|
|
|
Bonnie vs. April |
|
Jedna osoba mogła zmienić świat, jeden samochód mógł zmienić rzeczywistość, nie zawsze jednak musiały być to zmiany na lepsze. |

Bonnie vs April
Laboratorium Comtron w Los Angeles było jedną z najbardziej zaawansowanych i rozwiniętych technicznie placówek w kraju. Pracowano tutaj nad wieloma projektami, które już w niedalekiej przyszłości mogły zmienić wiele aspektów życia ludzi. Zatrudniano wielu naukowców z różnych dziedzin badawczych.
W jednym z wydziałów, od czasu opuszczenia przez nią Knight Industries, pracowała April Curtis. Kobieta lubiła swoją obecną pracę, chociaż nie ekscytowała jej tak bardzo jak poprzednia. Powierzane jej obecnie zadania nie różniły się wiele od tego, co robiła wcześniej, ale czasami brakowało jej przebywania wśród ludzi, rozmawiania z nimi o zwykłych, codziennych sprawach, pomagania im. Miała niejaki żal do Fundacji, że z taką łatwością przyszło im rozwiązanie z nią umowy i że Devon Miles wolał ponownie przyjąć Bonnie Barstow, a przecież tak łatwo wcześniej ich opuściła, pozostawiając wolny wakat. Niewiele osób nadawało się do tego typu pracy, nie miało odpowiednich kwalifikacji i doświadczenia, więc niezwykle trudno było znaleźć jakiekolwiek zastępstwo.
Dzisiejszego wieczora, prawie tak jak każdego innego, April siedziała przed komputerem, sprawdzając wykonaną do tej pory pracę i wciąż uzupełniając luki w oprogramowaniu.
Kobieta nie zmieniła się wiele od czasu zakończenia współpracy z Fundacją. Wciąż wyglądała bardzo dobrze. Jej bujne miedziane blond włosy upięte były z tyłu spinką. Na sobie miała biały kitel, obowiązkowy ubiór wszystkich pracowników laboratorium Comtron. Na nosie miała okulary w delikatnych, złotych oprawkach. Na jej twarzy, mimo zmęczenia, jak zwykle gościł uśmiech, teraz jednak tylko delikatny.
April lekko drgnęła na dźwięk otwieranych drzwi i odwróciła wzrok od komputera, by sprawdzić kto pojawił się w jej pracowni. O tej porze większość osób skończyła już pracę i była w domu lub w drodze do niego.
Przez drzwi wszedł okrągły mężczyzna. On również nosił biały kitel. Mimo iż był jedną z inteligentniejszych osób w kraju, nie potrafił zająć się swoja fryzurą i prawie beztrosko chodził z potarganymi, rzadkimi, siwymi włosami. Na nosie miał okulary w grubej, ciemnej oprawce.
Był to Gordon Geman, szef wydziału, w którym pracowała April.
Na jego okrągłej twarzy pojawiło się zdziwienie, gdy zobaczył Curtis przy komputerze. Tak atrakcyjna kobieta w młodym wieku powinna spędzać wieczór w inny sposób, niż ślęczenie przed komputerem nad jakimś projektem.
- Jeszcze pani nie kończy, panno Curtis? – zapytał.
- Nie, panie Geman, mam dzisiaj dobry dzień. Czuję, że zrobię wiele postępów w mojej pracy. – odpowiedziała, kończąc ostatnie zdanie uśmiechem.
Gordon Geman odwzajemnił ten uśmiech.
- Niech się tylko pani nie przemęcza. Gdzie znajdziemy drugą taką pracownicę?
- Będę uważać.
- Trzymam panią za słowo. Dobranoc.
- Dobranoc.
Geman wyszedł z pracowni cicho zamykając drzwi i ponownie zostawiając April samą z pracą. Kobieta ponownie skupiła swój wzrok na monitorze komputera. Zdążyła wpisać tylko kilka komend gdy komputer odmówił jej posłuszeństwa. Na ekranie pojawił się komunikat „SYSTEM ERROR”.
