Fan Fictions
Poprzednia część
Następna część
KARR – ZANIM POJAWILI SIĘ KITT I MICHAEL - CZĘŚĆ 2
Zakończenie "początku" KARR-a.Życzę miłego czytania.
SIEDZIBA KNIGHT INDUSTRIES

KARR z piskiem opon zatrzymał się w hali głównej KNIGHT INDUSTRIES. Nikogo tam nie było… Nikogo, oprócz Wiltona, który przywołany głośną eksplozją, wrócił do dużej sali. W ręce nadal miał neseser.
- Gdzie Danny!!!! – ryknął w stronę samochodu, widząc, że w środku nie ma nikogo.
- Zginął. – chłodno, bez żadnego uczucia, odpowiedział KARR. – Tak samo jak ten zamachowiec i dziewczyna.
Pod Knightem ugięły się nogi. Tak strasznie nie czuł się do dnia, kiedy poznał się na prawdziwym charakterze swego syna – Gartha.
- Jak… jak… jak… to? – wyjąknął w końcu Wilton, jednocześnie słysząc syreny straży pożarnej - Dlaczego nie stanąłeś w jego obronie? – to zdanie powiedział z nutą wyrzutu.
- Zagrożenie uszkodzenia procesora głównego. – KARR nadal miał spokojny glos.
Wilton mało co nie zemdlał, słysząc te słowa. „Moje dzieło?… Nie uratowało?…” – majaczył cały czas.
- Panie Knight, co się dzieje? Gdzie jest Danny? – to do pomieszczania wpadł Bruce. Jeden rzut oka wystarczył mu, aby wywnioskować, co się stało.
- Funkcja Ochrony Ludzkiego Życia… A mówiłem o tym panu… Powtarzałem… Ale pan chciał natychmiastowych efektów… - profesor wypowiedział te kilka słów z nieukrywaną złością w głosie.
Wilton spojrzał na niego smętnymi oczami.
- Miałeś rację… - przemówił w końcu – Miałeś rację… A ja byłem głuchy… I teraz… Mój drugi syn… Nie żyje… - nagle na jego twarzy pojawiła się nienawiść – Dezaktywować. Natychmiast. On jest niebezpieczny! – krzyknął z agresją w głosie, jednocześnie ruszając w stronę pojazdu.
Jednak KARR nie był zbyt chętny do dezaktywacji. Kiedy Knight był o metr od pojazdu, ten uruchomił funkcję AUTO DOOR-LEFT otworzył nagle drzwi od strony kierowcy. Mężczyzna został uderzony przez drzwi tak mocno, że uniósł się lekko w powietrze i upadł kilka metrów dalej.
- Wilton!!!! – ryknął Bruce
- Nie… podchodź!!!… On jest… nieobliczalny! – Wilton, z grymasem bólu na twarzy, ostrzegł profesora.
- O co to, to nie, panie Knight. – głos KARR-a zmienił się diametralnie: był teraz bardziej opryskliwy – Nie pozwolę się dezaktywować. Może pan o tym zapomnieć. JA jestem i nikt mi tego nie odbierze.
- Ty… chamie… jeden… - stęknął Wilton - Zaraz cię wyłączę… I zniszczę! – ryknął na cały głos.
KARR tylko prychnął.
- Jestem twoim najdoskonalszym dziełem! Nie zrobisz tego! Nie pozwoli ci na to ta twoja, godna pogardy, ludzka natura. – teraz to KARR ryknął - A ty… - zwrócił się Bruce`a, który chciał wyciągnąć podręczny granatnik, ukryty w szklanej półce wiszącej w pobliżu drzwi (środki bezpieczeństwa, które zostały wprowadzone po niebezpiecznej sytuacji wynikłej podczas tworzenia funkcji AUTO PILOTA) - …to dostaw. Bo też dostaniesz.
- Tak, zniszczę!!! – Wilton nie panował nad sobą – I zbuduję od podstaw! Takiego samego jak ciebie, tylko że dbającego o życie człowieka!!!!
