EPILOG DO " KARR – ZANIM POJAWILI SIĘ KITT I MICHAEL"
1982, SIEDZIBA KNIGHT INDUSTRIES
Wilton Knight otworzył drzwi KARR-a. W aucie, jak i na zewnątrz, panował półmrok.
- Wilton, na pewno wiesz, co robisz? - wysoki mężczyzna, oparty o dach Pontiaca, popatrzył przenikliwie na milionera.
- Wiem. - odrzekł starzec. Oparł swoją laskę obok drzwi czarnego wozu, sam zaś usiadł na siedzeniu kierowcy. Następnie schylił się pod kierownicę, wziął do ręki dwa końce kabla, zakończenie wtyczką i gniazdem i zetknął je ze sobą. W tym momencie jeden z monitorów aktywował się.
"START: Y/N?"
- Wilton, on może znów zacząć… Nie dość ci było tego, co się stało?! Śmierci Danny'ego?! Kalectwa Bruce`a?!
Wilton wybrał Y.
"SYSTEM LOANDING…"
- Wilton, jeszcze można się z tego wyco…
- Sam mi mówiłeś, że do okna rozruchu można z nim robić, co się chce. - cicho przerwał szef Knight Industries.
- Ale nie teraz… Nie kiedy zyskał samoświadomość… On może w każdym…
"ACTIVATE MAIN PROCESOR…"
"ENTER TO MAIN PROGRAM…"
Wilton kursorem zjechał na to drugie. Wciśnięciem ENTER aktywował kod źródłowy KARR-a.
- Nie możemy zmienić już jego osobowości. Więc chociaż zrobimy tyle. - Wilton wyprostował się w fotelu, poczym zaczął wprowadzać z klawiatury następujący tekst:
"IF> ALFA DELTA 227529>DESTROYED
TO>ALFA DELTA 227528>START SELF-DESTRUCTION"
Mocne wciśnięcie przycisku enter zakończyło procedurę zmiany programu.
- KITT-owi już wprowadziłeś? - zapytał Wilton, wyłączając po kolej systemy pojazdu.
- Tak, wprowadziłem. Tylko nadal nie wiem, po co…
- Tego nawet ja sam nie wiem, Charles… - tajemniczo, ale z nutą melancholii, odrzekł starzec.
KNIGHT RIDER
"TRUE FACE OF THE KNIGHT"
PART II
1986, SEMI, GDZIEŚ NA ULICACH SAN FRANCISCO
Tak źle nie było dawno.
Bonnie podniosła głowę znad stolika zawalonego rożnego rodzaju elektroniką. Od pół godziny próbowała przebić się przez gąszcz splątanych kabli i pourywanych fragmentów blachy, aby dostać się do procesora. Jednak MBS dobrze chroniło swoją zawartość.
Kobieta wstała od stolika. Zarzuciła do tyłu swoje długie, kasztanowe włosy i starła brud, który osiadł na jej zielonym uniformie. Następnie ruszyła do wyjścia. Jednocześnie lekko się zachwiała.
- Pewnie znów wjechaliśmy w zakręt. - pomyślała, wychodząc z małego kantorka na tyłach fundacyjnej ciężarówki, wprost do jej głównej części - "garażu", przeznaczonego do obsługi KITT-a.
Teraz jednak zamiast cudnego Pontiaca Trans Am 82 stała tam bezkształtna kupa metalu, do której tu i ówdzie były przyczepione jakieś świetliste przewody.
- KITT, co oni z tobą zrobili. - pomyślała Bonnie, broniąc się przed uronieniem kilku łez.
Doprawdy, tak źle nie było nigdy.