- No nie, ktoś bawił się moim komputerem. Niech się tylko dowiem… - zaczęła, ale nie dokończyła. – A to co? – zdziwiła się.
Na monitorze pojawiło się okno dialogowe komunikatora.
//Witaj, April.// – Na twarzy blondynki wyraźnie było widać zdziwienie. Po chwili na ekranie pojawił się kolejna wiadomość:
//Mam dla Ciebie interesujące materiały dotyczące prowadzonych przez Ciebie badań.//
April musiała przeczytać jeszcze raz ostatnie zdanie zanim zdecydowała się odpisać:
\\Kim jesteś i skąd mnie znasz? Co to za materiały? Jak chcesz mi je przekazać?\\
//Przyjdź jutro o 9:00 na pustynię Mohave w pobliżu Los Angeles.//
\\Jak Cię rozpoznam?\\
Curtis czekała dłuższą chwilę, nim pojawił się kolejny komunikat:
//Moje osobiste pojawianie się jest zbyt ryzykowne i zbędne. Weź ze sobą łopatę. Zakopię tam odpowiednie materiały. Podaję współrzędne: 118 stopni zachód 34 stopnie północ.//
\\Wnioskuję, że nie możesz mi powiedzieć kim jesteś?\\
//Mogę. Jestem przyjacielem.//
April zastanawiała się jeszcze przez chwilę . Przygryzła wargę i mimo wątpliwości wpisała:
\\Dobrze, zaryzykuje. Ale jeżeli to dowcip, to na pewno Cię znajdę.\\
//Nie wątpię. To nie jest dowcip.//
Po tych słowach osoba po drugiej stronie przerwała połączenie. April znowu została sama, zastanawiając się czy na pewno postąpiła dobrze przyjmując propozycję nieznajomego. Jutro po 9:00 okaże się, czy podjęła odpowiednią decyzję.
Następnego dnia rano April wzięła samochód i skierowała się na wskazane przez „Przyjaciela” miejsce. Wcześniej obliczyła, że podróż zajmie jej około godziny. Przez ten czas miała okazję zastanowić się nad ostatnimi wydarzeniami. Nie doszła jednak do żadnych nowych wniosków. Wczoraj przez całą noc zastanawiała się nad propozycją nieznajomego.
Nie wiedziała, dlaczego właściwie się z nią skontaktował i po co chciał jej przekazać informacje i jakiego rodzaju one były. Ile jednak czasu by nie myślała, wciąż dochodziła do wniosku, że musi być bardzo ostrożna. W F.L.A.G. nauczyła się, że nie wszystkim należy ufać.
Po jakimś czasie krajobraz za szybą samochodu zmienił się z miejskich zabudowań na pustynię. Niedługo potem April odnalazła wyznaczone przez „Przyjaciela” miejsce. Kobieta wyciągnęła z bagażnika samochodu łopatę i zaczęła kopać. Gdy Curtis zdążyła już zmęczyć się pracą fizyczną, spocić od panującego na pustynie żaru i wykopać sporej wielkości dół, szpadel uderzył o jakiś przedmiot. April schyliła się i podniosła czarny, prostokątny przedmiot. Szybko rozpoznała w nim mikroprocesor, nie mogła jednak przypomnieć sobie skąd zna ten model. Blondynka wzięła urządzenie i łopatę, wsiadła do samochodu i odjechała.
Po kolejnej godzinie jazdy dotarła do swojego mieszkania. Zabrała z samochodu mikroprocesor i czym prędzej udała się do pokoju, w którym stał jej komputer. Włączyła go i zaczęła podłączać do niego urządzenie. Gdy podpięła do procesora ostatni kabel, na monitorze zaczęły pojawiać się dziwne symbole, a po chwili z ogromną szybkością zaczęły się przewijać informacje. Kobieta zdziwiła się, w pierwszej chwili nie wiedziała co się dzieje i co ma robić. Nie musiała się nad tym długo zastanawiać, ponieważ z głośników wydobyły się słowa wypowiedziane męskim, zimnym głosem:
- Jestem Knight Automated Roving Robot. K.A.R.R. jeśli wolisz. Jestem prototypem samochodu przyszłości. – April z wrażenia odskoczyła od komputera, a zaraz potem sparaliżowało ją przerażenie. To nie mogła być prawda...
