Fan Fictions

WIDMO PRZESZŁOŚCI
Jak się potoczy kolejny urlop Michaela..?
Jedna z amerykańskich autostrad... Setki kierowców jadą nią, przeklinając panujący niemiłosierny upał. Co za pogoda...nie sposób wytrzymać w aucie, gdy mimo otwartych okien czy szyberdachu nadal jest niczym rozgrzana do czerwoności puszka. Do czego to podobne? Wściekłość kierowców sięga zenitu. Jednak wśród nich jest ktoś, komu lejący się z nieba żar nie przeszkadza. Właśnie jedzie na upragniony urlop, swoim czarnym, lśniącym Trans-Amem, z opuszczonym dachem. To Michael Knight. Jego strój - hawajska koszula - świadczył o tym, że nie jedzie na kolejną misję...chyba nikt tak jak on nie cieszył się z urlopu...

- Świetna pogoda, prawda, K.I.T.T.?

- Odnotowałem, że obecna temperatura może być niebezpieczna dla życia i może być między innymi być przyczyną udaru.

- Och, daj spokój, kumplu!

- Nadmienię też, że z odbieranych przeze mnie częstych dźwięków klaksonów i obserwacji niebezpiecznego dla otoczenia prowadzenia pojazdów przez kierowców na trasie wnioskuję, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo iż są to efekty wysokiej temperatury. Bądź więc ostrożny, Michael.

- K.I.T.T., jadę wreszcie na urlop! Zrelaksuj się!

- Przykro mi, Michael, ale, jak wiesz, jestem tylko maszyną , więc nie odczuwając zmęczenia nie potrzebuję relaksu. Jednak z przyjemnością poddam się działaniu morskiej bryzy która ochłodzi troche moje podzespoły.

- Tak, tak...rozumiem. Na szczęście niedługo będziemy na miejscu, jak wiesz. Ach..jakie wspaniałe uczucie... Żadnych złodziejaszków, pościgów...

- Michael, Devon na linii. Łączę.

- O nieee, nie znowu!

Na monitorze K.I.T.T.a pojawił się Devon. Wyglądał na zadowolonego...czego nie mozna było powiedzieć o Michaelu...

- Co tym razem, Devon? Czy mój urlop zawsze będzie tak wyglądał?

- Spokojnie, Michael. Ta sprawa nie zabierze ci wiele czasu. Fundacja wzywa cię na krótką konferencję. Właściwie potraktuj to jako zaproszenie lub nawet zaszczyt, ponieważ dotyczy to twoich zasług dla Fundacji.

- Ech...Devon. Czy ta sprawa nie może poczekać? ...nie, nie ma mowy, chcę wreszcie odpocząć od bycia samotnym nieustraszonym wymiarem sprawiedliwości..!

- Obawiam się, że twoja obecnośc jest konieczna.

- Posłuchaj, Devon. Prosze, pojedź tam za mnie. Przecież możesz mnie reprezentować. Ja dojeżdżam do plaży, na której mam zamiar odpocząć, pogrzać się na słońcu i poprzebywać w towarzystwie pieknych dziewczyn, a nie, bez urazy, nudnych władz Fundacji.

- Cóż...dobrze, Michael...choć nie podoba mi się twoja postawa. Zasłużyłeś jednak na wypoczynek. Wracaj do nas szybko. A tymczasem - będziemy w kontakcie.

- Dzięki, Devon. Wiem o tym...niestety wiem...

- ...słucham?

- Nie...nic, dzięki. Do zobaczenia.

Devon zniknął z ekranu a Michael dalej mógł się cieszyć wymarzonym urlopem...

- Uff...już myślałem, że znów nici z odpoczynku. Dobrze, że udało mi się namówić Devona na zastępstwo.

- Mam nadzieję, że nadmair promieni słonecznych Ci nie zaszkodzi, Michael. /Odparł K.I.T.T./ Dotarliśmy na miejsce.

- Zgadza się, K.I.T.T. i bardzo mnie cieszy ten widok! Słońce, plaża, szum fal, dziewczęta... Nie martw się, kumplu, to będzie świetna zabawa! Nadszedł czas relaksu! Do zobaczenia..!

- Uważaj na siebie Michael i pamiętaj o niebezpiecznym działaniu promieni słonecznych!

