wiele razy – ale to nie przeszkadza.
Mam ciągle duży problem z oceną tempa tego pilota oraz pilota oryginalnego KR. Są chwile, że wydaje mi się, że epizod z lat 80. był o wiele wolniejszy i w sumie słabszy, zwłaszcza po ponownym obejrzeniu tego sprzed 10 lat. Jednak zaraz sobie przypominam o wszystkich ewolucjach, które robił stary KITT – a zwłaszcza w finalnym pojedynku – i to było pod każdym względem lepsze od tego, co widzieliśmy w nowym wydaniu. Jednak nie umniejszam tutaj wartości nowego pilota. Pojedynek na autostradzie z finalnym zatrzymaniem vana jest jedną z najlepszych scen odcinka.
Nie odczuwam braku turbo boosta w tym epizodzie - co 10 lat temu było mocno punktowane przez fanów. KITT nie był jeszcze gotowy i mógł go po prostu nie mieć sprawnego.
Pilot bardzo dobrze odrobił zadanie domowe, jeśli chodzi o nawiązania do oryginału. Nie były one nachalne i nie wylewały się całymi wiadrami – to były smaczki, bardzo wyraźne, z jednej strony pokazujące „patrzcie, to już kiedyś było”. Ale z drugiej dające pole dla nowej opowieści. Wiele głosów, przy premierze, narzekało na części KITTa w garażu – z perspektywy czasu, to było dobrze i z głową zrobione.
To, co mocno boli, to jakość efektów specjalnych. Już 10 lat temu widać było, że nie wszystkie były dobrze zrobione, po tym czasie stało się to wyraźniejsze. Niektóre ujęcia KITTa są tak mocno komputerowe (a przy tym kulawe) – że aż oczy bolą. A potrafią sąsiadować z absolutnie genialnymi fragmentami. Tutaj jako przykład droga KITTa i Sary do Las Vegas.
Plusem odcinka, patrząc z perspektywy 10 lat i serii, która była potem, jest jego czołówka. Nie zestarzała się ani trochę, nadal ogląda się ją z wielką przyjemnością. Doskonale oddaje charakter tego, co zobaczyliśmy potem w filmie. I można powiedzieć, że jest w tym wszystkim bardzo nieustraszona.



Co myślicie o postaciach w pilocie? O obsadzie, która je wykreowała?

Kosogłos: Mike i Sarah w pełnometrażowym odcinku są dla mnie bohaterami drugorzędnymi, takimi… neutralnymi. Każdy miał jakąś historię ze sobą - sam Traceur żył raczej mottem „hulaj dusza piekła nie ma”, Sarah odnosiła sukcesy jako wykładowczyni, ale miała kiepskie relacje z ojcem, twórcą KITTów. Czasem jednak potrafiłam się wczuć w sytuacje, które ich spotykały.
Jednak to KITT w pilocie okazał się dla mnie najważniejszą postacią. Z powodu ataku na dom Charlesa, był niedokończony pod względem technicznym, jednak podjął się niełatwej z tego względu dla siebie misji. I wyszedł z niej zwycięsko.
Najważniejszą rzeczą, która rzucała mi się w oczy było to, że KITT miał zimny głos bez emocji, który później, podczas ciągłego towarzystwa Mike'a oraz obserwowania zachowania ludzi, rozwijał się na lepsze. I zarazem z każdym odcinkiem coraz bardziej lubiłam go.
Już w pilocie można było zauważyć, że zabawne rozmowy KITTa z Mike'iem wskazywały na to, że za pewien czas mogą się polubić. Co i też się stało…


Meki: Jedyną kwestią z pilota, do której mogę się co nieco przyczepić, jest gra aktorska. Oczywiście nie jest ona jakoś wybitnie słaba, lecz umówmy się – poziom Oscarów to jednak nie jest. Momentami miałem wrażenie że Sarah czy Mike poruszają się i odgrywają swe role nieco sztucznie, jakby bez przekonania i „flow”. Nie przytoczę tutaj konkretnych scen, chodzi mi o generalne odczucie.