- Nie bój się, April. – zaczął spokojnie KARR. - W tej chwili nie jestem w stanie ci nic zrobić. Wiesz bardzo dobrze, kto doprowadził mnie do tego stanu. Oni obydwaj są naszymi wspólnymi wrogami. Moja nędzna podróbka i jego pożal się Boże partner, Michael Knight.
Jak do tej pory April nie odezwała się ani słowem, nie miała nawet odwagi drgnąć.
KARR, korzystając z tego kontynuował swój monolog:
- Chciałem zaznaczyć, że znajdujemy się w podobnej sytuacji. Tak samo jak mnie, FLAG. porzuciło i zniszczyło cię. Potraktowano nas jak zbędne zabawki, spisano nas na straty. Wykorzystano nas, by ostatecznie się nas pozbyć, odbierając nam to, co powinno należeć do nas. Nie mieliśmy szansy na to, by pokazać, na co nas stać. Odebrano nam tą możliwość już na starcie.
Kolejne słowa KARRa dotknęły wrażliwej strony April. Czasami myślała podobnie o swojej poprzedniej pracy. Curtis nie spotkała nigdy KARRa, słyszała o nim tylko kilka razy, ale wiedziała, że nie powinna mu ufać. Jednak to co mówił, kazało jej myśleć o nim inaczej. W tej chwili, w tym stanie nie zdawał się maszyną do zabijania, jak go określano we FLAG. Teraz wydawał się być ofiarą, której nie dano szansy na obronę i z której później zrobiono najgroźniejszego wroga.
- Czy to jest w porządku? – kontynuował prototyp.- Jesteśmy po tej samej stronie, April. Mogę ci pomóc w odzyskaniu pozycji, jednak w tym stanie nie mogę zrobić praktycznie nic. Jeżeli pomożesz mi, odbudujesz mnie, wynagrodzę ci to. Zdobędziemy razem FLAG.
April namyślała się przez kilka chwil. Wiedziała, że od tej decyzji zależy całe jej przyszłe życie. Jeżeli odmówiłaby, to wciąż pracowała by dla Comtron, jeżeli natomiast zdecydowała by się przystać na propozycję KARRa…
Czemu życie nie mogło być prostsze?
- Jaką mam pewność, że mnie nie zabijesz? – spytała się kobieta.
- Jedyną osobą, która stoi mi na drodze, która chcę zabić jest Michael Knight.
April po raz kolejny musiała się zastanowić. KARR przyznał, że chce zabić Michaela, ale może... Gdyby potrafiła na niego wpłynąć, odwiodłaby go od tego. Może potrafiłaby mu uświadomić, że siłowe metody rozwiązywania niektórych problemów nie zawsze są najlepsze. Ten sam cel można osiągnąć bez rozlewu krwi, innymi metodami.
- Dobrze. – zaczęła. – Zgadzam się. Muszę załatwić warsztat i techników.
Podjęła decyzję. Teraz nie było już odwrotu.
Zorganizowanie warsztatu nie zajęło April wiele czasu. Nieco trudniej było z załatwieniem odpowiednio wykwalifikowanej ekipy, ale dzięki znajomościom zdobytym w Knight Industries udało jej się i to.
Bez zbędnej zwłoki wszyscy wzięli się do pracy. Jedyne, czego potrzebowali, to kilka niezbędnych części, które nie były ogólno dostępne na rynku. Jedynym miejscem, gdzie można było je dostać było Laboratorium Knight Industries lub Comtron.
Następnego dnia, późnym popołudniem April postanowiła ostatni raz pojawić się w laboratorium. Do pracy przychodziła zazwyczaj wczesnym rankiem.
