|
|
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
AUTO... KOMPUTER... ON... NASZ RIDER - ODCINEK 11
…to tam można tylko odnaleźć skarb…
…KOM, ja wrócę… Ja zawsze wracam… Jest to pierwszy "odcinek" prawdziwego zakończenia. W półce, nienaturalnie powyginana, w średnim stanie rozkładu, leżała „upchana” pierwsza asystentka profesora. - Cholera jasna! – zupełnie chcący wyrwało mi się z ust – KOM… - zwróciłem się do zegarka, jednocześnie przysłaniając usta, aby nie zwymiotować - …ile ona tu siedzi? - Z dobry miesiąc. – beznamiętnie odpowiedział komputer – Wzywać policję? – zaproponował. - Tak… Nie, czekaj… - szybko zmieniłem zdanie – Najpierw muszę ustalić, gdzie jest Małgorzata. – delikatnie zamknąłem drzwiczki półki i zacząłem rozglądać się po przyczepie. - Ale Adam. Jeżeli zabójca pierwszej asystentki wrócił, to Małgorzata raczej teraz gryzie… - Nie wrócił żaden morderca! – ostro przerwałem KOM-owi, jednocześnie podnosząc jakieś papiery. - Ale wszystko na to wskazuje… - KOM próbował forsować swoją wersję zdarzeń. - KOM, wysil swoje procesory. Czy normalny morderca zostawiałby swoją ofiarę tuż pod nosem osoby postronnej? Nie! - No to co sugerujesz Sherlocku? – KOM w końcu uznał moją rację. - Że za tym zabójstwem stoi Małgorzata… - wyjaśniłem, podnosząc jakąś kartkę papieru – Tylko czemu tą denatkę trzymała w swojej przyczepie?… Rozumiem, można używać jakiś tam mocnych kadzidełek do poprawy atmosfery w pomieszczeniu, ale żeby nimi smród trupa „zagłuszać”? To trzeba być ten-tego-nietegez do kwadratu… Rachunek… - odrzuciłem kartkę na bok. - A może Małgorzata wykiwała nas w pole z tym skarbem? I teraz właśnie łączy go w całość? – zasugerował KOM. - Bardzo możliwe… - przytaknąłem, rozglądając się jeszcze bardziej po wnętrzu – Tylko jeżeli tak, to gdzie… - nagle dopatrzyłem jakąś karteluszkę w koncie Rozrachunki z PRL-elem. Szybkim krokiem tam podszedłem i ją podniosłem. Był to przedruk tekstu znalezionego w pierwszej szkatułce… Pełen przedruk… Bez słowa NIECZYTELNE: Oto przed tobą człeku jest prestorz pierwszy, otwierający drogę do pozostałych dwóch oraz tego najwłaściwszego – skarbu Chrobaczego. Skarbu będącego boskim kamieniem, o nie poznanej dotąd mocy. Mocy mogącej zdziałać wszystko, ale tylko w dłoniach wybranego. Wybranego, który w wybranym czasie 19 dnia ósmego miesiąca każdego roku na placu prostym tuż koło dworu dokona stworzenia mocy na nowo. - MAMY JĄ!!!! – ryknąłem w stronę zegarka – KOM, pal silnik!!!! – poczym jednym susem wyskoczyłem z przyczepy. Następnie sprintem przebiegłem do pojazdu, otworzyłem drzwi i wsiadłem na fotel. - Gdzie jedziemy? – zapytał KOM. - Pod dworek… Według kartki, którą znalazłem, to tam można tylko odnaleźć skarb… - wyjaśniłem, dociskając gaz do dechy. Koła zachrzęściły na kamieniach, licznik skoczył do 80 km/h. Lekko zarzucając tyłem pojazd ruszył z miejsca. Po chwili, z piskiem opon, wpadłem na drogę główną… Jeszcze bardziej docisnąłem gaz. 180 km/h… 200 km/h… - Czerwone na światłach, ale nic z boku nie jedzie. – poinformował mnie KOM na dziesięć metrów przed skrzyżowaniem głównym. Ja, milcząc, wrzuciłem kolejny bieg i jeszcze docisnąłem pedał gazu. Na liczniku pojawiło się 300 km/h. - Co za rekord! – krzyknął KOM, kiedy jak strzała przemknęliśmy przez skrzyżowanie. Ja nadal milczałem. Lekko zwolniłem, gdyż zbliżaliśmy się do zakrętu. Ale