Fan Fictions
Poprzednia cz
Nastpna cz
Babiogrski Park Naraony – cz druga
Adam i KOM s na tropie truciciela spod Babiej Gry. Niestety, ycie ich znajomego zawisa na wosku…



…przypominao had grnicz - go ziemi, pozbawion rolinnoci…
…mieszank absolutn kwasw i innych takich takich…
…takiego adunku oraz takiego samochodu nie sposb nie zauway…
…dwa ataki w parku narodowym, a przestpcw brak…
…Marek Stpie, starszy stranik stray parku…
…zwrciem si do Franka Koodziejczyka…
…Piotr Koniec, ledczy z komendy powiatowej…
…prosz policji nie wchodzi w drog…
…ujrzaem na samym kocu drogi zielonego Poloneza Atu…
…Buc to nasz lokalny przedsibiorca…
…Ma te kilku ysoli na swoich usugach…
…ludzie gadaj, e chce otworzy jaki wycig narciarski w okolicy…
…zwyka willa, duo przepychu. I zero konkretw…
…Drzwi do garau byy otwarte…
…Mnstwo czci, jakie opony…
…tylko inny wzr bienika…
…wycign bro, wycelowa w urzdzenie i strzeli…
…Odnalezienie podejrzanego nie nastrczyo problemu…
…Krci si po swoim tartaku…
…Buc wanie ma zamiar odjecha…
…moj uwag przykuy dwie beczki…
…wtedy spad pierwszy cios, prosto w nos, bardzo celny…
…Zabolao, poleciaem na cian…
…Jestem w baganiku. Trzeba si… wydosta…
…za Bucem dojechaem pod jakie stare zabudowanie…
…Pomau, aby nie by zauwaonym, podaem w kierunku budowli…
…moim oczom ukazay si schodki do piwnicy…
…Pod pnocn ciana ujrzaem stojce w kilku rzdach beczki…
…wistwo ze szlaku to ja ze zawizanym skanerem poznam…
…na jego rodku stao auto - czerwony pickup…
…zaraz bd mie ciebie. Wchodz do budynku…
…Oni s w sali obok…
…Lepiej wywiemy to std, gdzie si da…
…celujc z dubeltwki w pier Buca, szed Franek…
…Morderca! To przez ciebie nie yje brat Aki!…
…pocign za spust strzelby…
…Ta wypalia…








IVb
Jak ja lubi mae jatki

17 LIPCA, 21:14, ZAWOJA, STARY TARTAK


Kuknem przez drzwi…
- No jeszcze ciebie tu brakowao - syknem.
Przez pomieszczenie, celujc z dubeltwki w pier Buca, szed Franek. Wyglda na bardzo wkurzonego.
- O, kogo ja widz - gangster ironicznie zwrci si do stranika. - Pan przyrodnik… Jak mio pana widzie. Czy zapalicie tego, kto zniszczy wam park? - zapyta z paskudnym umiechem.
- Tak - przez zacinite zby odpowiedzia Franek.
- I kto to jest?
- Ty! - stranik przeadowa bro. Reszta zebranych w pomieszczeniu zarechotaa. - Ty… morderco!
miech usta.
- Co powiedzia? - Buc sign po bro.
- Morderca! To przez ciebie nie yje brat Aki! Przez twj cholerny zakad! - rykn Franek i pocign za spust strzelby.
Ta wypalia…
Jednak nie by strzelcem wyborowym - kula mina Buca, a trafia w cian koo mnie…
Piknie, naprawd piknie…
Wydarzenia potoczyy si byskawicznie. Gangsterzy wycignli bronie - od paek, przez kastety, po pistolety - i to wszystko wymierzyli w Franka, ktrego rce trzsy si jak galareta.
- Twj szwagier prosi si o mier. Wszy tam, gdzie nie trzeba. Tak jak ty teraz… Jak dobrze, e wtedy pia miaa le dokrcon tarcz… A teraz, e ty ju nie masz naboi, a my… - Buc wymierzy bro w Franka.
- Ale ma mnie! - wyskoczyem zza drzwi. Oczywicie z broni w gotowoci. - Adam Skupie, skurwysyn w zielonym Polonezie… Do usug!
Gangsterzy spojrzeli na mnie.
- Dwa gagatki na jednym ogniu - cicho mrukn Buc.
PIF!
To moja kula przestrzelia kowbojski kapelusz gangstera.
- Nastpny bdzie twj czerep - powiedziaem spokojnie.
I tak stalimy. Gangsterzy celowali we mnie i Franka, ja trzymaem na muszce ich szefa.
- Dogadajmy si… - zacz Buc.
- Z mi chci: wy si poddajecie, a my was pakujemy do puda - przedstawiem warunki.
Buc umiechn si wrednie.
- Nie no, panie Skupie, porozmawiajmy powanie, mam kas…
UPPP
Co za mn gruchno. Odruchowo sprawdziem. Pusto… Niestety, chwila dekoncentracji wystarczya, aby Buc odzyska rezon:
- Zabi skurwysyna! A tym si zajm sam! - i ponownie wycelowa bro we Franka. Reszta ysych, mao miych goci, ruszya na mnie.
- KOM, potrzebuj ci! - ryknem do zegarka, jednoczenie nurkujc za wywrcon pi mechaniczn. Jej blat da mi tymczasowe, acz coraz sabsze - pod ostrzaem - miejsce schronienia.
- Ada, tym masz zdecydowanie za wysoki wspczynnik wpadania w tarapaty, wiesz e od tego mona umrze? - dobitnie stwierdzi KOM.
- Nie mdrkuj, wjedaj - ryknem, strzelajc na olep.
UUPPPP!
Rozwalajc w py ceglan cian, KOM wparowa do rodka. Gangsterzy zamarli w atakowaniu mnie. Tak samo jak Buc i Franek.
- Rozpierducha! - rykn uradowany komputer, wykonujc wok ysych pikny piruet, jednoczenie odcinajc mnie od nich. - Mog si przyczy?!
- Franek, uciekaj! - krzyknem w kierunku stranika, widzc e ten jednak tak do koca nie osupia na widok KOMa. Zareagowa od razu: jak byskawica wybieg przez dziurawe drzwi na zewntrz.
- No, to teraz po mojemu bdzie - mruknem, przeskakujc pi i wsiadajc do Poloneza.
- To co Ada: siatka, prd czy piosenki z Eurowizji? - KOM wymieni ca palet broni do obezwadnienia gangsterw.
- Nie mamy czasu na zabawy… Ultrafale i le! - krzyknem, wciskajc jeden z przyciskw na palecie.
W tym samym czasie gangsterzy ciskali w Poloneza, czym tylko si dao: cegami, pociskami, pakami. Ale nie wyrzdzio mu to absolutnie adnej szkody, bowiem wytrzymaa karoseria w poczeniu z tarcz elektromagnetyczn wok stwarzaa ochron nie do przebycia.
- Ultrafale gotowe… Miego suchania, panowie! - stwierdzi KOM. Gocie jeszcze przez sekund atakowali, po czym nagle upucili co akurat trzymali, chwycili si za gowy, upadli tu obok swoich broni i wili si z blu. Mi oczywicie nic si nie dziao, gdy byem chroniony przez wyciszone wntrze KOMa.
- Policja w drodze… To co, wycza fale czy zmieni tylko na Radio obek? - ironicznie zapyta KOM.
- Dostatecznie si nacierpieli - mruknem z satysfakcj. - Wycz fale… Do wejcia policji powinni by ululani… - mruknem, spogldajc na wijcych si typw. - Gdzie jest Franek?
- Na polu, pod drewnian cian… - KOM zrobi rzut na ekranie. - Adam, kto jest w tej ciarwce, co j tam znalaze! - ostrzeg gwatownie.
- Moesz go rozpozna? - zapytaem, gotowy ju wysiada, by lecie dopa zbiega.
- Nie, Ad… ADAM, ON RUSZA! WPROST NA FRANKA! - krzykn KOM.
Docisnem gaz, wyminem lecych gangsterw i wyjechaem na pole dokadnie w tym samym momencie, kiedy czerwony pickup znika w lesie, a pierwsze radiowozy ju zajeday pod tartak. Natychmiast zlokalizowaem Franka - lea pod rozwalon zapor. Zdenerwowany podjechaem tam i wyskoczyem z KOMa na zewntrz…
- Franek, jeste cay? - zapytaem, padajc przy nim na kolana. Nie powiem, to jak lea nieruchomo i jak to wygldao, susznie wywoywao moje najgorsze obawy. Lecz…
- Tak… - stkn chopak, podnoszc si. Pomimo, e tyle przey… jego twarz bya rozpromieniona.
Oparem si o KOMa i gono wypuciem z siebie powietrze.