Już przy wejściu jej późne przybycie wzbudziło falę pytań innych pracowników. Kobieta nawet nie pamiętała co właściwie im odpowiadała, chyba mówiła coś o problemach w rodzinie.
Geman również pytał się o powód dotychczasowej nieobecności, chciał się też dowiedzieć czemu tak dziwnie się zachowuje. Curtis nie mogła sobie przypomnieć, co odpowiedziała. Świadoma była tylko celu swojego przybycia, resztę widziała jak przez mgłę. Gdy tylko stąd wyjdzie, nie będzie można się cofnąć. Teraz wszystko się zmieni. Odnalezienie procesora KARRa był punktem zwrotnym w jej życiu.
Zbudowanie samochodu od podstaw zajęło pełny tydzień. Przez kolejne dni testowano i sprawdzano poprawność działania wszystkich funkcji, obwodów i podzespołów KARRa.
Na życzenie AI, ulokowano go w tym samym modelu Pontiaca, w którym był do tej pory. Pozostawiono też mu ten sam srebrno-czarny lakier oraz żółty skaner.
***
Michael i KITT po kolejnej udanej misji wyruszyli na zasłużony urlop by odpocząć i po kilku dniach wrócić do pracy w pełni sił i z nowym zapałem.
Czarny, lśniący i opływowy Pontiac niezmordowanie przemierzał kolejne kilometry, z każdą chwilą zbliżając się do celu podróży. Nie był to zwykły samochód. Został stworzony na polecenie Wiltona Knighta, by pomagać w zwalczaniu przestępczości, w zmienianiu świata na lepsze. Był to mocno zmodyfikowany Pontiac Trans Am, wyposażony w najnowsze zdobycze technologii. KITT, w pełnej nazwie Knight Industries Two Thousand, był jedyną w swoim rodzaju AI kontrolującą ten niezwykły pojazd.
Jego kierowcą był Michael Knight, młody policjant, który został kilka lat wcześniej postrzelony przez Tanyę Walker i który został w ostatniej chwili odratowany przez Wiltona Knighta.
Mężczyzna, mimo iż nie było tego widać, gdy siedział w samochodzie, był bardzo wysoki. Miał niebieskie oczy i ciemne, kręcone włosy. Ubrany był jak zwykle w swoją czarną, skórzaną kurtkę, pod którą miał błękitną koszulę.
Na jego opalonej twarzy malowało się zadowolenie, że nareszcie uda mu się odpocząć przez kilka dni od trudów pracy.
- Pomyśl tylko, KITT. Morskie powietrze, plaża, dziewczyny. – rozmarzył się Michael. – Czy może być coś piękniejszego?
- Micheal, naprawdę... – zaczął KITT.
- Dobra, tak, wiem, KITT. Morski klimat źle wpływa na twoje obwody. Ale pamiętaj, że jakby coś się stało, Bonnie zawsze ci pomoże.
- Wiem, Michael i doceniam to.
- Cieszę się.
Nagle w samochodzie rozległ się charakterystyczny dźwięk i po chwili odezwał się KITT.
- Michael, dzwoni Devon.
- Tylko nie to. – mężczyzna już podejrzewał, co też jego pracodawca ma do zakomunikowania. – Dlaczego akurat teraz? – dodał z westchnięciem.
Po chwili na monitorze znajdującym się w samochodzie pojawił się obraz. Na ekranie ukazał się Devon. Jak zwykle siedział w swoim biurze. Tak jak zawsze ubrany był w jasny garnitur, a jego jasne włosy były nienagannie ułożone.
- Słyszałem to, Michael. – zaczął Devon.
- Devon, jak miło cię słyszeć. Już się stęskniłeś?
- Nie mamy czasu na żarty. – starszy mężczyzna natychmiast spoważniał.
Michael widząc tą zmianę niemal natychmiast wyczuł, że ma on do przekazania coś poważnego.
- To chyba coś poważniejszego, prawda? – spytał Michael.