A zaczęło się tak niewinnie: Devon dostał telefon z prośbą o pomoc (gang samochodowy na przedmieściach San Francisco), Michael z uśmiechem przyjął zadanie, a KITT był zadowolony, bo mógł pościgać tych, co wyrządzają zło samochodom. Wszystko szło zgodnie z planem, Michael już miał wsadzić do więzienia zbirów, gdy stało się to…
Bonnie ukryła twarz w dłoniach. To było gorsze niż to zniszczenie sprzed roku. A na dodatek była na miejscu i widziała jak krok po kroku…
Michael pojechał na umówione spotkanie z informatorem. Ona i Devon zostali w SEMI, stojącej na przeciw placu, gdzie to się miało odbyć. Obserwowali wszystko z kamer pokładowych KITT-a.
Chwilę po tym, jak na plac wjechał Pontiac, zjawił się tam dziwny pojazd, ni to ciężarówka, ni to walec. Najpierw strzelił do KITT-a dwom rakietami, uszkadzając jego tylną oś. Następnie zaczął taranować czarny wóz tworząc z niego kupę bezużytecznego metalu. Lecz co to musiała być za siła, która zdołała ramie udoskonalonej o MBS oderwać dach? Do tej pory, a od zajścia minęły dwa dni, nie mogła znaleźć logicznego wyjaśnienia czym był ten owy pojazd, który jak szybko się pojawił, tak znikł, nie pozostawiając żadnych śladów swojej obecności…
Bonnie odsłoniła twarz. Już nie mogła walczyć z tym płaczem…
- Ale nie jest aż tak źle… - pocieszała się - Michael jakimś cudem przeżył… I wylądował tylko w stanie krytycznym w szpitalu… Tylko z 20% szansami na przeżycie… Zaś KITT jest niesprawny tylko w 96% procentach… A szansa, że jak wyciągnę procesor z tej sterty metalu, to on będzie działał, wynosi tylko…
W tym momencie przestała. Nie była mistrzynią przewidywania… Od tego dobry był KITT…
- Bonnie, jest KITT! - nagle krzyknęła, jakby chciała samą siebie przekonać, że może być inaczej. Oddychała ciężko. Bardzo ciężko - JEST!… JEST!… JEST! - krzyczała, jednocześnie waląc pięścią w jedną ze ścian SEMI. A robiła to tak mocno, że obrazek przedstawiający plan TURBO BOOST-a spadł na ziemię i roztłukł się.
Ręka Bonnie zatrzymała się w powietrzu. Kobieta nadal ciężko oddychała.
Nagle jakby wstąpiła w nią nowa siła. Zerwała się z miejsca, pobiegła do kantorka i tam dalej siłowała się z zmiętymi fragmentami KITT-a…
***
Kierowca zatrzymał SEMI gdzieś na poboczu. Jechał już wymaganą liczbę godzin i teraz udał się na zasłużony spoczynek.
W tym samym czasie Bonnie nadal siedziała w tylnej części ciężarówki. Teraz jednak wyglądała na bardziej spokojną, żeby nie powiedzieć, radośniejszą. Dwie godziny temu wydobyła procesor KITT-a. Okazało się, że pomimo pewnych odkształceń i przepalonych obwodów, nadal był sprawny.
Teraz przeglądała dokładnie jego program, sprawdzając, czy nie powstał jakiś ubytek, grożący przy uruchomieniu poważnym uszkodzeniem procesora. Szczerze powiedziawszy, nigdy tak głęboko nie zagłębiała się w tą strukturę, co prawda rok i dwa lata temu musiała odtwarzać program ogólny, ale nigdy nie zagłębiała w te pliki, które decydowały za osobowość KITT-a, za jego zdolność myślenia.
- To się zgadza… To także… Nawet nie myślałam, że coś może być tak skomplikowane… - mruczała pod nosem, jednocześnie obracając w palcach śrubokręt - To się zgadza… To się także zga…
Nagle przerwała.
- Co to jest… - bezgłośnie poruszyła ustami, zbliżając twarz do ekranu…
"IF>ALFA DELTA 227528>DESTROYED
TO>ALFA DELTA 227529>START SELF-DESTRUCTION"
- Nie… Nie… - kręciła przecząco głową - To niemożliwe…
Ale drugi raz przeczytała tekst.