- Czyżby chodziło o Knighta 2000, pieszczotliwie zwanego KITT-em? – zapytał się ironicznie KARR.
- Skąd o nim wiesz? – Wilton, zamiast bólu, poczuł strach przed pojazdem.
- Ma się swoje źródła. – KARR był coraz bardziej sarkastyczny – Ale muszę cię rozczarować. Nie dożyjesz tego z dwóch powodów. Po pierwsze: wkrótce zniszczę główny procesor Kighta 2000, gdyż wiem, gdzie go przetrzymujesz. Ale wcześniej dopilnuję, abyś na dobre rozstał się z tym światem. Stanowisz dla mnie zbyt wielkie niebezpieczeństwo. Żegnaj! - i bez ostrzeżenia ruszył na Wiltona.
Byłby go rozjechał, gdyby nie znakomity refleks Bruce`a. W mgnieniu oka wyciągnął granatnik z gabloty, odbezpieczył i sprawnym ruchem odpalił. Miał przy tym tak dobry cel, że ładunek bezbłędnie trafił w bok KARR-a.
- AAAAAHHHHH!!! - ryknął samochód. Eksplozja, chociaż go nie uszkodziła, spowodowała znaczną dewiację z kursu. Wystarczającą, aby ominąć Knighta dosłownie o pół metra oraz zaryć w ścianę przodem.
- Panie Knight, szybko! - krzyknął Bruce, patrząc, jak KARR próbuje wyrywać się z metalowych objęć ściany.
Wilton zerwał się na równe nogi. Taszcząc pod pachą nie naruszoną walizkę podbiegł do Bruce`a, który stał przy drzwiach, z podniesionym do góry granatnikiem. Co się tyczy samochodu, zdołał się już oswobodzić i teraz, taranując różne metalowe stoliki, ruszył do wyjścia sali.
- Czemu on nas nie atakuje? – zapytał się Bruce, jednocześnie głęboko oddychając.
- Wywnioskował, że teraz jesteśmy dla niego dużym zagrożeniem. Postanowił więc jechać i zniszczyć obiekt, który uznaje za mniej niebezpieczny-czyli procesor Knighta 2000. – odpowiedział cicho Wilton. Jednak nie wyglądał na zdenerwowanego. Wręcz przeciwnie. Był spokojny. Wyjątkowy spokojny. Gdyż wiedział, co ma robić.
- Musisz szybk… - zaczął wydawać profesorowi rozporządzenia, jednak jego kolejne słowa zagłuszyło głośne: Łłłłłłiiiiiii.
Mężczyźni momentalnie odwrócili się w stronę odgłosu. Wtenczas okazało się, że KARR odpalił TURBO BOOST-a. Przez chwilę nie rozumieli dlaczego (światła wyjścia nie zasłaniała żadna przeszkoda). Ale minutę później już wszystko stało się jasne. Otóż pojazd wykrył szybko zbliżający się czerwony wóz strażacki. Nie chcąc doprowadzić do kolizji, tuż przed wrotami uruchomił dopalacz, i teraz szybował nad kolosalnym samochodem, przy okazji urywając mu armatkę wodną.
- Musimy się pośpieszyć! – Wilton, mimo napiętej sytuacji, nie tracił panowania nad biegiem zdarzeń – Leć szybko po Dezaktywator Falowy i przynieś go tutaj. Ja zaraz sprowadzę jakiś samochód i pojedziemy pod pawilon wschodni… Miejmy nadzieję, że KARR postąpi zgodnie z moimi przewidywaniami. – poczym ruszył ku małym drzwiom na przeciwko.
- Ale… ale… Panie Knight… - Bruce nadal tkwił w miejscu, z niepewną miną – Dezaktywator Falowy nie jest jeszcze ukończony… Może nie zadziałać…
Wilton zatrzymał się.
- Nie mamy innego wyjścia. Musimy spróbować. – a widząc, że profesor nadal się ociąga, ryknął – To był rozkaz!! Jasne??
Bruce tylko kiwnął głową, poczym zniknął za drzwiami.