Michael wysiadł z zaparkowanego tuż przy plaży K.I.T.T.a i ruszył w stronę rozgrzanego słońcem piasku...i korzystających ze świetnej pogody dziewczyn.

Tymczasem w ogromnym wieżowcu będącym nowoczesną siedzibą Fundacji trwały ostatnie przygotowania do konferencji. Pod gmach podjechał biały Lincoln. Wysiadł z niego kierowca, RC III, oraz, tuż za nim, Devon Miles.

- Dziękuję Ci, Reginaldzie. Wracaj do Bonnie. Skontaktuję się z Tobą po konferencji.

- Dobrze, panie Miles. Do zobaczenia.

RC III wsiadł do wozu i odjechał, zaś Devon wszedł do gmachu i udał się na pierwsze piętro, do sali konferencyjnej. W jej drzwiach powitał go jeden z członków zarządu.

- Pan Miles. Miło, że zaszczycił pan nas swoją obecnością. Czy pan Knight przybył wraz z panem?

- Miło mi. Niestety, pan Knight nie mógł przybyć na konferencję z powodu...niestrawności. Postaram się go zastąpić i zdać mu sprawozdanie z jej przebiegu.

- Cóż, w porządku, proszę więc spocząć na miejscu przeznaczonym dla pana Knighta. O, tutaj.

Powiedział mężczyzna wskazując na elegancke krzesło przy ogromnym stole, do którego zasiadali członkowie F.L.A.G.
Po chwili zarząd był w komplecie i konferencja została rozpoczęta.

- Witam wszystkich. Zebraliśmy się, by omówić zasługi pana Michaela Knighta, oraz zadecydować o rodzaju ich wynagrodzenia, temu niezwykle zasłużonemu członkowi Fundacji. Niestety pan Knight, z powodów...osobistych nie mógł przybyć, lecz niewątpliwie godnie zastąpi go pan Devon Miles, którego nie muszę nikomu przedstawiać. Tyle tytułem wstępu, możemy przejść do tematu.

Za kratką szybu wentylacyjnego, znajdującego się nad Devonem, migała tajemnicza, mała, czerwona lampka...

Podczas, gdy na konferencji omawiano zasługi Michaela, ten korzystał w najlepsze z urlopu. Właśnie udał się na spacer wśród morskich fal z jedną z poznanych dziewczyn - ubraną w skąpe bikini Cassie...

- ...więc mówisz, Cassie, że masz wolny wieczór? /zagadnął Michael/
Może dałabyś się zaprosić na wspólny zachód słońca na plaży i romantyczną kolację przy świecach?

- Och, zaskoczyłeś mnie! Z przyjemnością, Michael! /odpowiedziała z radością dziewczyna/
Szczerze mówiąc, dawno z nikim się nie spotykałam...chętnie obejrzę zachód słońca...zwłaszcza z takim mężczyzną u boku...

- Świetnie, Cassie, więc przyjadę po ciebie wieczorem. A teraz zabiorę cię na małą przejażdżkę moim wozem.

- Och, cudownie..! ..a który wóz masz na myśli..? /zapytała Cassie rozglądając się po parkingu/

- Zaraz się przekonasz... /odrzekł Michael i uśmiechnął się zawadiacko/

Tymczasem w ogromnym gmachu F.L.A.G. trwała konferencja.

- ...więc po krótce poznaliśmy już ogrom zasług pana Knighta dla Fundacji. Teraz, korzystając z obecności pana Devona Miles'a, chciałbym poprosić go, by powiedział nam kilka słów o Michaelu, gdyż jak wiemy, zna go najlepiej z nas. Bardzo proszę o podejście do mównicy, panie Miles.

Kiedy Devon z wyrazem lekkiego zawstydzenia, ale i radości, na twarzy wstał i skierował się w stronę mównicy, tajemnicza lampka zza kratki szybu zaczęła migać bardzo szybko...

- Witam serdecznie. /rozpoczął Devon/ Jest mi niezmiernie miło, że mogę się z państwem podzielić...

Wtem nastąpiła eksplozja, która rozerwała znaczną część szybu wentylacyjnego i zniszczyła miejsce, na którym jeszcze przed chwilą siedział Devon, oraz dwa sąsiednie... Kawałki szkła i blachy raniły wielu zebranych. Zapanował chaos.

