Zza krzaków położonych na górce wzbił się tuman kurzu. Niemalże jak zielona strzała, KOM wypruł ze swojej kryjówki i ruszył drogą w dół.
- Tylko nie zapomnij o włączeniu tarczy. - powiedziałem do zegarka, w momencie kiedy pojazd minął mnie i wpadł na parking.
- A jakże. - usłyszałem odpowiedź partnera - Patrz i ucz się, ziomie. - po czym, bez większych ceregieli pocwałował… eee… złe słowo… To do konia pasuje… A więc natarł na pierwszą z beemek… Uuuuu… To Było coś… Auuu… Jak te drzwi się wgięły… KOM, ty chyba się nie znasz na samochodach. Tak te BWM kaso… Ucch. I po lampie… Tego bagażnika chyba się już nigdy nie wyprostuje…
- Kurwa debilu! - usłyszałem głośne przekleństwo jednego z łysoli, który najszybciej załapał co się dzieje LUB miał najbliżej do drzwi wyjściowych. Zaś chwilę póŹniej dopatrzyłem jego łysą czachę.
KOM uznał, że dostatecznie już zrobił w ramach akcji ROZPIERDUCHA. Zawinął jeszcze jedno popisowe kółko, uderzył bokiem w którąś z beemek i ruszył w stronę krzaków mijając zdenerwowanych do kwartetu trzech dwópółkulowych gości.
- Dobra robota stary… Żadnych uszkodzeń? - zapytałem go, patrząc jak pruje pod górę.
- Nic. Tarcza elektromagnetyczna bez zarzutu. - odpowiedział KOM.
- Gośka. - zwróciłem się do asystentki. - Teraz ty.
- Dobrze. -odpowiedziała już bardziej pewnie.
- I powodzenia. - zakończyłem rozmowę życzeniem zachęty 1. Następnie ściągnąłem okulary, schowałem je do kieszonki wewnątrz kurtki (ale ten świat jest pięknie rozmazany) i mruknąłem sam sobie życzenie zachęty 2:
- Przedstawienie musi trwać.
Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem pod DN 4. Z pozostałych domków wychylali się zaniepokojeni mieszkańcy. Kiedy byłem gdzieś z pięć metrów od miejsca rozróby, dobiegła mnie takie słowa jednego z łysych:
- To ten zasraniec z kościoła… Dzwonimy na policję…
- Żadnych psów, jasne? - ryknął na niego Frycyk - Bo…
Ale nie skończył tego, gdyż zacząłem swoją szopkę:
- No widzą panowie, jakie chamstwo!!! - ryknąłem w ich stronę, modulując głos na "menela spod czwórki" i nasuwając czapkę bardziej na oczy - Normalnie ten sam Polonez dwa tygodnie temu pod hotelem w Makowie też zaatakował mojego Malucha… I zrobił to tak, że została mi puszka po konserwach. - ja to mam gadkę.
Gangsterzy popatrzyli na mnie głupio.
- Odwal się pan. - mruknął w końcu jeden z łysych. Ale ja go nie posłuchałem. Ba, nawet podszedłem bliżej. Ale uwarunkowane to było tym, że chciałem lekko kuknąć do domku i zobaczyć, jak idzie Małgorzacie.
- Ale panowie… - dalej leciałem ze swoimi mądrymi tekstami - Możemy złożyć pozew zbiorowy przeciw temu gościowi… Wiecie, jaką kasę będzie musiał zapłacić za szkodę???… Za malucha to pewnie mało co dostanę… Ale te BWM,…
I już chciałem powiedzieć: " Ale te BWM to pewnie dużo będą warte…", gdy nagle z DN 4 dobiegł mnie odgłos rozbijającego się wazonu. Na nieszczęście Frycyk i jego goryle też to usłyszeli.
Ja tylko głośno przełknąłem ślinę… Żeby to tylko nie była Małgorzata… Żeby to nie ona…
- Tak więc te BWM będą chyba coś warte… - szybko zacząłem odwracać uwagę gości od zajścia w domku. Jednak oni bardziej interesowali się sytuacją w DN 4 niż moją skromną paplaniną.
