Fan Fictions
Poprzednia część
Następna część
AUTO... KOMPUTER... ON... NASZ RIDER - ODCINEK 8
…na przednią maskę posypała się kanonada strzałów…
…Przód KOM-a walnął w pierwszą ścianę, wybijając w niej wielgachną dziurę…

VIII



Doprawdy - CRAZY IS MY LIFE...




- Patrzcie kogo złapałem To ta cipa od profesora. - w strasznie chamski sposób ryknął kaskader na cały obóz - Złapałem ją jak coś grzebała przy szka… - teraz jego nieco przygłupi wzrok padł na mnie (którym że nie uciekłszy, przebywałech wciąż w tem samym miejscu) -TO ON!!! TEN SKURWYSYN OD POLONEZA!!!!! WSZĘDZIE TĘ MORDĘ POZNAM!!!! - ryknął jeszcze bardziej chamsko niż przedtem.
Gangsterom nie trzeba było powtarzać dwa razy. Szybko wyciągnęli pistolety z kabur i wycelowali je we mnie.
- Spróbuj się tylko ruszyć, to dziewczyna zginie… - z nienawiścią i lekkim błędem językowym ryknął do mnie Frycyk.
Ja tylko podniosłem ręce, w przelocie mrucząc do zegarka:
- KOM, potrzebuję cię…
- A teraz wszyscy do domku… Pogadamy sobie co nieco… - rozkazał boss, charakterystycznie ruszając bronią - A jeżeli ktoś zawiadomi policję… - teraz zwrócił się do oglądających to całe zajście przerażonych gapiów -…to przysięgam, że… - ale jednak nie dokończył, co temu komuś obieca, gdyż na placyk wparował KOM spowity w szarej zasłonie dymnej. Gangsterów to "zjawisko" zatkało.
- Adam… SKACZ!!!! - krzyknął pojazd, przejeżdżając obok mnie i otwierając tylne lewe drzwi. Nie trzeba było prosić mnie dwa razy. Jednym susem wskoczyłem do środka, miękko lądując na tylnym siedzeniu.
- ON CHCE UCIEC!!! - ryknął Frycyk, uprzednio wyrwawszy się ze zdumienia. Szybko nacisnął spust broni… PSIIUUU… Pierwsza kula odbiła się od karoserii KOM-a… PSIUUU… PSIUUU… To łysole otworzyli ogień… Ale to nic nie dało: po prostu pociski nie mogły wyrządzić KOM-owi żadnej szkody…
- KOM, MAŁGORZATA!!! - ryknąłem z perspektywy tylnego siedzenia (samochód tak brał zakręty, że jeszcze nie zdołałem przejść do przodu) w kierunku samoobracającej się kierownicy.
- Sie robi… - odpowiedział komputer, zgrabnie wymijając Frycyka. Następnie wywinął kolejny obrót o 90O i ruszył w kierunku DN 4. Jednak okazało się, że kobieta właśnie kończyła radzić sobie z kaskaderem (poprzez tak zwany "cios w czubek V") i zaczynała uciekać w stronę tyłów domu. KOM czym prędzej dopędził Ją.
- GO¦KA! - ryknąłem, kiedy drzwi od strony przedniego pasażera otworzyły się. Kobieta, chyląc głowę przed jakimś strzałem, wskoczyła do środka pojazdu.
- Było… - zaczęła mówić w kierunku fotela kierowcy. Jednak urwała, widząc że nikogo tam nie ma.
- Tu jestem. - powiedziałem, przechylając się lekko w bok, gdyż KOM ruszył z kopyta.
Kobieta spojrzała do tyłu i mało co nie krzyknęła.
- To… kto… kieruje… - zapytała, widząc jak kierownica sama się obraca.
- Mój kumpel… KOM, bądŹ gentelmenem i przedstaw się… - rozkazałem, jednocześnie przenosząc się do przodu (KOM jechał teraz prosto, w kierunku drugiego wyjazdu z BRATKA, co chwilę dostając jakąś kulkę) i wciskając guzik STEROWANIE RĘCZNE. KOM przeszedł pod moje dowodzenie.
- Nazywam się KOM 5000… - zielony prostokąt zapulsował nad kierownicą - W skrócie KOM… A dla przyjaciół z GG: Poldek20…
- Co… co… - wystękała Małgorzata.
- Komputer najnowszej generacji… Potrafi gadać… Tylko czasem wyjątkowo wnerwia… - odpowiedziałem, jednocześnie mocno hamując - Cholera, tędy nie przejedziemy! - ryknąłem, widząc, że bramę zasłania jakiś autokar. Wrzuciłem wsteczny, okręciłem pojazd o 180O i ruszyłem z powrotem w kierunku DN 4 - KOM, sytuacja?
- Zablokowali przejazd rozwalonymi beemkami … I czekają na nas z kałaszami…- odpowiedział pojazd.
- Szybcy są… - odpowiedziałem, hamując dziesięć metrów przed blokadą - Przebijemy się? - lekko zmrużyłem oczy, gdyż na przednią maskę posypała się kanonada strzałów.