***


- Pan jest bardzo wkurzajcym czowiekiem, wie pan? - powiedzia Koniec, patrzc na mnie.
- Bym polemizowa w kwestii wkurzania… - poklepaem po dachu KOMa. - Ale grunt, e ci pjd siedzie - wskazaem gow na policyjne wozy, ktre zabieray ju cay gang Buca.
- Pjd, pjd… A ten dyktafon… - teraz komisarz zwrci si Franka, wskazujc na zapakowany w torebce foliowej rekorder - …zabieramy.
- Prosz bardzo - stranik pokiwa gow.
- Jad, szykuje si duga noc. I widz panw za godzin na komendzie. Wasze zeznania bd kluczowe dla sprawy - poinstruowa nas Koniec, po czym bez poegnania odszed.
Ogldajc odjazd wozw, milczelimy.
- Ale jednego nie zapali - w kocu odezwa si Franek.
- Z pickupa… Fakt… Tylko co mi tu nie pasuje… KOM… - zwrciem si do pojazdu. - Jak pierwszy raz okrelie ilo gangsterw, to powiedziae, e jest ich dziesiciu.
- Nie masz sklerozy, staruszku.
- Dobra, dobra… Zgarnito dziesiciu, wic kim by jedenasty?
- Tym jednym, ktry obiera marzenia o penej druynie pikarskiej. A na serio, z odczytw mojego skanera wynika, e pojawi si w budynku jakie dwie minuty po ich przybyciu. Przyszed od strony lasu i wlaz przez niezabite okno.
- Dziwne - mruknem.
- Moe jaki zodziejaszek, ktry zwszy auto i postanowi si nim zaopiekowa? - zasugerowa Franek.
- Moliwe - potwierdzi KOM.
- Dobra, to ju policja ustali… - zwrciem si do Franka - A teraz, po kiego grzyba pchae si tutaj? - zapytaem z wyrzutem.
- Miaem spraw do Buca - odpowiedzia stranik.
- I przy okazji chciae zarobi kulk - pokiwaem gow. - Dobra, o co chodzio z tym szwagrem? - zapytaem cicho.
Franek na chwil zamilk.
- To byo dwa lata temu… Brat Aki, Marek, pracowa u Buca w stolarni. Na pocztku nie narzeka, pki nie dowiedzia si paru rzeczy za duo. Na drugi dzie znaleziono go z pi w piersi. Oficjalnie to tarcza odpada. Ale ja tam wiedziaem swoje… I dowiodem - doda.
W wietle lamp KOMa ujrzaem, jak kilka ez popyno po jego policzku.
- Dra si z tego nie wywinie - powiedziaem, klepic go po plecach. - Dobra, zmywajmy si std… Bo Koniec nam nie wybaczy spnienia.
I owietlani tylko reflektorami KOMa, ruszylimy pomau w kierunku pojazdu. Nad nami rozpocieraa si noc… Potna i okalajca wszystko.
Jak te lasy.

***


Aka jeszcze mocniej obja Franka, kiedy ten skoczy swoj opowie.
- Gupi, gupi, dzikuj! - szeptaa mu do ucha. Jako e siedziaem po drugiej stronie stou, syszaem - chcc lub nie - wszystko.
Emkh…
Ze Suchej wrcilimy grubo po pnocy. Aka rzecz jasna nie spaa… i co mi mwi, e prdko oboje nie pjd.
I nie, nie mam tu nic na myli, ok?
A jeli nawet - kto im zabroni?
- I tobie te dzikuj, Adam - teraz spojrzaa na mnie. Miaa czerwone oczy od paczu, ale umiechaa si.
- No problem - skinem gow. Wstaem. - Tyle po mnie, wracam do siebie.
Ju chyba najwysza pora.
Proponowali, bym si zdrzemn u nich, ale uznaem, e wol jednak na swoim. W kocu ile miaem do tego Jordanowa? No i KOM chyba mnie zawiezie pod wskazany adres.
Chyba.