- Nie… - nadal kręciła, ale z coraz mniejszą dezaprobatą. A z coraz większym przerażeniem w glosie. Jeżeli to, co to znaczy jest prawdą, to…
On zginął. Dwa lata temu. Pod ruinami mostu Kanionu Santa Cruz. Doszczętnie.
"Jeżeli procesor ALFA DELTA 227528, procesor KARR-a, ulegnie zniszczeniu, procesor ALFA DELTA 227529, procesor KITT-a, ma rozpocząć program auto-destrukcji".
To, w najprostszym znaczeniu, miało to znaczyć.
Po plecach Bonnie przebiegł zimny dreszcz. Pamiętała dobrze KARR-a: jak ją porwał, jak go naprawiała, jak Michael chciał ich zabić, jadąc na czołowe z tym monstrum, jak potem powrócił zza światów, jak zaatakował SEMI, jak wymusił na niej instalację lasera… Jak i jego "śmierć", tę eksplozję…
- Nie, Bonnie, co ty gadasz… - nagle wybuchła głośnym, acz nieco sztucznym śmiechem - KITT od razu by wykrył to polecenie… Nic nie może przejść przez jego świadomość… A z drugiej strony, skąd procesor miałby wiedzieć o zniszczeniu procesora, skora nie są one połączone żadną siecią… Bonnie, ty mówisz sama do siebie. - nagle zauważyła i wybuchła kolejnym spazmem śmiechu.
Śmiała się jeszcze przez kilka minut, poczym wróciła znów do analizowania.
Po chwili zdała sobie sprawę, jakie pliki przeglądała. Podświadomość KITT-a. Coś, do czego nie miał dostępu, coś, co nadawało mu ten bardzo ludzki rys.
Głośno przełknęła siłę.
- Ale to nic nie znaczy. - nadal obstawała przy swojej teorii - Przecież procesory nie są jednością, nie są złączone, nie ma sieci pomiędzy nimi…
"…procesor KNIGHT 2000, w odróżnieniu od innych procesorów, nie wytwarza prawie żadnych fal szkodliwych dla ludzkiego organizmu. Za wyjątkiem niskiej fali, nazwanej colta b., praktyczniej nie wykrywalnej przez urządzenia elektryczne bądź pomiarowe, jednak wyczuwalne przez inne procesory typu KNIGHT. Zasięg tej fali jest praktycznie nieograniczony…"
4 lata temu, szkolenie przed przystąpieniem do zespołu FLAG, 900-stronicowa specyfikacja KITT-a. Wykuta na "blachę".
Ręka Bonnie martwo wisiała nad klawiaturą. Jej teoria upadła. KARR bezapelacyjnie nadal istniał.
Tylko czemu Devon jej o tym wcześniej nie powiedział?
Ukryła ponownie twarz w rękach. Wszystko, co kochała, wszystko, w co wierzyła, wszystko, w co ufała - właśnie przemijało.
***
Elegancki korytarz przed gabinetem Devona był pusty. Za wyjątkiem Bonnie siedzącej na jednym ze skórzanych foteli.
Zdążyła już przekazać KITT-a w czułe ręce techników z Knight Industries, sama zaś udała się do swojego szefa, by oddać jemu szczegółowy raport o stanie, a raczej destrukcji pojazdu. Oraz… Oraz by zapytać o tę jedną rzecz, która dzisiejszej nocy nie pozwoliła jej usnąć.
W czasie tych kilku bezsennych godzi, które od momentu zakończenia sprawdzania programu KITT-a przeznaczyła na odpoczynek, przez jej głowę przelatywało wiele myśli, mniej lub bardziej poważnych, ale niewątpliwie związanych z nim. Z KARR-em. O tym, gdzie może teraz być, do czego może być wykorzystywany…
Drzwi gabinetu Devona otworzyły się. Wyszedł stamtąd cały zarząd Fundacji. Debatowali właśnie nad tym, co dalej z całym projektem. W milczeniu minęli oni Bonnie. Jedynie Devon, w gustownym garniturze i jeszcze większą liczbą siwych włosów na głowie, powiedział do niej spokojnie, ale z nieukrywanym zmęczeniem w głosie:
- Chodź.