***

- Wsiadaj. – powiedział głośno Wilton, kiedy z piskiem opon zatrzymał się przed wrotami hali i otworzył na oścież drzwi samochodu ochrony od strony pasażera. Bruce, targając w rękach wielki, metalowy Dezaktywator Falowy, wskoczył do pojazdu. Knight nie czekał nawet, kiedy zamknie drzwi. Wcisnął pedał gazu i ruszył w stronę pawilonu wschodniego.
- Co za cholerny dzień. – profesor cicho mruczał pod nosem, jednocześnie chwytając się mocno oparcia fotela, gdyż Wilton ostro wziął zakręt.
- Do wszystkich jednostek… - gdzieś z okolic przedniego schowka doleciał do mężczyzn jakiś przerażony głos – Do wszystkich jednostek… Czarny Trans Am demoluje pawilon wschod… Cholera!!! Gdzie on ma kierowcę?????
Knight i Bruce popatrzyli po sobie wymownie. A więc Wilton się nie mylił: KARR zaatakował skrytkę procesora głównego Knighta 2000.
- Spokojnie. – prezes, dziwnie bez zbędnego pośpiechu, zwrócił się do profesora – Zaraz dziada dorwiemy i pokaże mu, gdzie KARR-y zimują. – Wilton odważył się nawet na mały żarcik. Jednak Bruce`a to nie rozbawiło.
Po chwili znajdowali się już w pobliżu pawilonu wschodniego. Z miejsca, w którym stali, dobrze widzieli olbrzymią dziurę w grubiej ścianie oraz papiery wylatujące przez nią.
- Ty idź i schowaj się za tamtym kontenerem. – Wilton cicho rozkazał Bruce`owi – KARR raczej cię tam nie wykryje. Zaś ja wystawię się na przynętę…
- Ale…ale… - Bruce ostro zaprotestował – Pan nie może! To niebezpieczne!… Lepiej żebym to j…
- Bruce, kto tu jest szefem? – ostro przerwał mu Knight – I kto tu wydaje rozkazy?
- Pan… - pokornie odpowiedział profesor.
- A więc teraz pójdziesz za tamten kontener… - Wilton, pomału i wyjątkowym spokojnym głosem, powtarzał ponownie kolejne rozkazy - …i się tam schowasz. Ja zaś wystawię się na przynętę. I kiedy KARR wyjedzie, ty „włączysz”… - tu pojawił się mały uśmiech na twarzy Knighta - …to twoje super oko i zrobisz z KARR-em, co należy.
- Ale wie pan, że Dezaktywator może w ogóle nie zadziałać lub co gorsza, eksplodować. –Bruce, mimo spokojnego zachowania Wiltona, cały się trząsł ze strachu – A Molekularna Obrona KARR-a, niestety, to wytrzyma!
Knight spojrzał na Bruce`a. Nadal miał spokojny wzrok, nadal nie przejawiał żadnych oznak zdenerwowania. Jakby to, co się kwadrans temu zdarzyło, w ogóle nie zaszło. Profesor nie mógł już tego znieść. Dociskając Dezaktywator do tapicerki, szybkim ruchem chwycił Wiltona za marynarkę i z szaleństwem w oczach tak na niego ryknął:
- PAN JEST CHORY!!! TO SIĘ NIE UDA!!!! ALBO ZGINIEMY W WYNIKU EKSPLOZJI DEZAKTYWATORA, ALBO KARR ZORBI Z NAS MIAZGĘ!!!!
Wilton sprawnie go odepchnął, zaś następnie spokojnym aż do bólu głosem powiedział tak:
- Uda się. – po czym zostawiając neseser na tylnym siedzeniu i nie zważając na miny Bruce`a, opuścił samochód i ruszył pomału w kierunku dziury, z której wylatywały tumany kurzu.
- Wariat… - stęknął cicho Bruce, widząc, jak jego przełożony udaje się na pewną śmierć – Pierwszy naczelny wariat KNIGHT INDUSTRIES… - powtórzył, kręcąc głową – A ja chyba jestem drugi po nim, słuchając go. – nagle Bruce wydobył z siebie to zdanie, i nie patrząc na nic, wyskoczył z pojazdu i sprintem ruszył w kierunku kontenera.
Tymczasem Wilton, po przejściu połowy dystansu, zatrzymał się. Z tego miejsca wyraźnie słyszał huk niszczonych przedmiotów dochodzący ze wschodniego skrzydła.
- KARR!!!! – ryknął niespodziewanie w kierunku dziury.
Nagle dźwięk demolki ucichł.
- KARR!!!! WYŁAŹ DZIADZIE!!!! CZEKAM NA CIEBIE!!! I JESTEM SAM!!!!– powtórzył zawołanie Wilton.
Dwa razy nie musiał prosić. Przez wyrwę w ścianie, wprost na Knighta, wyjechał KARR. Miał lekko zakurzoną karoserią oraz wyrzucał tumany kartek spod kół. Jednak od razu nie zaatakował mężczyzny. 20 metrów przed Wiltonem wyhamował, i z gniewnie mrugającym czerwonym skanerem, czekał na reakcję swego stwórcy.
- Nie po to cię stworzyłem. – ostrym i stanowczym głosem rozpoczął Wilton, jednocześnie wskazując dłonią na dziurę.
- Tak. – zgodził się KARR – Tylko że teraz to sam się kreuję. I nie masz na to żadnego wpływu.
- Masz rację. – Wilton nadal był poważny – Już nie uczestniczę w procesie twego powstawania… Ale teraz wiesz co? Kicham na mój udział w procesie formowania się twojego programu. Już mnie to nie obchodzi. Zupełnie. Ale pragnę tylko jednego - zniszczyć cię. – bez agresji, z nonszalanckim akcentem, Knight zaczął prowokować KARR-a do działania.
Samochód zamruczał gniewnie silnikiem.
- Powtarzasz się, staruchu. – bezczelnie odezwał się KARR – Tylko niestety, ale ten tekst o stworzeniu na moje miejsce Knight Industries Two Thousand stracił już rację bytu. Przed chwilą uporałem się z głównym procesorem, a teraz wykończę cię, starcze. – i nie czekając na nic ruszył na znieruchomiałego Wiltona.
- Jeszcze zobaczymy, kto kogo wykończy. – mruknął Knight i subtelnie puścił w stronę Bruce`a gest OK.
Profesor, wyglądając lekko zza kontenera, złapał w mig. Przyłożył celownik Dezaktywatora do oka, obrał namiar na szybko zbliżającego się KARR-a i czekał, kiedy pojazd znajdzie się w zasięgu broni… „Jeszcze dziesięć metrów… A jak nie zadziała?… To już pod Knight`cie… Czemu dzisiaj do pracy przyszedłem… Przecież miałem nie iść, tylko oglądać mecz w telewizji… Boże, dopomóż mi!… GIŃ POTWORZE JEDEN!!!”
KARR znalazł się w zasięgu broni. Profesor wcisnął zielony guzik. I zupełnie, jakby Wilton to przewidział, broń zadziałała poprawnie. Wyemitowała falę, która w mniej niż sekundę dosięgła maski samochodu. Efekt był natychmiastowy. KARR ryknął: „AAAAAAA!!!!!!”. Z jego podwozia posypał się snop iskier. W środku kontrolki zaczęły mrugać jak szalone, zaś na obydwu ekranach wyskoczył napis WSZYTSKIE UKŁADY USZKODZO…………… Koniec. KARR wyłączył się ostatecznie. Zdążył tylko wyhamować tuż przed Wilotenm, mrugnąć po raz ostatni skanerem… i zamilknąć na dobre.