V
A mia by koniec…


Otworzyem oczy. Ciao cholernie bolao, dopiero dzi odczuwaem skutki robienia za worek treningowy.
- Cierp, jak gupi - mruknem sam do siebie.
Jakim cudem wymacaem zegarek lecy na nocnym stoliku. Bya 16.
- By to… - syknem. Dzi miaem tyle ogarn, a tu dzie prysn ot tak.
Piknie, panie Skupie. Po prostu piknie.
Obrciem si na ku. Pomimo tylu godzin snu… wci czuem si wyczerpany… No co za szalona doba… Praca, park, policja, KOM zrzdzi nad uchem… Nie Ada, ty musisz wyjecha na jakie wakacje. MUSISZ… KOMa zostaw, pakuj manatki i w Polsk idziesz.
Przekrciem si na bok… Plecy przypomniay o sobie…
Cholera, tyle do zrobienia… Dom posprzta… Co zje… A, jeszcze w KOMie co prawe koo piszczy… Musz to sprawdzi…
Ale najpierw: pole… Tak, pole… Bez mylenia o tym wszystkim… Dawno tak sobie nie leaem… I tak nie nie mylaem…
Jednak dziesi minut pniej i to mnie znudzio. Otworzyem oczy i spojrzaem na pokj. Z tej perspektywy baagan zdawa si by jeszcze wikszy. I jeszcze bardziej twrczy.
Ktem oka dostrzegem gazet smtnie zwisajc z nocnej szafki. Z wielkim wysikiem signem po ni. By to „Obiektyw Suski", lokalny periodyk… A tak, przypominam sobie, miaem w nim jeden artyku przeczyta, a tak mi…
…spojrzaem na dat wydania…
…a tak mi od listopada ubiegego roku schodzi… Piknie…
No, to moe teraz…
Zaczem wertowa wydawnictwo, szukajc artykuu, ktry mnie kiedy zaciekawi z okadki - co zwizanego z histori Jordanowa - a jak ju ustalilimy, do dzi nie miaem czasu go przeczyta…
W kocu na niego trafiem. Zeszo mi moe 5 minut na lekturze… i niestety troch si rozczarowaem. Ju od dawna o tym wiedziaem i nic nowego nie wnioso to do mojego ycia…
O, ciekawe.
Na ssiedniej stronie zaczyna si nowy materia, tym razem wywiad z nowym dyrektorem Babiogrskiego Parku Narodowego, znaczy nowym na listopad. Hmm, wczeniej mi si nie obio o uszy, e byy jakie wybory.
Z ciekawoci przeczytaem cay wywiad z Marcinem Prostym. Wanie on zosta dyrektorem, przedstawia te, jak widzi rozwj Parku, ale te i jego ochron… Hmmm, to ma teraz niezy zgryz… Ale nie, to adnie si zachowa, bo jeszcze pogratulowa swoim kontrkandydatom na to stanowisko, Witoldowi Mrocznemu i Markowi Stpniowi…
Zaraz, Stpie?
Wrciem do odpowiedniego ustpu… No tak… Marek Stpie… O, nawet jest na zdjciu… Jak gratuluje nowemu dyrektorowi… Ciekawe, ciekawe…
Przejrzaem wydawnictwo do koca, nic wicej mnie nie zainteresowao.
- I cyk, na kupk - rzuciem nim w kt, gdzie taki may stosik sobie rs.
Przecignem si. Byem ju nawet rozbudzony.
Dobra Ada. Wstajesz i do roboty! Kto to widzia o takiej porze lee, jeszcze ci oczy zgnij i co z tego bdzie?
Ju nawet w mylach si gani gosem KOMa, ech…

***


- Co robisz? - zapytaem si Poloneza, wchodzc do przestronnego garau, bdcego zarazem „punktem serwisowym” pojazdu oraz podrcznym laboratorium.
- Gdybym rzek, e planuj podbj wiata i eksterminacj ludzi poprzez wystp w Mam Talent, uwierzyby? - odpowiedzia pojazd, zgodnie ze swoim charakterkiem. - A ty co? Pewnie chcesz si za to koo moje zabra? No w kocu, ile mona!
- Jakby zgad - odpowiedziaem, biorc do rki skrzynk z narzdziami.
- A to mgby mnie jeszcze podrapa po dachu. Strasznie rdza swdzi… - powiedzia bagalnie KOM.
Westchnem.
Kucnem obok prawego, przedniego koa. Wtedy po garau roznis si dwik telefonu.
- KOM, daj na zestaw gonomwicy! - krzyknem, jednoczenie wkadajc gow pod pojazd i latark owietlajc podwozie… Hmm, na pierwszy rzut oka nie widz nic ciekawego.
- A ty mi gdzie do stringw zagldasz, we si Ada, moe najpierw jaka kolacja, nie wiem, wsplny wypad na wycigi konne i przehulanie twojej kasy… - ironicznie mrukn KOM. - Rozmowa na zestaw, jak chciae, ale fryt…
- ADAM! - przeraony gos Franka zaguszy paplanie KOMa. - ADAM!
Co si… Auuu… Prbujc szybko wycign gow spod KOMa, wyrnem czoem o podwozie.
- Franek, co si stao? - zapytaem, rozcierajc guza.
- AKA… AKA… - wykrztusi z siebie stranik.
- Co Aka?
- Porwali j… ADAM, ONI GRO, E J ZABIJ!!!
Serce zabio mi mocniej.
- Spokojnie… Zgosie to na policj? - zapytaem.
- Powiedzieli, e j zabij, jak to zrobi… - Franek by bardzo roztrzsiony.
- Typowe… - mruknem. - Stawiaj jakie warunki?
- Tak… e ja i ty… Mamy o dziesitej stawi si pod starym tartakiem… Bo inaczej… - gos mu zamar w krtani.
- Suchaj… Nie rb nic. Bd tam za p godziny! - krzyknem.
- Dobrze… Adam, popiesz si, prosz! - jkn.
Rozczy si.
- No, to tyle w kwestii naprawy koa… O drapaniu nie wspominajc - mrukn KOM.
Szybko przebraem ciuchy robocze na te bardziej wyjciowe (tak si skada, w garau miaem taki podrczny zestaw). Wskoczyem do Poloneza:
- Otwieraj drzwi, stary - mruknem.
Szlag, a mia by spokojny wieczr.

***


- I znowu tu jestemy - powiedziaem, patrzc si na odlege zabudowania starego tartaku.
- A czy oni… tam…? - zapyta mnie Franek, siedzcy obok.
Milczaem.
- KOM, czy swoj powinno - rozkazaem w kocu komputerowi.
Ten, o dziwo, bez zoliwego komentarza zacz skanowa budynek.
- On… Std… Moe…Tak… Dokadnie?… - Frankowi ju powanie dray donie.
- Moe nie tak, e kady pyek rozpozna, ale dla oglnej sytuacji to wystarcza… I co… - teraz zwrciem si do pojazdu. - Jak to wyglda?
- Chyba miae racj, wielki mistrzu: troje ludzi w budynku, w tym jedna skrpowana.
- Maj bro?
- Maj, maj… Takie tam pukawki… Nic specjalnego. Wida, e to nie s profesjonalici. Nawet nie obstawili wszystkich wej do budynku - odpowiedzia KOM.
Zamyliem… Mog to zaatwi od razu… Jeden wjazd… Nie, lepiej nie…
- KOM, dzwo po Koca… - zadecydowaem. - Bdziemy potrzebowa jego wsparcia
- ADAM!!! ONI J ZABIJ!!! - Franek rzuci si na mnie, chwytajc za poy kurtki. - ZABIJ!!! - a teraz lekko trzepn o fotel.
- Wiem, co przeywasz. Ale to jest sprawa dla policji - powiedziaem bardzo spokojnie.
- MASZ KOMa!!! NIC SI CI NIE STANIE!!! - w oczach Franka pojawi si ogie.
- Ale Ace moe.
Franek puci mnie.
- Nie… Jeste tchrzem - powiedzia cicho. - Wielkim tchrzem - nagle chwyci za klamk od swoich drzwi i zacz j mocno szarpa. - TO JA TAM PJD!!!
Drzwi jednak nie chciay si otworzy.
- Co jest… Co jest… - stranik by zaskoczony tym, co si dzieje.
- Stary, twoje ttno, twj oddech, twj pot oraz wzmoona aktywno stp ju dawno wskazyway, e chcesz wyskoczy i wpa na lini ognia tych porywaczy. Dlatego zablokowaem ci drzwi. Nie ma za co. Wspomnisz o tym swoim wnukom, jak ci kiedy taki jeden wspaniay i cudowny komputer…
- KOM, zamknij si. A teraz ty mnie posuchaj… - wskazaem palcem na pier Franka. - Moe bym i tam wjecha. Ale ryzyko jest za due…
- ALE WCZENIEJ DAE…
- Bo to wczeniej sam wywoae, wparowujc do rodka! Musiaem improwizowa! - teraz ja podniosem gos.
- Poza tym, obliczajc nasze szanse, to wejcie z zaskoczenia niesie za sob naprawd wysokie prawdopodobiestwo tego, e co si stanie Ace. W odrnieniu do szans Adasia na oenek, bo te ostatnio poleciay ju poniej zera, tak e delt wyliczaj nawet! - wtrci KOM. Pomimo nawizania do mojego ycia, byem mu wdziczny za to, e stan po mojej stronie.
- Sam widzisz - wskazaem na modulator KOMa. - A teraz czekamy na policj i robimy to z nimi, wedug planu!
Franek zacisn gniewnie usta i zapad si gbiej w fotel pasaera.