- Tak. Telefonował do mnie profesor Geman z Comtron. Jest bardzo zaniepokojony, ponieważ April od prawie dwóch tygodni nie pojawiła się w pracy, a gdy ją ostatnio widział, zachowywała się bardzo dziwnie.
Na takie wieści Michael nie był przygotowany. Zawsze spodziewał się jakiegoś skomplikowanego zadania, ale nie wiedział, że będzie w to zaangażowany członek Fundacji. Nawet były.
Pracował z April cały rok, polubił ją i myśl, że mogło się jej coś stać była nie do zniesienia.
- To dziwne. April zawsze była obowiązkowa.
- Właśnie dlatego proszę cię, byś pojechał do jej domu i sprawdził czy wszystko z porządku. I żadnych „ale”.
- No dobrze.
- Powodzenia, Michael. – pożegnał się Devon.
- Dzięki.
Gdy tylko transmisja została zakończona, Michael zawrócił i skierował się w stronę Los Angeles. Dotarcie do domu April zajęło mu dwie godziny. Mężczyzna zaparkował samochód na podjeździe, w dwóch susach dostał się na werandę i zapukał do drzwi. Przez kilka minut bezskutecznie nasłuchiwał jakiegoś odgłosu z wnętrza domu. Zaniepokojony, kazał przeskanować KITTowi mieszkanie. AI jednak nic nie wykryło. Nie mając innego wyjścia, Michael wsiadł do samochodu i odjechał.
***
Następnego dnia Michael z KITTem wyruszyli w drogę do laboratorium Comtron, by osobiście spotkać się z profesorem Gemanem. Milczenie w samochodzie zostało przerwane przez KITTa, gdy zakomunikował swojemu kierowcy:
- Michael, dzwoni April. – Mężczyzna zdziwił się lecz nie dał tego po sobie poznać.
- Nareszcie, połącz. – powiedział do AI, a następnie zwrócił się do kobiety. – April, gdzie ty się podziewasz?
- Przepraszam, że nie daję żadnych znaków życia, ale byłam ostatnio zajęta. – nastąpiła chwilowa przerwa. – Chciałam prosić Cię o spotkanie.
- Oczywiście, kiedy będziesz mogła zjawić się w Fundacji?
- Nie, Michael. Nie w Fundacji. Chcę, żebyś ty przyjechał do mnie. Prześlę koordynaty KITTowi.
- Michael. - przerwał KITT. – Odebrałem już dane od April. Miejsce, w którym chce się spotkać znajduje się na obszarze pustyni Mohave.
By poprzeć swoje słowa, AI pokazało na monitorze mapę z oznaczonym czerwonym punktem, miejscem spotkania.
- Na pustyni? – zdziwił się Michael.
- Tak. – odpowiedziała April. – Mam swoje powody.
- Czy coś się stało?
- Nie. Po prostu wolę być ostrożna.
- Dobrze, będę tam.
- Dziękuję, do zobaczenia.
- Na razie.
Po zakończeniu rozmowy Michael bez zbędnej zwłoki zawrócił samochód na drogę wiodącą do wyznaczonego przez byłą pracownicę Fundacji miejsca spotkania. Milczenie trwało kilka minut, dopóki nie przerwał go KITT:
- Michael, martwisz się?
- Mam przeczucie, że April ma jakieś problemy.
- Masz na myśli jej dziwne zachowanie?
- Też to zauważyłeś?
- Tak.
Po około godzinie obaj partnerzy byli już na pustyni Mohave. Ostatnie zabudowania minęli już jakiś czas temu, a z krajobrazu poza niewielkimi kępkami roślin i kilkoma większymi kamieniami porozrzucanymi po okolicy, nie wyróżniało się nic ponad żółty piasek.