Na placu zapanowała cisza. KARR stał na przeciw Knighta. Od kolan prezesa dzieliło go zaledwie pół metra. Ale nie był już w stanie do żadnej akcji.
- A nie mówiłem. – cicho, z lekkim uśmiechem na twarzy, Wilton zwrócił się do nieruchomej bryły pojazdu.
Nagle ciszę przerwała głośna eksplozja oraz dramatyczne „AAAAAAŁŁ!” Bruce.
- Bruce!!!! – ryknął Wilton i biegiem ruszył w kierunku profesora, zostawiając KARR-a samego z pustką.
- Bruce… - z przerażeniem w głosie pisnął Knight, kiedy do kontenera.
Otóż profesor leżał na ziemi, bez jakichkolwiek oznak życia, z mocno krwawiącą głową oraz prawą dłonią. Zaś tuż obok niego dogorywały szczątki Deaktywatora.
- Bruce!!! – powtórzył po raz trzeci Wilton, jednocześnie próbując ocucić mężczyznę. Ten dalej był nie ruchomy.
- Bruce!… Bruce!!!… Bruce!!!!! – Knight, po raz pierwszy od czasu wyjazdu z hali, przeraził się na poważnie. Dalej cucił profesora, ale nie dawało to żadnego rezultatu. – Nie… Tylko nie druga ofiara… - był bliski płaczu - TY CHAMIE!!! – nagle zmienił ton. Był zdesperowany. – ROZERWĘ CIĘ NA KAWAŁKI… GOŁYMI DŁOŃMI!!! – i ruszył w kierunku KARR-a.
- Nie wiedziałem, że Pan jest taki sadysta. Wystarczy, że Dezaktywator mnie popieścił. – nagle, zza pleców Knighta, odezwał się słaby głos Bruce`a.
Wilton nie mógł w to uwierzyć. Szybko odwrócił się na pięcie w kierunku mężczyzny. I zobaczył, że profesor, podpierając się zdrową ręką, próbuje wstać.
- Zaraz ci pomogę. – i bez zbędnych słów Knight rzucił się na pomoc dzielnemu naukowcowi.