zaraz za nim znów docisnąłem gaz do dechy… 310 km/h bez niczego. - Adam, za pół minuty skręt. Nikt nie zmierza na kolizyjnym kursie. – po minucie diabolicznej jazdy powiedział KOM. Zacząłem zwalniać… 290… 270… 230… 180… 120… 90… 60… 40… Zakręt… Ostrym ruchem ręki obróciłem kierownicę, jednocześnie wciągając ręczny. Polonezem wywinęło o 90O, ustawiając go na wprost drogi do dworku. Nie czekając na nic, znów depnąłem na pedał gazu. Z piskiem opon ruszyłem w górę. - Adam… Kocie… Auuu… Łby… Auuu… Procesor… - stęknął KOM na jednym z wybojów. A ja dalej milczałem. Z 100 na liczniku natarłem na zamkniętą na kłódkę bramę szkolną. Metal pęknął jak kartka papieru. - KOM… - odezwałem się w końcu, zaraz po rozwaleniu bramy - …gdzie jest Małgorzata? - Nie widzę jej Adam. – szybko odpowiedział komputer – Ale zaraz… Wykrywam coś dziwnego na starym boisku… Jakby wejście do jakiejś groty… - Jedziemy tam. – i mocniej pochwyciłem kierownicę. Na pięć metrów przed zabytkowym budynkiem odbiłem w lewo, taranując kolejną, teraz drewnianą bramę. Szybko przejechałem krótki, asfaltowy odcinek, z chrzęstem przebyłem wąską bieżnię, wpadłem na płytę starego boiska i z piskiem opon wyhamowałem na nawierzchni. - Po prawej. – powiedział KOM. Szybko odwróciłem głowę we wskazanym kierunku. Majaczyło tam duże wejście do jakiejś jaskini. - A jednak ten skarb ma coś w sobie magicznego. – mruknąłem – Wjedziemy tam? - Bez problemu. – odpowiedział KOM. Delikatnie nacisnąłem pedał gazu. Pojazd ruszył pomału. - Jakieś ślady Małgorzaty? – zapytałem, kiedy zbliżaliśmy się do krawędzi wejścia. - Zaraz… Adam. Tuż koło wjazdu są porozrzucane jej ubrania. - Co to, kruca fiks, znaczy? – mruknąłem – KOM, włącz halogeny. – rozkazałem. Wnętrze jaskini wypełniło światło lamp Poloneza. - Jakieś anomalia oprócz tej, że tutaj jest grota. – zapytałem, kiedy ujechaliśmy z 20 metrów. - Zero… Nie, czekaj. Zaraz skończy się szeroki chodnik. – odpowiedział KOM. - Co to znaczy? - Tyle, że dalej już nie pojadę. – wyjaśnił komputer – Czyli co robimy? - Ty tu zostajesz… - rozkazałem, hamując - A ja idę dalej. – wyciągnąłem ze schowka latarkę i pistolet. - Ale Adam! To jest niebezpieczne! Przecież nie wiesz, co może być na samym końcu. – powiedział zaniepokojony komputer. - Na pewno brunetka z wąsem… - wysiliłem się na mały żarcik – KOM, skaner na 200%. – rozkazałem, wysiadając. - Adam, ty na pewno wiesz, co robisz? – komputer nadal niepokoił się o mnie – Przejdziesz pięć metrów, skały zakłócą sygnał nadajnika i zostaniesz sam! A jeżeli Małgorzata czeka tam na ciebie z jakimś czary-mary-trup?… - KOM, ja wrócę… Ja zawsze wracam. – „pocieszyłem” partnera. Następnie odszedłem kilka metrów w kierunku przewężenia – A jakby co… - nagle stanąłem – to… - …twój testament schowany jest pod podłogą w kuchni, na strychu obok starego komina lub na moim dysku w folderze GOODBYE. – próbując rozluźnić sytuację, zażartował KOM. - …to pożegnaj wszystkich ode mnie… - zakończyłem smętnie, jednocześnie włączając latarkę – Aha… - byłem już na skałkach, kiedy coś mi się przypomniało. - Tak Adam? - Fajny z ciebie partner… Nawet jak na twoje gadulstwo. – powiedziałem w kierunku pojazdu, poczym już nie oglądając się za siebie ruszyłem w głąb groty. C.D.N...
|
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
. . Copyright (C) 2004 - 2012 by Pik Regulamin Kontakt |