- Panie Miles! Czy...czy wszystko w porządku?! Dzwonię na pogotowie!

- Tak, panie Watson...myślę, że tak.../odpowiedział Devon podnoząc się z podłogi/ Niestety obawiam się, że panom Lewisowi i Kozlowsky'emu nie możemy już pomóc... Co za tragedia...kto mógł chcieć śmierci członków F.L.A.G.?

Do sali konferencyjnej wpadła uzbrojona po zęby ochrona. Ich obecność była jednak zbyteczna...
Ci, którzy nie ucierpieli, wyprowadzali na korytarz rannych. Po chwili zjawili się sanitariusze i lekarze, którzy rozpoczęli akcję ratunkową.

Devon stał jak wryty spoglądając na szyb wentylacyjny...a właściwie powyginane kawałki blachy, czyli to, co z niego zostało.

- Nie moge uwierzyć w to, co się stało. Nie potrafię tego zrozumieć.../powiedział do siebie/

- Nikt z nas nie może, panie Miles.../usłyszał odpowiedź/

- Trzeba jak najszybciej znaleźć sprawcę i ukarać go. Musimy się dowiedzieć kto za tym stoi...
/odparł Devon i przyłączył się do pomocy w ewakuacji rannych/

Daleko stąd, otoczoną palmami ulicą mknie lśniący w słońcu Trans-Am...

- Wow, niesamowite auto! /krzyknęła podekscytowana Cassie/ To prawdziwy cud techniki!

- Dziękuję. /rozległ się komputerowy głos K.I.T.T.a. a Michael uśmiechnął się spoglądając na dziewczynę/

- Rany, nawet gada! Super! Co to za model?

- Pontiac Trans-Am, ale to tylko pozory. Jestem Knight Industries Two Tousand. W skrócie K.I.T.T., jeśli wolisz. /odpowiedział K.I.T.T. a oczy Cassie stawały się coraz większe/

- Kurcze, zupełnie jak w jakimś filmie science-fiction! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! Jak zdobyłeś to cudo?

- Cóż...długa historia, Cassie... Pracuję dla Fundacji Na Rzecz Prawa. Mozna powiedzieć, że ten samochód to moje narzędzie pracy. ...nie gniewaj się, K.I.T.T.

- Wow, z takim cudeńkiem praca ma chyba same zalety! /Uśmiechnęła się do Michaela Cassie/

- Michael, Devon na linii, łączę. /zakomunikował K.I.T.T./

- No nie! Znowu?! /Krzynął zdenerwowany Michael, ponownie widząc na ekranie twarz Devona./ Widzisz, Cassie, tak właśnie wyglądają wady tej pracy.../westchnął/

- Nie czas na żarty, Michael. Niestety muszę ci przerwać twój urlop. Na konferencji wydarzyła się tragedia.

- Co się stało, Devon?!

- W szybie wentylacyjnym, tuż nad twoim miejscem, na którym siedziałem, ktoś ukrył i zdetonował ładunek wybuchowy. Zginęło dwóch członków Fundacji. Cudem ocalałem. Gdyby nie poproszono mnie o przemówienie...

- To było moje miejsce Devon. A więc temu komuś chodziło o mnie! Już jadę na miejsce. może znajdą się jakieś dowody. Trzeba dopaść sprawcę! / Powiedział stanowczo Knight/

- Dziękuję. Zatem do zobaczenia. /pożegnał się Devon i zniknął z monitora K.I.T.T.a/

- Bardzo mi przykro, Michael...rozumiem, że musisz jechać...

- Niestety, Cassie. Mi również jest przykro. Musimy przełożyć nasze spotkanie.

Michael odwiózł Cassie do domu i ruszył w kierunku Faundacji.

- Tryb pościgowy, K.I.T.T.!

- Oczywiście, Michael.

K.I.T.T. popędził autostradą wybierając najmniej ruchliwą trasę. Knight wpatrując się w zlewające się w jeden pasy jezdni myślał o smutnym wydarzeniu i, chcąc, nie chcąc, o kolejnym przerwanym urlopie...

Za kwadrans był na miejscu. Gdy mijał lekarzy i rannych, dotarło do niego, że sprawa jest poważna...