Michael jechał bardzo wolno, rozglądając się uważnie po okolicy, chcąc wypatrzyć coś innego niż piasek. Pomimo powagi sytuacji i swojego niepokoju związanego z April, pomyślał, że będąc w tym miejscu, ale w innej sytuacji, KITT na pewno skarżyłby się na ziarna piasku dostające się do jego systemów. Milczenie AI utwierdzało go w przekonaniu, że ono także martwi się o kobietę. Mimo, iż KITT zaprzeczał posiadaniu uczuć, Michael był pewien, że AI czuło więcej, niż to, do czego się przyznawało. Mężczyzna wiedział, że jego partner szukał jakiegokolwiek śladu April tak samo uważnie jak on. O ile jednak Michael mógł polegać jedynie na swoim wzroku, KITT miał do dyspozycji najróżniejszego rodzaju skanery, czujniki, analizatory i chyba tylko Bonnie wie, co jeszcze.
- Widzisz gdzieś April, przyjacielu? – zapytał się. Ku jego zdziwieniu AI milczało. – KITT, słyszysz mnie?
- Oczywiście, Michael.
- To dlaczego nie odpowiadasz na moje pytanie?
- Odbieram bardzo nietypowy sygnał.
- Coś jest nie tak?
- Michael, ktoś nadaje na naszej prywatnej częstotliwości. – powiedział KITT z łatwo słyszalnym niepokojem w głosie.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że...
Michael nie dokończył, ponieważ ujrzał, jak zza jednej z wydm wyjeżdża samochód, którego nie można było pomylić z innym. Mężczyzna szybko rozpoznał ten sam model Pontiaca, którym był K.I.T.T.
Auto to miało żółty skaner, a jego czarno-srebrny lakier błyszczał w świetle słońca. Na kalifornijskich tablicach znajdowały się litery, które w najbezpośredniejszy sposób ukazywały, z kim mają do czynienia: KARR, a za jego kierownicą siedział nie kto inny, jak April.
- Michael, to KARR i April!
AI nie musiało jednak tego mówić, jego kierowca bez problemu to widział.
- Witaj, Kitt. – KARR zgodnie z manierami, przywitał się. Jego następne posunięcie nie należało jednak do najbardziej kulturalnych. StarszeAI bez jakiegokolwiek ostrzeżenia uruchomiło ukryty pod przednim zderzakiem laser i oddało strzał. KARR nie trafił w KITTa, lecz obok niego, jakby chciał zademonstrować swoją siłę i jednocześnie wyzwać partnerów na pojedynek.
- Michael. – zaczął KITT z wyraźnym niepokojem w głosie. – Jego laser jest wielokrotnie silniejszy od mojego. Jeden strzał oddany w mój skaner może mnie zniszczyć.
Mężczyzna przejął się słowami AI, lecz nie dal tego po sobie poznać.
- Trzymaj się, kolego. Damy radę.
Nie czekając na kolejny ruch swojego oponenta, Michael wrzucił wsteczny bieg, by usunąć się z bezpośredniego toru strzału.
KARR zauważył ruchy samochodu. Przewidzenie kolejnych manewrów nie stanowiło dla niego większego problemu i nie zajęło mu dużo czasu.
- Myślicie, że ucieknięcie? – w głosie KARRa wyraźnie było słychać rozbawienie. Był pewny swojej wygranej, a każda próba ucieczki czy uników tylko potęgowały jego rozbawienie. Oto nadszedł dzień, w którym pokaże ludziom z Fundacji, jak wielki popełnili błąd dezaktywując go i spisując na straty. Jego silnik zaryczał, gdy gwałtownie ruszył z miejsca i skierował się w stronę KITTa. Partnerzy nie czekali biernie na atak.
Spod kół obydwu samochodów uniosły się tumany kurzu, które po krótkiej chwili zakryły pojazdy. Jedynie wycie turbin KITTa, warkot silnika KARRa i odgłos wyrzucanego spod kół piasku świadczyły o tym, że walka wciąż jeszcze trwa.
Obydwie AI w pełni wykorzystywały moc swoich procesorów na obliczenia, które wykazałyby błędy popełniane przez przeciwnika i które pozwoliłyby na wymanewrowanie go.