***


- To jeszcze raz… - Koniec, ja i szef antyterrorystw pochylalimy si nad popiesznie zrobionym planem akcji. - Pan wypuszcza swojego „partnera”… - komisarz wskaza na KOMa - …on zagaduje porywaczy, AT podchodzi z tytuu, szturmuje budynek, my za wchodzimy zaraz za nimi.
- Mhmh - pokiwaem gow. - Pan tu rzdzi i nie mam adnych uwag - dodaem, cakiem powanie.
Chyba tym poechtaem ego Koca, bo nagle jakby urs o kilka centymetrw.
- Wchodzimy - wyda rozkaz.
Opucilimy ciemnego, policyjnego vana. Wszyscy byli przygotowani (ju od dawna miaem na sobie kamizelk kuloodporn).
Na dworze noc zagocia na dobre. Zalewaa las tak, e nie moglimy nawet std dopatrzy tartaku.
Podszedem do KOMa.
- Dobra. Na mj znak podjedasz, wczasz syntezator gosu, udajesz mnie i Franka… Staraj si ich zagada jak najduej. Cay czas miej nas na sknerach - wyjaniem mu jego rol. Przy okazji sprawdziem zegarek. Mielimy jeszcze chwil do 22. - I przyciemnij szyby.
- Och, mam nadziej, e Akademia doceni moje starania i dostan w kocu tego Oskara czy tam innego Olafa! Ale si nie obrazisz, jak koniecznie bdziesz musia uy kilku sw na „ch” czy „k”?
Mogem si spodziewa tego pytania.
- Pamitaj, masz ich przekona, e to ja jestem, stawk jest ycie Aki - pogroziem mu palcem.
- Dobra, dobra, swoje wiem… - zamrucza KOM. Odpali silnik i cicho podjecha kilka metrw w przd, na dogodne miejsce do wjazdu.
- A ty… - teraz popatrzyem si na Franka. Sta obok vana i mia skwaszon min - …siedzisz tu i si nie ruszasz?
Stranik kiwn gow.
To mi wystarczyo. Ruszyem w kierunku Koca, ktry razem z maym odziaem czeka na mnie.
- Tylko j przyprowad… Ca - usyszaem za sob prob.
Uniosem kciuk do gry… Tak, przyprowadz j.
- Wchodzimy? - zapytaem komisarza, stajc przy nim.
- Wchodzimy - kiwn gow.
- Na pozycje - rozkaza szef AT.
I pomau, idc szerokim ukiem, zaczlimy okra tartak…

TYMCZASEM PRZY VANIE

- Psyyy… Psyyy… Franek…
- Zaraz… Co ty tutaj robisz?
- Wiem, e nie pora… Ale to wane…
- Stary… Tu chodzi o ycie…
- Mamy go…
- Kogo?
- Truciciela…
- Przecie to by Buc…
- To nie Buc!… Truciciel znw uderzy. Ale go z chopakami zapaem… Na Krowiarkach go mamy…
- To zgo to poli…
- NIE! Musisz. Zaskoczy ci, kto to…
- NIE MAM CZASU!
- Chopie… To dyrektor parku…
- Co?!… Prosty?!
- Widzisz… Chod, musimy dowiedzie si, dlaczego to robi.
- Ale… ale…
- Zadzwonimy za chwil do tego Adama… Na pewno j uratuj… Przecie i ciebie…
- Dobra… Ale…
- No, chod… Chod… Bo nam zwieje…


***


Stanlimy przy tylnej cianie tartaku. Jak na razie nikt nie spostrzeg naszej obecnoci.
- KOM. Wchod - wydaem polecenie do zegarka.
- Kolega da rad? - cicho mrukn Koniec.
- Inaczej bym mu tego nie powierzy.
- Jestemy, jak kazalicie! - nagle mj gos, mocno zwielokrotniony, rozleg si po okolicy.
- Adam, porywacze zbliyli si do okna… O, i nawet reflektor maj… I chyba bd gada… O heh, to dzieciaczki Buca, jak milusio! - tymczasem KOM nakreli mi sytuacj.
- Na trzy wchodzimy - szef ATekw da zna. Jego ludzie otoczyli wejcie.
- Raz, dwa…
Huk strzaw przerwa odliczanie,
- KOM! - krzyknem do zegarka.
- Spoko… Si tylko dziewczyna uniosa… I troch mnie popiecia kaaszem… O tak, jeszcze prosz!
Uniosem kciuk, e „ok”. Mina Koca bya co najmniej oburzona.
- Trzy - powiedzia szef. AT ruszyo na podbj obiektu. My za podalimy tu za nimi…
Od wczoraj niewiele si tu zmienio… Ten sam smrd… Ta sama ruina… Teraz schodkami na gr… Cicho, jak najciszej.
Huk wystrzau.
- Ostra ta maa - poinformowa mnie KOM.
Zbliylimy si do pokoju, z ktrego wybiegaa wska smuga wiata.
- …za mojego Poloneza - z pola znw usyszaem swj gos…
Ach ten KOM…
Jeden z AT zajrza do rodka za pomoc kamery na teleskopie, po czym przekaza:
- Porwana przy cianie, cele przy oknach.
- Okry porwan, potem atakowa - szef wyda polecenia. - Niech przyjaciel kontynuuje – a to byo do mnie.
- KOM, kontynuuj - szepnem komputerowi. Ten jednak bez mojej zachty nawija…
No ma talent…
Szef AT unis do do gry. Odliczy od piciu w d i…
Antyterroryci po cichu weszli. Paplanie KOMa dodatkowo zaguszao ich kroki. Otoczyli Ak…
Kciuk w grze… Mona zatrzymywa!
- POLICJA!!! RCE DO GRY!!! - reszta AT ruszya na dwjk stojc w oknie.
- KURWA! - krzykna moda blondynka, o dosy brzydkiej twarzy i ju chciaa otworzy ogie, ale policjanci ju j i jej towarzysza kadli na pododze.
Aka, otoczona przez antyterrorystw, leaa na ziemi nieprzytomna.
- yje - krzyknem, przykadajc jej palec do szyi…
Nawet nie wiecie, jaki kamie spad mi z serca…