- Michael, tutaj! /zawołał Devon, który właśnie rozmawiał z policjantem/
Powiedziałem funkcjonariuszowi o tej tragedii. Chodź, pójdziemy do sali konferencyjnej.

- Tak...chodźmy.../wymamrotał zamyślony/

W sali Michael był jakby półprzytomny..docierało do niego co drugie słowo wypowiadane przez Devona. Wciąż zastanawiał się, kto podłożył i zdetonował ładunek... Liczył, że znajdzie jakiś ślad, lecz jedyne, co znalazł to ogrom zniszczeń...setki kawałków blachy i szkła.

- Muszę się dowiedzieć kto za tym stoi, Devon. Nie wiem jeszcze jak, ale znajdę typa. Zresztą może on znajdzie mnie, skoro nie udało mu się mnie zabić. Boże...przeze mnie zginęli niewinni ludzie...

- Nie mów tak, Michael...przecież to nie twoja wina...

- Porozmawiam z ochroną, może widzieli kogoś podejrzanego.

- W porządku. Będziemy w kontakcie...i uważaj na siebie...

Michael zauważył na korytarzu jednego z ochroniarzy i podszedł do niego.

- Przepraszam, możemy porozmawiać? Jestem Michael Knight, z Fundacji Na Rzecz Prawa. Czy w ostatnich dniach nie widział pan nokogo podejrzanego w pobliżu sali konferencyjnej?

- Witam, panie Knight. Niestety, nikogo nie widziałem...nikt się tu nie kręcił. Budynek jest dobrze strzeżony, nie dostanie się tu nikt niepowołany. Zresztą w ostatnich dniach remontowano szyb wentylacyjny, więc nie odbywały się żadne konferencje.

- Zaraz...mówi pan "remont szybu"? Kto go remontował?
- Nie wiem...jakaś firma z zewnątrz...prywatna...dwóch facetów. Pierwszy raz ich widziałem na oczy. Może w biurze na dole dowie się pan czegoś więcej. Wie pan, w administracji.

- Dziękuję, sprawdzę to.

Po chwili, w wydziale administracji...

- Przykro mi, panie Knight. Jedyne informacje, jakie udało mi się znaleźć to nazwa firmy - Aircorp... /odpowiedziała z zakłopotaniem kobieta/

- Hmm...cóż, dziękuję...jednak wciąż nie wiemy, kto konkretnie wykonywał prace remontowe. Czy istnieje zapis z kamer sali konferencyjnej z ostatnich dni?

- W bazie danych znajduję się zapis z kamer, ale jedynie z tych na korytarzu. Kamery w sali są włączone tylko podczas konferencji.

- K.I.T.T., możesz zeskanować bazę danych i odczytać zapis z kamer? /Michael porozumiał się przez Comlink z kompanem/

- Robi się, Michael. /Rozległ się głos K.I.T.T.a/

- Dobra. Skopiuj potrzebne nam dane. / Dziękuję za pomoc, do widzenia.

Chwilkę później...

- OK, kolego. Na początek poszukaj firmy Aircorp i wszystkich jej pracowników.

Na monitorze K.I.T.T.a zaczęły się przemieszczać setki zdjęć i ciągów liczb.

- Przykro mi, Michael. Nie znalazłem firmy o takiej nazwie.

- Kiepsko...lecz z drugiej strony mamy pewność, że to stoi za tym ktoś z rzekomej firmy remontowej. Przeszukaj teraz zapisy z kamer, K.I.T.T.

- Dobrze. Jednak potrwa to chwilę. Mamy dużo materiałów.

- W porządku...ważne, żeby znaleźć sprawcę.

Po kilku minutach K.I.T.T. odnalazł właściwy fragment zapisu.

- Chyba znalazłem właściwy fragment, Michael.

- Zobaczmy...

Na ekranie pojawił się korytarz przy sali konferencyjnej, a po chwili wchodzący do niej mężczyzna w uniformie.

- Powiększ obraz, K.I.T.T.

Postać mężczyzny została zaznaczona i obraz po chwili powiększył się. Niestety, nie był dość wyraźny. Jednak K.I.T.T. zdołał poprawić jakość tak, by Michael mógł dokładnie zobaczyć twarz tajemniczego gościa...