Prototyp miał jednak jedną, ale znaczącą przewagę nad KITTem – posiadał laser o bardzo silnej wiązce promieni i nie było to urządzenie, którego bałby się użyć w walce. Gdy tylko nadarzyła się do tego okazja, KARR wystrzelił, trafiając w tył drugiego samochodu. Moc lasera rozprzestrzeniła się z potężnego szkieletu KITTa, na jego wrażliwsze podzespoły, unieszkodliwiając je lub powodując zakłócenia w ich pracy.
- Michael, większość moich funkcji nie działa. – powiedział KITT. Mężczyzna nie odpowiedział, wiedział jak poważna była sytuacja. Po chwili milczenia KITT ponownie się odezwał, ale przekazując innego typu informację. – Michael, chcę żebyś wiedział, że współpraca z tobą była dla mnie przyjemnością.
- Dla mnie też, KITT, ale to nie czas na takie wyznania.
Silnik KITTa zajazgotał, gdy Michael desperacko próbował usunąć się z toru wiązki. Koła samochodu obracały się, rozpaczliwie próbując złapać przyczepność na piasku. Partnerzy nie mieli jednak wielkich szans na ucieczkę z praktycznie niesprawnym pojazdem, toteż KARR skrzętnie to wykorzystał.
- Żegnaj, Michaelu Knight’cie. – Prototyp korzystając z przewagi, szybko wymanewrował swoich przeciwników i po raz trzeci strzelił laserem. Tym razem trafił w najwrażliwszy punkt KITTa - w jego przedni skaner. Moc wiązki promieni rozprzestrzeniła się po wszystkich podzespołach, poważnie je uszkadzając lub całkowicie niszcząc. Nie dziwnym było, że z jednego z układów wysypał się snop iskier i spowodował to, co w każdym innym przypadku było niemożliwe do zaistnienia. Do niczym teraz nie chronionego układu paliwowego dostały się iskry, które spowodowały natychmiastowy wybuch. Samochód momentalnie stanął w płomieniach. Kolejna eksplozja wyrzuciła w powietrze maskę pojazdu. Z wnętrza silnika ze świstem wystrzeliły kawałki metalu i fragmenty niektórych podzespołów. Jeszcze żarzące się fragmenty upadały na nagrzany od słońca piasek.
KARR z bezpiecznej odległości podziwiał swoje dzieło. Czuł w sobie tak wielka dumę, jakiej nigdy wcześniej nie dane mu było zaznać. Usuwając tą dwójkę wkroczył na drogę, która teraz miała zupełnie zmienić jego egzystencję. Nareszcie udało mu się pozbyć tego, co mu zagrażało. Teraz nic nie było nieosiągalne i mógł zdobyć wszystko, czego tylko zapragnął. Nadszedł czas zmian i KARR nie miał zamiaru zmarnować go. Dzisiaj przyszedł czas na KITTa i Michaela, jutro – na całą Fundację.
Prototyp uruchomił silnik i powoli odjechał. Zostawił za sobą dogasający wrak samochodu, którego zadaniem jeszcze kilka godzin wcześniej miało być zmienienie przyszłości. Przedtem był to ultranowoczesny wehikuł wyposażony w urządzenia, o których wielu jeszcze tylko marzyło. Teraz był to tylko kawał poskręcanego pod wpływem gorąca metalu, który do niczego się już nie nadawał.
Ten obraz był jednak poza zasięgiem czujników KARRa. AI jechało w stronę lepszego jutra. Nie odbierało już żadnych impulsów pochodzących od KITTa. Wraz z ucichnięciem tych sygnałów skończyła się pewna era, a zaczęła nowa. Wszystkim miała przynieść zmiany, niektórym na lepsze, większości jednak na gorsze.
KARR odjechał tylko w sobie znaną stronę, by zmienić świat, który wcześniej został stworzony przez KITTa i Michaela.
Jedna osoba mogła zmienić świat, jeden samochód mógł zmienić rzeczywistość, nie zawsze jednak musiały być to zmiany na lepsze.
F.R.A.G.
|
|
|
|
|