***


Zielony Polonez z kopyta ruszy po kamienistej, lenej drodze. Zatrzyma si dopiero pod starym tartakiem:
- Jestemy, jak kazalicie! - z jego wntrza rozleg si mski gos.
Cisza…
Cisza…
Nagle z grnego okna bysno mocne wiato reflektora. Owietlio pojazd.
- Wyacie! - z gry kto krzykn mocno przepitym gosem.
- Jak mamy pewno, e nas nie zastrzelicie?!
- Skupie, milcz skurwielu… - rykn kobiecy gos i z gry, niespodziewanie, na przd pojazdu sypn si grad kul.
- Nie rbcie jej nic! - teraz z Poloneza wydoby si roztrzsiony gos modego mczyzny.
- Kurwa, to nie trza byo ojca nam zamyka! - zawy facet.
- I tak si z tego nie wygrzebiecie. Ju siedzicie! - warkn kierowca.
- Kurwa, a my ci rozwalimy! - i znw ostrza.
- Siostra… Kurwa… Kule si od tego auta odbijaj…
- Wypuszczacie j? - znw krzykn kierowca. - Bo jak tam wpadn, to nie rcz za mojego Poloneza, to naprawd wcieka bestia!
Porywacze ryknli pijackim miechem.
- Prosz… Prosz… - jczaa bardzo gono druga osoba z pojazdu - Mam tylko j. Prosz… Nie Adam… Zostaw… Uwolnijcie j… Ja si oddam, ale j zostawcie… PROSZ… PROSZ!!!… ONA JEST DLA MNIE… ADAM, ZOSTAW MNIE…
- Franek, to ja gadam z nimi! - kierowca wci si w jczenie Franka.
- Kurwa, to si zdecydujcie! - rykn wkurzony chopak. Dziewczyna cisna w Poloneza butelk po wdce.
- PROSZ… PROSZ… PROSZ… JA… J… PROSZ… NIE ZABIJAJCIE… - i gos si bardzo gono rozpaka.
- Ha… co jest! - nagle rykna dziewczyna, po czym znikna z okna. Jej partner rwnie.
- Trza byo mnie sucha, sonka - mrukn KOM, ju swoim gosem i jak zwyczaj kae, ironicznie zamruga swoim skanerem…

- Franka to za dramatycznie zrobie, Akademia tego nie kupi - mruknem, kiedy KOM skoczy odtwarza nagranie z wjazdu pod tartak.
- Ale to znaczy, e ciebie perfekcyjnie zrobiem, super, to mog ju ci usuwa ze swojego ycia i zaj twoje miejsce, juhuu! - KOM wydawa si za bardzo szczliwy.
Pokrciem gow.
Wysiadem z Poloneza i stanem koo Koca.
- Dzieci Buca… Nieze zika - mruknem, widzc jak odjeda radiowz z nimi.
- Chcieli si za ojca zemci… A teraz do niego docz. Co za rodzinka.
- To ja bym jeszcze profilaktycznie zgarn mamusi, dziadkw, i dla bezpieczestwa, wujka Romana z Mikoajek - z tyu rzuci KOM.
I nie uwierzycie, ale… Koniec si zamia. Chyba bardzo, bardzo szczerze. Zaraz jednak wrci do powanej miny:
- Bd si zbiera… A pana widz wkrtce na komendzie. Musi…
- …zoy zeznania, wiem - dokoczyem za niego.
- No, to chyba jasne - komisarz odszed kilka metrw, ale zatrzyma si i spojrza na mnie. - Musz przyzna, le pana oceniaem…
- Spoko, ja si tym tak nie przejmowaem…
Koniec skin gow.
- Tylko niech pan jednak czciej z nami dziaa - doda Koniec, po czym ju na dobre odszed.
A czy ja zawsze dziaam przeciwko nim czy jak…
Ech…
W tym samym momencie z tartaku wyniesiono Ak na noszach.
- Jak z ni? - zapytaem lekarza.
- Jest osabiona, nie stwierdzilimy innych powanych obrae… A pan z rodziny? - doda, nieco podejrzliwie.
- Nie, ale tu gdzie powinien by jej m - teraz zdaem sobie spraw, e od koca akcji nie widziaem nigdzie Franka. - Gdzie j bierzecie?
- Do Suchej - odpowiedzia lekarz i poszed do karetki.
Rozgldnem si za Frankiem… Tego nadal nie widziaem…
- KOM, gdzie jest Franek? - zapytaem pojazdu.
- Wanie Ada… Bo zaraz po tym jak poszede sobie na akcj, to przyszed Stpie, wiesz, ten wsal i zabra Franka na Krowiarki - wyjani KOM.
- Na Krowiarki? - zdziwiem si. - Po co?
- Twierdzi, e zapali truciciela na gorcym uczynku i…
- KOM, to Buc by trucicielem… Wszystkie dowody wiadcz, e to on - przerwaem komputerowi.
- Stpie twierdzi, e to dyrektor parku - cicho oznajmi KOM. – I e chc sami z nim, bez policji, wyjani spraw…
Hmm, co mi tu nie gra.
- Dobra, jedziemy tam… - zadecydowaem. Wskoczyem do wozu i odjechalimy.