TS89: Ciężko przeboleć aktorstwo. Tak Justin, jak i Deanna, nie byli w swoich rolach idealni, a można by rzec, miejscami bardzo sztuczni i nienaturalni. Bruening, z całym szacunkiem, nawet nie doszedł do tego poziomu, jaki Hoff pokazał w pilocie oryginalnego KR (wystarczy sobie porównać ich wspólną scenę na cmentarzu – David skradł ją w każdy calu). Początkowo wiele krytycznych uwag zebrało się KITTowi, jednak po 10 latach jest on jedną z najlepiej zrobionych i zagranych postaci w tym filmie. Z dużą dozą ironią ukrytej pod maszynowym płaszczykiem wiele scen po prostu kradnie. Na plus jeszcze był główny czarny charakter, Welther. Może i schematyczny, może i czasem zbyt karykaturalny – ale tak postać, jak i aktor (Greg Ellis) dali radę.


Czy ten KR wytrzymał próbę czasu?

Kosogłos: Od czasu emisji minęło już trochę czasu, to jednak dalej według mnie nie jest taki zły. W ciągu tych lat zauważyłam, jakie reżyserzy KR:TS powinni nanieść poprawki w pilocie, jak i w całym sezonie, ale nie zmienia faktu tego, że wciąż go bardzo uwielbiam.

Meki: Ciężko mówić o przetrwaniu próby czasu w momencie, kiedy z roku na rok powstają coraz lepsze seriale i czasem odnosi się wrażenie, że nawet te sprzed 2-3 lat są już nieco nieatrakcyjne w odbiorze. Co nie zmienia faktu, że pozostają pozycje kultowe, których upływ lat zupełnie nie rusza i wraca się do nich z przyjemnością. W moim prywatnym rankingu takimi serialami są choćby „Rodzina Soprano” czy „Kompania Braci”. Co do nowego „Nieustraszonego” ciężko mi o jednoznaczny osąd. Z jednej strony dynamika akcji, efekty specjalne i warstwa dialogowa trzymają względny poziom i nie odstają jakoś drastycznie od dzisiejszych standardów. Z drugiej jednak gra aktorska pozostawia wiele do życzenia i tutaj w moim odczuciu jest ogromna przepaść. Ostatecznie jestem zdania, że jest to pozycja ciekawa, na którą z pewnością fani serii patrzą przychylniejszym okiem. Dla mnie, osoby nie będącej wielkim fanem KR, serial przez te 10 lat jednak co nieco się zestarzał.

TS89: Dalej się przyjemnie i całkiem dobrze ogląda. Już widać po nim ostatnie 10 lat, trochę pokrywa się patyną, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W tym czasie dużo zmieniło się w sposobie robienia seriali. KR:TS miało trochę, a raczej dużo pecha, trafić na taki czas dużej zmiany w świecie seriali. Gdyby pojawiło się dwa-trzy lata później, prawdopodobnie byłoby lepsze. I trwało do dziś. Szkoda, że kontynuując w formie serialu twórcy nie posłuchali słów Sary o tym, że skomplikowany nie zawsze znaczy lepszy (w trakcie rozmowy o paliwie KITTa) – bo gdyby utrzymali klimat z pilota, ten serial mógłby się obronić.


Co chcecie na koniec powiedzieć?

Kosogłos: Dla mnie, jako dziecka, które dopiero co rozpoczęło podstawówkę, KITT stał się ulubioną postacią/idolem, jeśli mogłabym to tak określić. Ja wtedy tak naprawdę nie wiedziałam, co to jest tak zwany green screen oraz to, że KITT tak naprawdę nie gadał, był fikcyjną (do tej pory - bo za kilkanaście lat może się to zmienić) sztuczną inteligencją. Mnie to tak naprawdę mało obchodziło, bo cały serial oraz sam KITT skradły mi serce.
Wszystko to, co dzisiaj jest emitowane w kablówkach albo w Internecie, tak naprawdę mało mnie urzeka. Może czasem któryś z filmów mi się spodoba, ale nie ma takiego klimatu dla mnie, jaki był właśnie u mnie z KR-em.


Meki: Pilot obejrzałem z dużą przyjemnością i jako osoba nie będąca wielkim fanem serii czuję się zachęcony do odpalenia kolejnych odcinków, o ile czas na to pozwoli. Ze swojej strony daję solidne 7/10.