- Andrzej, to ty? - Frycyk. krzyknął w stronę lekko uchylonych drzwi, które prawie natychmiast otwarły się na oścież. Stał w nich kaskader, który trzymał…
|
Małgorzata spojrzała w kierunku krzaków na górce. Ujrzała, jak ponad zielone czubki krzewów wznosi się tuman kurzu. A po chwili ukazał się jego wzbudzacz: gnający w dół z niebywałą prędkością Polonez Adama. Po chwili zniknął z pola widzenia kobiety.
- Ten samochód jest jakiś dziwny. - mruknęła, jednocześnie wracając pod okno. Delikatnie kuknęła do środka. Gangsterzy na razie siedzieli pochyleni nad swoimi dotychczasowymi zajęciami. Ale ta sielanka nie trwała długo. Po 4 sekundach od wjazdu Poloneza za budynek, dało słyszeć głośny, metaliczny stuk, pochodzący prawdopodobnie z parkingu przed DN 4.
- Co jest… - Frycyk zerwał się gwałtownie z fotela, powodując tym samym upadek prasy. Na ziemię, oczywiście.
Jeden z łysych wstał z krzesła, rzucił okiem przez okno, ryknął "Kurwa mać! Auta nam niszczą!" i wyskoczył na pole. Potem dało się słyszeć jeszcze ciche przekleństwa wybiegającego Frycyka oraz już głośniejsze "Kurwa debilu!!!!" pierwszego łysego.
- Gośka. Teraz ty. - z zegarka dobiegł ją głos Adama.
- Dobrze. - odpowiedziała.
- I powodzenia. - dodał ochroniarz i zakończył rozmowę.
- Gośka, liczą na ciebie. - mruknęła kobieta, poczym zabrała się za okno. Po dość dziwnie krótkim czasie otworzyła je i sprawnym ruchem wskoczyła do środka pomieszczenia.
- …Normalnie ten sam Polonez dwa tygodnie temu pod hotelem… - dobiegł ją z pola głos Adama. Widać było, że świetnie radzi sobie z gangsterami.
Po cichutku ruszyła w kierunku stolika. Frycyk był tak zaabsorbowany zajściami na polu, że zostawił na blacie nietkniętą szkatułkę. Bez problemu kobieta tam dotarła, otwarła wieko i wyciągnęła prestorz. Wyglądał tak samo jak ten z kościoła.
- Piękny. - zawyrokowała, oglądając go w skąpym świetle pomieszczenia. Następnie umieściła przedmiot w kieszeni.
- …Możemy złożyć pozew zbiorowy przeciw temu gościowi… - Adam nadal świetnie "zabawiał" gości.
I już Małgorzata chciał opuścić domek, gdy nagle ktoś złapał ją z tyłu.
- Czego tu szukasz ślicznotko? - usłyszała za sobą głos kaskadera.
- Na pewno nie ciebie, drągalu. - odwarknęła mu, próbując wyrwać się z mocnego uścisku. - Puszczaj! - i odwróciła się w jego stronę.
- A, to ty… Frycyk ucieszy się, widząc cię w naszych rękach… - szelmowsko uśmiechnął się kaskader. - Idziemy! - rozkazał.
- Ani mi się śni. - wyraziła swoje zadnie.
- To jeszcze zobaczymy… - i facet zaczął ją ciągnąć - No rusz się cipo jedna! - warknął, widząc jak Małgorzata się zapiera. - To zobaczymy. - kaskader szarpnął mocnej. Małgorzata straciła równowagę i poleciała na mały stolik z wazonem. Upadając pchnęła naczynie, które spadło na ziemię i rozbiło się w drobny mak.
Adam na chwilę zamilkł na polu. Ale zaraz wrócił z kolejnymi zdaniami:
- …Tak więc te BWM będą chyba coś warte…
Goryl mocnym szarpnięciem podniósł Małgorzatę z ziemi.
- Andrzej, to ty? - z pola dobiegł ich głos Frycyka.
Kaskader chamsko pociągnął kobietę za sobą, otworzył drzwi i ukazał się zgromadzonym na polu osobom, trzymając mocno …
|