- Czynnik ludzki nie puści. - spokojnie odpowiedział KOM - A na przeskok nie mamy miejsca.
- Adam… Czy on to długo wytrzyma? - zaniepokoiła się Małgorzata, widząc, że ogień jest coraz większy.
- Wytrzyma… - odpowiedziałem - Ale wolę stąd już spadać… KOM, widzisz tę szopę co i ja?
- Tę z czasów Gierka, stojącą na prawo od bandziorów, bez żadnej istoty żyjącej w środku? - z odczuwalnym uśmiechem odpowiedział KOM.
- I oto mi chodziło stary… "Crazy is my life" Golców… - rozkazałem - Niech gra muzyka i gaz do dechy! - ryknąłem, i przy słowach: "Crazy, crazy, crazy is my life…" wcisnąłem zdaniowy gaz do zdaniowej dechy. Mnie i Małgorzatę wbiło w fotele. Z ciągle wzrastającą prędkością ruszyliśmy wprost na barykadę. Gangsterzy, stojąc przed wrakami, jeszcze bardziej wzmogli ostrzał… Osiem metrów… Dalej strzelają…Siedem… Frycyk jakby miękł… Pięć… Widzę już na ich twarzach strach… Cztery… Fycyk ewidentnie wymiękł… Kaskader też… I kiedy byłem trzy metry od blokady zboczyłem z kursu i natarłem na szopę.
- ADAM!!!! - ryknęła Małgorzata widząc coraz bliżej drewnianą ścianę.
Nic nie odpowiedziałem, tylko mocniej chwyciłem kierownicę…
ŁŁŁŁŁŁUUUUUPPPPP!!!!! Przód KOM-a walnął w pierwszą ścianę, wybijając w niej wielgachną dziurę… ŁŁŁŁŁŁUUUUUPPPPP!!!!!… ¦ciana numer dwa poszła w rozsypkę, ukazując nam świat zewnętrzny…
- YES!!! - ryknąłem (lubimy ryczeć w tej opowieści, co?), kiedy wypadliśmy na drogę, dwadzieścia metrów za blokadą.
- Nie cieszyłbym się tak. - mój entuzjazm ochłodził KOM - Te BWM mają jeszcze sprawne silniki. I ci goście to na pewno wykorzystają.
- Wiem. Ale teraz to my mamy przewagę. - krzyknąłem, kiedy wypadliśmy na ulicę Piłsudzkiego - Przygotuj system blokujący… Koło biblioteki będzie nam potrzebny. - wydałem rozporządzenia pojazdowi, dociskając gaz jeszcze bardziej. Z 200 na liczniku wziąłem ostry zakręt, przejechałem jeszcze kilka metrów, poczym koło żółtego budynku biblioteki miejskiej zaciągnąłem ręczny i wywinąłem kierownicą. Spowodowało to obrót KOM-a na środku jezdni o 180O.
- Adam… Co ty robisz? - Małgorzata w końcu odezwała się.
- Czekaj. - uciszyłem ją - KOM, za ile tu będą?
- Góra pół minuty. - odpowiedział pojazd. I się nie pomylił. 30 sekund od tego, jak mi to zakomunikował, skasowane beemki wyskoczyły z zakrętu.
- Blokuj! - krzyknąłem. Na ekranie pojawiły się schematy pojazdów. Następnie wyświetlił się napis ANALIZOWANIE, a pod nim pasek, który szybko rósł. Czarne pojazdy były już sześć metrów przed nami, kiedy nagle na ekranie wyskoczył tekst: BLOKUJĘ…
- AAAA!!!! - ryknęła Małgorzata widząc, jak beemki nagle hamują, wykonując przy tym obroty o 90O. Co oczywiście spowodowało ich kolejne zderzenie. Boczne, oczywiście. I oczywiście jest błąd. I oczywiście o tym wiem. I oczywiście tego raczej nie poprawię.
Gdzieś z tyłu dobiegły nas syreny policyjne.
- Żyją? - zapytałem KOM-a.
- Żyją, żyją… Tylko nieprzytomni są. - jak (zwykle) odpowiedział KOM.
- To dobrze… To bardzo dobrze… - powiedziałem, klepiąc kierownicę - Jak się czujesz? - teraz zwróciłem się do Małgorzaty.
- Jako-tako… - nagle coś sobie przypomniała. Nerwowo zaczęła szukać czegoś po kieszeniach - Na szczęście nie wypadł. - powiedziała z ulgą, unosząc w powietrzu drugi prestorz.
- Piękny. - mruknąłem, patrząc jak brylant rozszczepia słabe światło pochodzące z deski rozdzielczej KOM-a.
- Nie wiem, co w nim widzicie. - nieco sfrustrował się KOM - Dla mnie to tylko jedna z alotropowych odmian węgla…
- KOM. - przerwaliśmy mu razem z Małgorzatą.
- Co, gołąbeczki?
- Zamknij się. - powiedzieliśmy znów razem, poczym wesoło roześmialiśmy się z zaistniałej sytuacji językowej.

C.D.N...



 
Dodana opublikowania: 21-11-2006 13:35
Dodał: TS89 Komentarze (1) Ocena: 10/10


. . Copyright (C) 2004 - 2012 by Pik
Regulamin   Kontakt