Kobieta wstała, wzięła pod pachę gruby plik wydruku komputerowego, poczym weszła do gabinetu, zamykając za sobą drzwi.
- Usiądź. - Devon wskazał na jeden z kilku foteli, którymi było otoczone masywne biurko. Bonnie wybrała ten najbardziej skraja, jak najdalej od Devona. Od wczoraj, nie wiedzieć czemu, czuła niechęć do tego człowieka - Rada postanowiła nie kończyć projektu. - zaczął Devon, sam nie siadając - Uznali także, że w razie potrzeby zbudujemy KITT-a od podstaw.
- Będziemy musieli. To, co zostało do niczego się nie nadaje. - sucho odpowiedziała Bonnie.
Devon odwrócił się w kierunku okna. Za szybą trwało gorące lato.
- To nawet dobrze się składa… Michael długo ze szpitala nie wyjdzie. Będziemy mieli więcej czasu, by KITT 2.0 był doskonalszy. - rzekł, nie odwracając się.
Zapadła niezręczna cisza.
- A ogólnie… W jakim on jest stanie. Czy już się wybudził ze śpiączki? - zapytała Bonnie, przerywając ciszę.
- Nie. Nadal tak samo. Dzwoniłem do Jenny przed spotkaniem. - po chwili myślenie odpowiedział szef fundacji.
Bonnie przez ułamek sekundy uczuła małe ukłucie w sercu… "Tak, Jenny przy Michael'u, a ja przy KITT-cie… Tak, to musi tak wyglądać…"
- A Mike jest po czyją opieką? - zapytała, siląc się na spokój.
- Żona Chrles'a zajęła się nim. - odpowiedział - Wiesz jak się z Sarą lubią…
Znów przez chwilę milczeli.
- Dobrze, Bonnie. - Devon nagle odwrócił się od okna - Pokaż raport.
Kobieta w milczeniu podała mu go.
- Grube to. - stwierdził, ważąc w ręku dokument.
- Ale streszcza się w zdaniu, że przetrwał tylko procesor. - Bonnie utkwiła wzrok w swoich nogach. Nie chciała patrzeć na Devona.
Ten tylko w milczeniu przewracał kartki.
- Devon. - nagle przerwała mu.
- Tak?
- Myślałam nad tym, co zaszło w San Francisco. - nadal patrzyła się na swoje stopy - I czym mógł być ten pojazd… Devon… - uniosła wzrok do góry. W jej oczach zaczynał palić się niewytłumaczalny żar - On musiał być pokryty MBS… Niezliczoną warstwą MBS…
Devon przeszył ją przenikliwym wzrokiem.
- MBS jest najściślejszą tajemnicą Knight Industries, sama o tym wiesz.
- Ale kilka osób zdołało ją wykraść…
- Ale te osoby już nie żyją, pamiętasz? - Devon usiadł na fotelu.
- Teoretycznie istnieją trzy źródła, skąd można byłoby zdobyć formułę. - Bonnie jakby za wszelką cenę chciała postawić na swoim - Wyciek z Knight Industries…
- Bonnie, wiesz, że to niemożliwe… - przerwał jej Devon.
- …szczątki Goliatha… - kontynuowała, nie zwracając uwagi na słowa swego przełożonego - …albo KARR-a…
- Bonnie, szczątków Goliatha nie da się wydobyć z tych głębin, a KARR-a znajdują się w naszych magazynach… Chyba dobrze pamiętasz, że zostały tu przywiezione…
- Nie wszystkie. - ostro przerwała mu kobieta.
- Bonnie, nie rozumiem… - Devon był zaskoczony jej zachowanie.
- Devon, procesor KARR-a istnieje! Nie został zniszczony! Ale go w magazynie nie ma! Sama dziś sprawdzałam!