***


- Jak sytuacja? - zapytaem KOMa, gdy bylimy jakie 200 metrw od przeczy.
- Na polanie stoi maa ciarwka. Posiada dobudowany zbiornik… W strwce wykrywam dwch goci - odpowiedzia komputer i dodatkowo wywietli waciwy rysunek na ekranie.
Depnem po hamulcach. Pojazd zatrzyma si z piskiem opon.
- Tak, wiem e mam wietne klocki, ale dlaczego akurat teraz to chciae sprawdzi? - zapyta KOM.
- Tu nic nie gra… Na hali jest jeden samochd… Jeeli Stpie i Franek by tam byli, to byaby take terenwka parku… I ta cysterna, bo przecie zapali truciciela… A poza tym, to ich powinno tam by co najmniej trzech: Franek, Stpie i dyrektor - spod kierownicy wycignem bro. - A jest tylko dwch…
- Czyli co teraz robimy, o wielki detektywie herbu zielony Polonez, gdzie si pchasz na trzeciego?
- Na razie tylko ja. Ty stj tu, ja id pod domek… Moe przez okno zobacz, co si dzieje w rodku - otworzyem drzwi. - KOM, skanery w pogotowiu… - dodaem, wyskakujc na pole. Owia mnie chd nocy oraz mocny zapach lasu. Przebiegem przed Polonezem, wskoczyem w krzaki i przedzierajc si przez nie, pobiegem w kierunku domku.
Byem tam po minucie. Bezszelestnie zbliyem si do jednego z okienek budy, z ktrego sczyo si mocne wiato. Delikatnie kuknem przez nie. W rodku byo dwch okolicznych pijaczkw, sczcych brunatny nap…
- ROZJEBI!!! - nagle zza plecw usyszaem przepity ryk. Z wycignitym pistoletem odwrciem si, stajc luf w nos z dubeltwk, trzyman przez kolejnego menela.
- Stary, jeste tak pijany, e w mamuta by nie trafi - rzekem szybko, cay czas nie puszczajc go z muszki.
- KURWA!!! - ponownie rykn gos… Tak, tylko na to czekaem… Palec naciska na spust… NA ZIEMI… Padem na drobny wirek. Sekund pniej guchy huk wystrzau i tuczonego szka roznis si po okolicy.
Wykorzystujc dezorientacj strzelca, rzuciem si do ucieczki. Jednak jego koledzy nie byli tak pijani, jak podejrzewaem. Jak tylko wybiegem na plac przed szop, oni ju stali na jej werandzie. I te mieli ze sob strzelby.
- GI! - rykn jeden i wystrzeli. W ostatniej chwili padem za drewnian awk. Kule wbiy si w jej blat…
UP!
Drugi strza… O wiele bliej mojej gowy… Kontratak!…
UP!
Mj strza utkwi w jednej ze cian budynku…
UP! …UP!…
Ta awka nie bdzie si nadawa do uytku… Jeszcze chwila i ja te…
- KOM! - krzyknem do zegarka, jednoczenie przeskakujc za kolejn awk. - DAJESZ!
- A ju miaem si obrazi, focha strzeli i do domu wraca, e mnie na imprez nie zaprosie… - z dezaprobat wyrazi si Poldek.
UP… UP…
Kiedy im si naboje skocz…
Ale jakbym wskoczy do tego lasku… W te ciemnoci… A macie… Kocz mi si naboje… KOM, szybciej… A macie…
UUUUPPPP!
Teraz to nie by aden strza, tylko KOM taranujcy drewniane ogrodzenie. Dla odmiany, dodatkowo odtwarza „Conquest of paradise” Vangelis…
On si nigdy nie zmieni…
- GI! - nagle usyszaem za sob glos menela, ktrego wykiwaem za domkiem. Chwil pniej nad moj gow buchn strumie jakiej substancji…
CHOLERA, KWAS!…
CHOLERA, JEST CORAZ…
W tym momencie KOM zajecha od drugiej strony awki. Oprysk zatrzyma si.
Zerwaem si na rwne nogi: jeden menel trzyma w rku w, z ktrego wylewaa si zawarto cysterny. Pozostaych dwch patrzyo na t scen z zaciekawieniem, przy okazji co popijajc z butelek.
- Aj, aj, aj… - mrucza mj kompan, oblewany kwasem (jednak nie spywa on bezporednio po karoserii, tylko po tarczy elektro-magnetycznej, okalajcej KOMa w pewnej odlegoci). - Kpiel w kwasku… Uwielbiam… Ale co za duo, to nie zdrowo… - zamruga kilka razy skanerem. Pompa stana.
Menela zatkao.
- Co jest… - stkn, widzc, e nic nie leci.
- Rce do gry! - ryknem, wychodzc zza KOM-a.
PIF!
Ktry z jego kolegw strzeli do mnie… Tarcza pojazdu odbia kul.
- SPIERDALAMY! - rykn ten, co do mnie wali, po czym zadziwiajco szybko zmyli si z koleg. Ja tymczasem mierzyem z pistoletu w tego, ktry pozosta.
- GDZIE JEST FRANEK I STPIE?! - krzyknem.
Ten nic…
- GDZIE S?! - powtrzyem.
Nic…
PIF… Mj strza otar si o metalowy bok cysterny…
- Nastpnym razem j przestrzel… I uwierz mi, ale kpiel w tym kwasie nie bdzie niczym miym - powiedziaem cicho, ale dobitnie.
Menel przekn lin.
- Pojechali… do… schroniska… - wyduka z siebie.
- No, jaki jeste wylewny, jak ci kwasem postraszy… KOM, w siat go i wzywaj policj… - rozkazaem, nadal celujc w gocia. Samochd szybko stan przodem do menela i ten ju po chwili lea pod cik, metalow siatk. Za ja i KOM wjedalimy na wyboist drog, prowadzc na Markowe Szczawiny.
- Zawieszenie terenowe - rozkazaem. Polonez unis si do gry. Dziki temu moglimy z du prdkoci jecha po kamienistym i penym wskich zakrtw trakcie.
- Adam, prawdopodobnie ten sam pickup, ktra uciek ze starego tartaku, za 6 minut dojedzie do schroniska - KOM przedstawi wizualizacj na mapie.
- Co ten dyrektor kombinuje - mruknem.
- Nie wiem, moe mu si pomylio i myli, e szefuje parkowi rozrywki dla mordercw, czy co w ten dese - Polonez „bysn” zot myl… tak jak bysna w oddali przebiegajca przez drog sarna.
Nawet przy caej konstrukcji KOMa nie chciabym si z ni zderzy, oj nie…
Z maksymaln, jak na te warunki, prdkoci zasuwalimy drog. Na szczcie nie byo na niej adnych innych przeszkd czy zwierzt, wic z czystym sumieniem przemierzalimy las.
Po 4 minutach bylimy na 300 metrw przed schroniskiem. wiata samochodowych lamp wiadczyy, e pickup jest ju na placyku przed obiektem.