- Dobra robota, K.I.T.T....hm.../Michael przeszukiwał najciemniejsze zakamarki swej pamięci.../ Twarz tego faceta wydaje mi się znajoma. Przeszukaj bazę danych, K.I.T.T., sprawdź, czy masz jakiekolwiek dane o faccecie - gdzie mieszka, pracuje...

- Szukam. /i znów na monitorze K.I.T.T.a zaczęły przelatywać setki zdjęć i danych..../ Mężczyzna to John Wallace. Obecnie bezrobotny. Mieszka trzy przecznice stąd, przy Groove Street.

- Jedziemy tam, przyjacielu!

Ruszył z piskiem Michael i pojechał w stronę domu Wallace'a. Po chwili dotarł na miejsce.

- Przekonamy się, co ma do powiedzenia nasz John...

- Pamiętaj, że może być uzbrojony i niebezpieczny, Michael. Bądź ostrożny.

- Wiem, K.I.T.T. W końcu chciał mnie zabić. Pójdę tam, a ty przeskanuj budynek. Do zobaczenia.

Michael wysiadł z wozu i podbiegł do ściany domu, dyskretnie zagladając przez okno. Nie zauważył nikogo. Obszedł cały dom, po czym spostrzegł, że tylne drzwi, prowadzące do kuchni, są otwarte. Wszedł do środka. Mieszkanie nie wyglądało na opuszczone, jednak było zaniedbane. Knight ostrożnie sprawdził wszystkie pomieszczenia. nie znalazł Wallace'a, lecz jego uwagę zwróciła tajemnicza skrzynka leżąca pod stołem w salonie. Otworzył ją, i ujrzał zwoje kabli, mechanizm, oraz niewielki licznik, który wskazywał: 7...6...5...

- Michael! W mieszkaniu jest ładunek wybuchowy! /z comlinka "krzyknął" K.I.T.T./

W tym momencie Knight wybiegał już z domu, który po chwili rozerwała na strzępy eksplozja, powalając go na ziemię...

- Michael, odezwij się! Czy wszystko w porządku?

- Dzięki, K.I.T.T., nic mi nie jest, jednak na przyszłość powiadamiaj mnie trochę wcześniej...

- Wybacz, Michael...nie wiem jak to się stało. Może moje skanery szwankują?

- Bonnie to sprawdzi... /powiedział Michael podnosząc się z trawnika i otrzepując ubranie/ ...a teraz sprawdźmy pewną bardzo istotną rzecz. Powinienem był to zrobić od razu. Przeszukaj w bazie danych miejsca zatrudnienia Wallace'a. Ta twarz...gdzieś już go widziałem.

K.I.T.T. wyświetlił na monitorze listę firm.

- Baywatch Industries...Hooga Chaka Club...Machine Tool Corporation...COMTRON! /krzyknął Michael/ Więc stąd znam Wallace'a... Wracamy do Fundacji, K.I.T.T. Bonnie sprawdzi Twój skaner, a ja z Devonem i RC III pomyślę co dalej. /powiedział niespokojnym tonem/

- Zgoda...wszystko w porządku, Michael?

- Tak, K.I.T.T., jedziemy.

Po drodze Michaelowi stanęły przed oczami tragiczne wydarzenia z przeszłości - Tanya...Muntzy zastrzelony przez jej kompanów...czy wreszcie odglos strzału na pustyni i czerwony błysk przed oczami...ostatnie chwile Michaela Longa...który dzięki Wiltonowi Knightowi mógł rozpocząć nowe, drugie życie...

Kiedy dojechał do siedziby F.L.A.G. ujrzał otwartą bramę i podziurawioną od kul szybę budynku. Zaniepokojony wybiegł z auta. Wybiegł mu naprzeciw Devon.

- Michael! Przed chwilą ktoś się tu wdarł i ostrzelał budynek!

- Czy ktoś jest ranny?! Jaki to był samochód?!

- Nie, nikt nie ucierpiał. To był zielony Camaro. Nie widziałem, gdzie pojechał...

- Jedziemy, K.I.T.T.! Spróbuj odnaleźć zielonego Camaro!

Michael wskoczył do auta i szybko wyjechał z posesji.

- Jest pięć przecznic stąd, kieruję się na północ. /odpowiedział K.I.T.T.

- Dobra! Miej go na oku! Tryb pościgowy!