TS89: Kiedyś narzekaliśmy na ten pilot. Dziś można powiedzieć, że to jest najlepsze, oprócz oryginalnej serii, co dostaliśmy w uniwersum KR. Ma swoje wady. Ale… chyba spełnia swoją funkcję – przecież ma dawać rozrywkę. A tego mu nie można odmówić.


Takie są przemyślenia naszych recenzentów. A Wy – co myślicie? Czekamy na Wasze opinie!




Komentarze Autorzy: Kosogłos, TS89, Meki
Dnia: 17-02-2018 20:00




KOMENTARZE:
eNeR dnia 20-02-2018 11:34
Bardzo fajny pomysł, polecam wszystkim, którzy pisali recenzje zamieszczone w serwisie, by obejrzeli Pilota (+ ewentualnie serial) jeszcze raz i przeczytali swoją recenzję.

Jeśli o mnie chodzi, to z perspektywy czasu najbardziej razi mnie CGI, czyli efekty w serialu. To jest coś, co zawsze się starzeje (tym bardziej, jeśli nie ma się ogromnego budżetu na wykonanie) i dziś na niektóre z "fajerwerków" w KR:TS (jak np."zmiana powłoki" KITTa) patrzę podobnie, jak np.na efekty w Team Knight Rider. W sumie miejscami nie ma dużej różnicy w porównaniu do serialu Viper, który powstał podobnie jak TKR, dekadę przed KR:TS.

Aktorstwo też nie robi szału, tu zgadzam się z Mekim i Tomkiem, ale nadal uważam, że role zostały oddane, mimo wszystko, dość dobrze - zwłaszcza w serialu, kiedy już był jakiś konkretniejszy pomysł na postać i na jej ewentualny rozwój. Oczywiście wielka szkoda, że w serialu, choćby w 3 odcinkach, nie pojawił się David Hasselhoff, jak miało to miejsce w Pilocie - i jak napisał Tomek, rzeczywiście wtedy Hoff skradł show. Na pewno dzięki okazjonalnej obecności Michaela Knighta (seniora) produkcja by zyskała, pewnie dużo.

Zgadzam się, że Pilot KR:TS (do dziś zwany przez wielu "Knight Rider 2008") to najlepsze, co dostaliśmy oprócz oryginalnej serii. Mimo, że lubię też KR 2000, to obiektywnie patrząc tam jednak było znacznie więcej niepotrzebnych pomysłów, czy scen, które nie powinny mieć miejsca. KR 2008/Pilot KR:TS wypadł lepiej, niż tego oczekiwałem i choć nie jest pozbawiony wad a po dekadzie efekty i poniekąd aktorstwo rażą jeszcze bardziej, to wciąż jest to produkcja, która nie przynosi wstydu i można polecić ją zarówno fanom oryginału, jak i osobom, które ze światem KR nie miały do czynienia w ogóle. Trudno ocenić, czy sentyment do oryginału przeszkadza, czy pomaga. Myślę, że po trosze jedno i drugie.

Patrząc całościowo, serial chyba przyniósł więcej rozczarowań niż Pilot, trochę za dużo chaosu i dróg na skróty, klarował się jakiś konkretniejszy i niegłupi pomysł, ale podążano do tego drogą dość wyboistą i sezon był chyba dość mocno nierówny, bo obok wręcz bardzo dobrych odcinków zdarzały się niemal gnioty. Oczywiście, jak to bywa, kiedy już wszystko zdawało się iść w dobrym kierunku, serial został zdjęty z anteny. Może niewłaściwy czas, może na jakimś szczeblu niewłaściwi ludzie...trzeba jednak się cieszyć, że ta produkcja w ogóle powstała, bo nie wiadomo, czy/kiedy powstanie kolejna i co przyniesie...a mi znów coś mówi, że nie będzie powodów do zadowolenia.

...ale w 2008 miałem takie same obawy ;)


Zaloguj się, aby dodać swój komentarz.





. . Copyright (C) 2004 - 2018 by Pik
Regulamin   Kontakt