- KOM, sytuacja?
- W terenwce dwie osoby, na pace kilka beczek z kwasem - modulator zapulsowa nad kierownic. Podskoczyo mi cinienie… Dwie osoby… To znaczy, e ktry moe ju nie yje…
- Ada, jaka osoba wysiada z auta na zewntrz… Co zamierzasz i dlaczego mi si to nie spodoba?
Nie chciaem wchodzi tam z impetem, a jednoczenie nie miaem jak podejrze sytuacji, bo sondy jeszcze nie odbudowaem. Chyba e…
- Dajesz holoflar, te ma kamery - wcisnem odpowiedni guzik.
- Ale wiesz, e noktowizor w niej to taki kalkulator, wic o HD nie ma mowy, o 4K nie wspominajc - zauway KOM.
- Starczy… - mruknem. Spod KOMa wyleciaa maa srebrna kulka. W normalnych warunkach suya do wygenerowania holograficznego obrazu, na przykad Poloneza, by mc zgubi pocig. Teraz podleciaa w stron polany, na jej skraj. Relacj ogldaem na jednym z ekranw.
Racja, HD to ten obraz nie jest…
Dziesi sekund pniej holoflara wisiaa koo pickupa… Kurcz, nie mog rozpozna tego gocia, co si uwija wok beczek… Ale bro ma w rce… Otwiera drzwi… Kogo wyciga z pojazdu… Ta osoba jest skuta… TAK! TO FRANEK… yje… Na cae szczcie…
Ale jeli to on, to znaczy, e Stpie
- Ty skurwysynie! - mj tok mylowy przerwa gniewny okrzyk Franka lecego na ziemi.
- Zamknij si! - posta z broni podesza do niego i kopna w brzuch. Mody stranik zwin si z blu…
Zaraz… Ten gos…
- Po… co… to robisz… - wystka Franek. - PO CO DRANIU!?
- PO CO?! - agresor znw kopn modzika. - TO JEST ZEMSTA… SUSZNA ZEMTSA… POWIECIEM TEMU GWNU CAE YCIE… TO JA MIAEM BY TU DYREKTOREM… DO RODKA, BO ZABIJ! - zawy, kiedy w drzwiach pojawili si zaniepokojeni ludzie ze schroniska. - TO JA MIAEM TU RZDZI… - wrci do Franka - ALE WOLELICIE TEGO DEBILA, TEGO WOKA… ALE JA SI ZEMSZCZ… ZNISZCZ TO GWNO… ZNISZCZ… - osoba zacza co niezrozumiale bekota.
Dla mnie to ju nie bya anonimowa posta…
- Stpie… - wykrztusiem z siebie.
- Wiedziaem, wiedziaem e on by zawsze podejrzany, niby taki lepy, niby e okularnik, ale Zofi to by pierwszy zaciuka, eby tylko telefon odebra… - pomimo sytuacji, doceniem w mylach komowe nawizanie do „13. posterunku”. Jednak na gos rzekem:
- To on jest trucicielem… I jak to sprytnie wymyli: najbardziej poszkodowany…
- Ada, co mwi… - przerwa mi KOM.
- …zrobisz… ze mn? - stka Franek.
- To wok to gwno, ale siedzie za to nie pjd - odpowiedzia spokojnie Stpie. - Ale i tak dostarcz im prawdziwego truciciela… Ciebie, Franek… nieszczliwie oblanego kwasem przy kolejnej prbie zamachu, ze skutkiem miertelnym… Ale ten twj Skupie bdzie mia min. Jak go jeszcze moi ludzie z kwasem nie rozpucili… Ju nie uciekniesz… Tak jak w lesie… To ja wtedy na ciebie jechaem… Ale mi ucieke… Moge widzie twarz… Musisz zgin… - nieskadnie bekota Stpie.
- Ech ten motyw zdradzania planu przez gwnego zola, to ju si robi naprawd nudne - westchn KOM.
Wrzuciem wsteczny, cofnem pojazd.
- Wchodzimy - ustawiem Poloneza nieco pod ktem do drogi.
- Ada, co ty planujesz? - KOM by zaniepokojony.
- Wej tam z impetem! - ryknem, wciskajc gaz do dechy. KOM ruszy z kopyta, prosto na zarola, ktre rosy przy zakrcie, a przez ktre byo najbliej na polank.
- No i znowu bdziemy lata. Normalnie jak Maysz, ale czy ja si doczekam znaczkw ze sob, albo mocno pikselowej gry, no czy ja si doczekam, nie, bo po co… - burkn komputer.
Dziesi metrw… Dziewi… Osiem… Siedem… TERAZ!
Wcisnem guzik z napisem SKOCZEK. Przd KOMa unis si wysoko w powietrze, nad krzakami. Z zawrotn prdkoci przelecielimy nad rolinami, jednoczenie wlatujc na polan. Ale na tym nie skoczylimy. Sia wybycia wystarczya rwnie na przelot nad pickupem oraz Frankiem i Stpniem.
- I telemark. Ale czy kto da mi za to 20, albo chocia 19,5 no da kto? Nie da! No niesprawiedliwe!!! - narzeka KOM.
Nie zwaaem na jego paplanin. Szybko wykrciem kko na placyku przed schroniskiem, stajc na wprost porywacza i porwanego… ktry to, wykorzystujc osupienie Stpnia skokiem KOMa, czmycha w las ile si w nogach!
Brawo Franek… No, to teraz panie Marku, pana kolej…
PIF…
Strza z pistoletu odbi si od karoserii Poloneza.
- KOM, siateczka - rozkazaem.
- Ada, chyba si… - PIF - …wyrzutnia zacia - na ekranie wyskoczya informacja o awarii.
- Piknie - warknem.
- ADAM, STPIE! - krzykn komputer. Podniosem gow do gry, widzc jak typ wyskakuje Z PDZCEGO PICKUPA, JADCEGO WPROST NA STROME ZBOCZE… Cholera, szybki jest…
- Adam, jak wz tam wpadnie, to kwas moe zaatwi due poacie lasu, do tego ze dwa rdeka!… Nie mwic ju o skaeniu gleby - krzykn KOM.
Zacisnem usta… MAM!
Wcisnem gaz do dechy… Tak, to jedyne wyjcie…
- Adam, zgodnie z obliczeniami nie zdymy przeci drogi!
- TARCZA NA 500%… - rozkazaem, przypieszajc - I „Rycerz 4589”… - dodaem. Na jednym z ekranw pojawi si napis: SYSTEM OCHRONY YCIA KIEROWCY DEZAKTYWOWANY.
Wz ju przy zboczu…
- Adam, co ty wyprawiasz! - rykn KOM.
Wcisnem SKOCZKA. KOM unis si w powietrze… wprost na pie rosncego przy krawdzi lasu drzewa!
- Ale na kamikadze to ja si nie pisaem… - rzuci kliwie komputer.
UUUUUUUPPPPPP…
Z caej siy przycedzilimy w drzewo. To, pod wpywem uderzenia KOMa zwalio si, przygniatajc dach pickupa, tu przed krawdzi…
Mn rzucio mocno do przodu… Pasy wpiy si w ciao… Bl… Iskry spod kierownicy… Uderzenie gow w…