Wysunięte spoilery i dopalacz jak zawsze dały ekekt...liczba na prędkościomierzu gwałtownie wzrosła a Michael był coraz bliżej celu. Niebawem mógł już zwolnić - zielony Camaro był w zasięgu wzroku.

- Sprawdź kierowcę, K.I.T.T.!

- To Wallace, Michael.

Tak, to był Wallace. Zdenerwowany i wściekły, pędził najszybciej jak mógł... Przeładował leżący na siedzeniu obok UZI i wyciągając przez okno rękę oddał serię strzałów w stronę K.I.T.T.a. Niezawodna kuloodporna powłoka Knight Industries Two Tousand odbiła wszystkie kule...

- W porządku, K.I.T.T.?

- Tak, Michael, żadnych uszkodzeń.

Na czole Wallace'a pojawiły się kropelki potu...był coraz bardziej wściekły i zdezorientowany. Niewiele myśląc przeładował ponownie broń i wymierzył do K.I.T.T.a. Był to zły pomysł. I tym razem kule odbiły się, a Wallace stracił panowanie nad pojazdem i uderzył z impetem w jadącą przed nim ciężarówkę, po czym "zatrzymał się" na barierce...

Widząc to Michael gwałtownie zahamował i wybiegł naprzeciw Wallace'owi, który wyswobodził się ze zniszczonego Camaro i biegnąc poboczem w stronę pobliskiego lasu wymierzył w stronę Michaela. Zapomniał jednak, ze skończyły mu się naboje..

- Stój, Wallace! To już skończone! /krzyczał Michael/

Wallace nie słuchał. Szaleńczo biegł przed siebie. Jednak był to bieg do nikąd.
Knight dobiegając rzucił się na niego, przewracając na ziemię.

- To koniec, Wallace! Koniec, jasne?! Dlaczego to zrobiłeś?! Mów!!! /krzyczał michael okładając złoczyńcę pięściami/

- Zniszczyłeś Tanyę, Knight...zniszczyłeś moją pracę...moje jedyne źródło dochodów...moje życie!!! Zobaczysz, to jeszcze nie koniec!

- Zapewniam cię, Wallace, to jest koniec. Definitywnie. Resztę życia spędzisz za kratkami. Ale najpierw, opowiesz o wszystkim policji.

Nadszedł wieczór. W siedzibie Fundacji panował spokój. Devon dziękował Michaelowi za kolejną udaną akcję.

- Dziekuję Ci, Michael. Mam pewność, że jestem ci wdzięczny nie tylko ja, ale cała Fundacja. Ta smutna i trudna sprawa, którą rozwiązałeś, to twoja kolejna wielka zasługa. Kolejny dowód na to, że nikt nie zasłużył tak jak ty na wyróznienie Fundacji.

- Dziękuję, Devon. Sprawa była wazna i trudna także dla mnie...stanęła mi przed oczyma moja ostatnia akcja...ostatnia akcja Michaela Longa...narodziny michaela Knighta...

- Domyślam się, Michael... Dlatego tuż po konferencji na temat twoich zasług i wynagrodzenia, na której tym razem się pojawisz...

- Devon...

- Pozwól, że skończę. Tak więc tuż po konferencji, udasz się na zasłużony urlop.

- Dzięki, Devon... /odpowiedział nieco lekceważącym tonem Michael/

- Czyżbyś nie był zadowolony z tej propozycji?

- Wiesz, Devon...mam jakieś dziwne przeczucie, że jak zwykle mi przerwiesz mi przerwiesz ten odpoczynek... /uśmiechnął się Knight i poklepał "szefa" po ramieniu/
Przemyślę to jeszcze...a tymczasem udam się na małą przejażdżkę...chciałbym odwiedzić kogoś bliskiego.

- Cóż...w porządku, jak zechcesz, Michael. Do zobaczenia...

Michael wsiadł do K.I.T.T.a i pojechał na cmentarz, gdzie siedząc i spoglądając na grób Wiltona Knighta, dziękował mu w myślach za szansę, za nowe życie...przypominał sobie jego słowa, swoje pierwsze spotkanie z K.I.T.T.em...nie myślał już o urlopie.

 
Dodana opublikowania: 28-10-2006 12:36
Dodał: eNeR Komentarze (12) Ocena: 7/10


. . Copyright (C) 2004 - 2021 by Pik
Regulamin   Kontakt