***
- Uważaj… Ooo… A teraz się nie ruszaj… -cicho komendował Knight, sadzając Bruce`a w samochodzie.
- Dziękuję. – odpowiedział profesor i mocniej przytulił do piersi owiniętą w fragment koszuli Wiltona dłoń.
- Co się właściwie stało? – zapytał prezes przez otwartą szybę.
- Chyba styki zawiodły i cały akumulator szlag trafił… Ot co. A mówiłem, żeby dać tytanowe. – odpowiedział murzyn, z lekkim uśmiechem na twarzy.
Wilton też się uśmiechnął. Czuł jakąś ulgę na sercu… Chociaż… Chociaż coś nie pozwalało mu wsiąść do samochodu i odjechać spod pawilonu.
- Uważasz, że nic nie będzie pamiętać? – Knight wskazał podbródkiem na KARR-a.
- Nie wiem. – krótko odpowiedział profesor – Mógł stracić całą pamięć, lub tylko jej część. Ale grunt, że jest dezaktywowany… To co? Niszczymy go? –teraz Bruce patrzył na Knighta.
Ten przez chwilę obserwował nieprzytomny wzrokiem Trans Am`a. Widać było, że targały nim sprzeczne uczucia.
- Nie… - odpowiedział w końcu niepewnym głosem – Jeszcze nie. A nóż się go uda przeprogramować… A jeszcze nie zapominajmy o Knight`cie 2000. Pasuje mieć pierwowzór przed oczami… Żeby nie popełniać błędów przeszłości…
Bruce popatrzył na Knighta ze zdziwieniem.
- Ale przecież KARR zniszczył główny procesor KITT-a. Sam tak mówił… - i skrzywił się z bólu. Jasne opatrunki na ręce i głowie stawały się coraz bardziej czerwone.
Wilton tylko się tajemniczo uśmiechnął. Otworzył tylne drzwi i wyciągnął swój skórzany neseser. Następnie wprowadził szyfr do zamka i podniósł klapkę do góry.
- Na szczęście działa. – mruknął.
- Co działa? – Bruce co prawda miał jakieś podejrzenia o czym Knight mówił, ale nie mógł w uwierzyć w aż taki zbieg okoliczności.
- Procesor Knighta 2000. – odpowiedział Wilton, wyciągając z nesesera czarną bryłę plastiku, w którą zostały wtopione jakieś kabelki oraz lampki. – Rano nudziło mi się, więc go wziąłem do biura i trochę pobawiłem się z programem. – wyjaśnił Wilton z uśmiechem.
Bruce nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczył.
- I to się nazywa szczęście. – skwitował w końcu.
- Tak, wielkie… - zgodził się z nim Knight, czule patrząc na urządzenie – I wszystko zaczynamy od początku. – westchnął cicho – Ale teraz już nie popełnię tamtego błędu. Teraz będę dwa razy zastanawiał się, zanim na coś się zdecyduję… I oczywiście nie zapomnę słuchać innych…
- Słusznie. Świat potrzebuje Knighta 2000. Coraz bardziej… Auuu… - nagły ból przeszył rękę Bruce`a.
- Ale na razie ty potrzebujesz doktora. – odpowiedział Wilton i zamknął neseser.

6 MIESIĘCY PÓŻNIEJ

- Jeden człowiek może zmienić świat. Ty będziesz tym człowiekiem, Michael… Moja przygoda dobiegła końca. Twoja właśnie się zaczęła…

- Jestem głosem mikroprocesora Knight Industries Two Thousand. W skrócie K. I. T. T… KITT, jeśli wolisz…

Michael Knight - waleczny wojownik w niebezpiecznym świecie… W świecie Nieustraszonego…

KONIEC

 
Dodana opublikowania: 25-09-2006 14:18
Dodał: TS89 Komentarze (10) Ocena: 8/10


. . Copyright (C) 2004 - 2012 by Pik
Regulamin   Kontakt