Franek przystan i obejrza si na polan przed schroniskiem… Pickup Stpnia rusza w kierunku spadu… Truciciel wyskakuje z niego… KOM te rusza… Zaraz, co on zamierza… Czemu…
Polonez wznis si w powietrze i waln w drzewo. To z hukiem zwalio si, wprost na dach samochodu Stpnia… Terenwka z totalnie zniszczon kabin, zatrzymaa si… Za KOM…
KOMem zaraz po tym uderzeniu obrcio w powietrzu i zrzucio w przepa… Serce skoczyo Frankowi do garda… Natychmiast zawrci…

…………jakie mroczki… miaem… ju… Cholera, boli mnie wszystko… KOM stan… Tu przed jakim innym pniem… Cholera, ile komunikatw o awarii systemu… Okulary… Pknite… Gowa… Auuu… auuu…
- KOM… - wychrypiaem, prbujc podnie gow do gry. - KOM…
Modulator milcza.
- KOM… - powtrzyem.
Nic…
- Stary… Prosz… Nie…
- …odchod, wiem, wiem… Ada, na drug stron mi si nie pieszy, wiesz… Tu jest lepiej: panienki, internet, dogryzanie tobie… Auu… - wyda z siebie jaki dziwny odgos. - No i po czujniku cinienia w lewym kole…
- Naprawimy… To… - poklepaem go po kierownicy… auuu… jak mnie wszystko…
- Stary, co ci do ba przyszo, eby skaka na to drzewo… - KOM warkn. - Naprawd… Jeszcze w te krzaczory…
- ADAM! - nagle, przy rozwalonej szybie od strony pasaera, wyrosa gowa Franka. Wida byo, e jest przeraony. - YJESZ?! - rykn, szarpic za klamk. Jednak drzwi byy zablokowane.
- Prawie jak… - stknem. - Ty… cay…?
- Tak… Tak… - Franek spojrza na mnie z przeraeniem - Adam, moe wezwa…
- Co jak co, ale pogotowie jeszcze dam rad wezwa… - wtrci si KOM. - Telefonu, a tym bardziej modemu, mi ten skok jak z jakiego akcyjniaka z lat 80. nie uszkodzi…
- Stp… uciek… nie - nagle zdaem sobie spraw, e jeszcze tamtego trzeba zapa… auuu……… Ada, teraz chyba sam przyznasz, e raczej ten skok nie by mdry…
- Nie ucieknie… Jak wyskoczy z auta i zaliczy gleb, to straci przytomno - odpowiedzia Franek.
- Ada… Pogotowie ju w drodze… - z sufitu sypny si kolejne iskry. - No i po kamerce na dachu… - burkn KOM. - A tak j lubiem, ech.
- Naprawimy, naprawimy… KOM - szepnem.
I znw straciem przytom

***


Lipcowe soce mocno przygrzewao na Krowiarkach. Siedziaem na jednej z aweczek, z konierzem usztywniajcym na szyi. Co prawda nic mi si nie stao, nie miaem nic skrconego, ale lekarz uzna, e lepiej, gdybym co takiego sobie ponosi przez kilka dni. Tak dla pewnoci.
Ale z drugiej strony fajnie… Spokj, cisza… I w pewnym sensie… jestem na urlopie…
W kocu…
- Ada… Kiedy std znikamy? Bo nie ukrywam, e to robi mi naprawd zy PR, no… - odezwa si KOM. Sta na tej lawecie. Dopiero godzin temu wydobyto go z krzakw na zboczu… Niestety, by na tyle uszkodzony, e nie mg w ogle jedzi… Skaka… Skanowa terenu… Ale gada tak…
Zych funkcji diabli nie bior.
- KOM, potraktuj to jako urlop… Jako wczasy zdrowotne… Wcigaj karoseri witamin D, przeczyszczaj toki wieym powietrzem - pomimo obolaego ciaa, miaem wietny humor. Ot, wpyw natury.
- Stary, na razie jestem tak po ludzku chory… 39% systemw wymaga naprawy… I jeszcze to takie kompromitujce… e bd do Jordanowa… na lawecie… jak jaki grat z NRD sprowadzany… - KOM by w coraz gorszym nastroju.
- Witamy panw - nagle za moimi plecami rozleg si gos Franka. Chwil pniej stranik, wraz z Ak, stanli przede mn.
- I co… Stpie si przyzna? - zapytaem, mruc oczy przed socem.
- Nie mia wyjcia… Jeszcze go „koledzy” od kwasu pogryli - Franek obj swoj on. Pomimo tego, e wczoraj tyle przeszli, wygldali na penych si.
Moe dlatego, e byli po prostu szczliwi?
- To super - sprbowaem pokiwa gow. Konierz mnie przyblokowa. - Oglnie przepraszam za to drzewo… Wiem, park… Ale tylko w ten sposb mogem zatrzyma…
- Adam, spokojnie. Przecie jak by ten kwas spad w t przepa, byyby tam wiksze szkody ni tylko jedno powalone drzewo - Franek poklepa mnie po ramieniu. Cicho syknem z blu. - Ale to uderzenie… Do tej pory nie wiem, jak je przetrwalicie…
- Franek, ja jednym koem jestem na zomowisku… Ba, ju nawet na karawan mnie wpakowali… - zabiadoli KOM.
- Przesta - warknem.
- KOM, jeste bohaterem… Park uratowae - Aka, ktra podesza do lawety, sprbowaa jako pocieszy Poloneza. A przy okazji pogaskaa go drzwiach.
- Taa… I jeszcze okoo 60% wiata, jakby sumowa to, co Ada ze mn i we mnie wyprawia - nawet nie wiedziaem, e on mia takie statystyki.
- Ale tylko tu dostaniecie medal - wypali Franek. - Dyrektor, zaraz jak tylko zosta ocucony po mojej opowieci, zadecydowa o medalu dla was. I… - tu stranik zaszura nog, jednoczenie czerwienic si - …awansie dla mnie… Na starszego stranika…
- Gratulacje stary! - krzyknem.
- Brawo - burkn KOM, ale za to puci dugie oklaski ze swego syntezatora. Ktre niestety, przez fakt jego uszkodzenia, zabrzmiay troch… kolawo.
No ale przynajmniej byy szczere, to najwaniejsze.
Tymczasem Franek zrobi si czerwony jak burak.
- Zawsze mwiam, e daleko zajdziesz - Aka jeszcze mocniej go obja.
- Bez ciebie bym tego nie osign… - odpowiedzia jej Franek. Po czym, zupenie nie zwracajc na nas uwagi, tak przytuleni, odeszli gdzie na bok.
Przez chwil ich obserwowaem…
- Bohaterze - nagle KOM zabrzcza mi nad uchem. - Ratujcy gry…
- Stary, wiem do czego zmierzasz… Zaraz pewnie nazwiesz mnie „samochodobjc”.
- Nie… - KOM, po tym tonie wiem, e ci rozgryzem. - Mam piosenk o tobie…
- „Ej Janicku, kaj e jest” Golcw… Stary, ojca chcesz uczy, jak si dzieci robi…
- A ty najwicej narobi - odci si obraony komputer.
- KOM, spokojnie… Ale jak chcesz, to odpalaj utwr… Z przyjemnoci posucham piosenki - powiedziaem, przymykajc oczy i pozwalajc, by soce ogrzao moj twarz.
KOM tymczasem odpali piosen…
Jednak nie, bo zamiast niej wczy dugie i przecig… pierdnicie. Ktre jeszcze dziwniej wyszo przez uszkodzony gonik.
Nie, nie jest z nim le, absolutnie nie jest z nim le.




W ROLACH GWNYCH

Adam Skupie
KOM 5000
Franciszek Koodziejczyk


ZE SPECJALNYM UDZIAEM

Babiej Gry

SCENARIUSZ I REYSERIA

Niejaki Skryba

GRAFIKI

Astrotrain
Rider
NR Entertainment


SPECJALNE PODZIKOWANIA

Pikowi za udostpnienie miejsca na serwerze
eNeRowi za konsultacje



TYLKO W SERWISIE




PRODUKCJA

2008/2021/2022





Spoiler:




***


Wicej o Naszym Riderze: www.knight-rider.pl/naszrider


Nasz Rider na Facebooku!


 
Dodana opublikowania: 02-11-2022 19:56
Doda: TS89 Komentarze (0) Brak ocen


. . Copyright (C) 2004 - 2023 by Pik
Regulamin   Kontakt