- Bonnie, KARR został doszczętnie zniszczony dwa lata temu… Zostały tylko po nim…
- DEVON! - krzyknęła Bonnie, zrywając się z miejsca - KARR NADAL ISTNIEJE!
- Bonnie. - Devon wstał i chwycił ją za dłonie. Chciał ją w ten sposób uspokoić. Ona jednak wyrwała się z jego uścisku.
- Bonnie, skąd takie przypuszczenia? - zapytał, patrząc się jak techniczka zaczyna niespokojnie chodzić po gabinecie.
- KITT także by nie istniał… Zniszczył by się w procesie auto-destrukcji, zaraz po wygranej walce z KARR-em…
- Bonnie, nie poznaję cię… - Devon coraz większymi oczami patrzył się na nią. Nigdy, w jego obecności, nie była tak wzburzona.
- Devon, uwierz… Wczoraj, w programie KITT-a znalazłam takie polecenie… Że jeżeli procesor KARR-a ulegnie zniszczeniu…
- Wilton! - nagle krzyknął Devon, uderzając dłonią o stół. Część wolno stojących rzeczy, takich jak fotografie rodziny, wywróciły się - Wilton! - powtórzył.
Bonnie stanęła. Teraz to ona zdziwiła się czemu Devon krzyczy imię starego Knight'a.
- Rozumiesz Bonnie, to Wilton… To wszystko wina Wiltona. - Devonowi powoli drżały ręce - Nie chciał niszczyć KARR-a… Ja nalegałem… Mówił, że przeprogramuje go… Że Charles mu w tym pomoże… A potem powiedział, że go zniszczył… Na dwa dni przed śmiercią. - ponownie uderzył w stół - Bonnie, to Wilton… Wilton Knight w jakiś sposób połączył te dwa procesory…
Bonnie stała już naprawdę zaskoczona tym, co usłyszała.
Devonowi drżały ręce. Nie mógł ich opanować. W końcu mocnym krokiem podszedł do barku, wyciągnął z niego butelkę z winem oraz dwa kieliszki.
- Nie wytrzymam… Nie wytrzymam… - mruczał pod nosem, nalewając napoju do szkieł. Następnie jedno z nich wcisnął Bonnie w ręce, a drugie jednym duszkiem wypił do dna.
Kobieta zupełnie machinalnie przytknęła brzeg kieliszka do warg i pomału zaczęła sączyć jego zawartość. W tym samym czasie Devon już zdążył nalać sobie drugiego. A potem trzeciego…
***
Na dworze było już ciemno, gdy Bonnie opuściła siedzibę Fundacji. Z Devonem przesiedziała ładnych kilka godzin. W kompletnej ciszy.
Idąc wąską ścieżką do laboratoriów, gdzie znajdował się wrak KITT-a, ciągle miała przed oczami tę zbielałą ze strachu twarz Devona, tę tak przerażoną myślą o tym, że KARR, jeden z ich głównych wrogów, mógł znowu powrócić… I to w nieznanych rękach…
Laboratorium o tej porze było już puste. Zniszczony Pontiac stał na środku gigantycznej hali, tej samej, w której się narodził. Tak samo jak w SEMI był opięty różnego rodzaju kolorowymi kabelkami.
Bonnie podeszła do jednego z urządzeń pomiarowych i oparła się o niego, ciężko oddychając. Od paru godzin czuła się źle… Coraz gorzej… Ale tłumaczyła to sobie mnogością ostatnich wydarzeń.
Wzięła dwa głębokie oddechy. Zrobiło się jej lepiej. Odepchnęła się od urządzenia i coraz bardziej chwiejnym krokiem ruszyła do oszklonych drzwi na końcu sali. Tam znajdowało się pomieszczenie, w którym pracowała nad ponownym uruchomieniem procesora KITT-a.
Kiedy doszła do drzwi, jej całe ciało było oblane potem. Przed oczami zaczynały przelatywać jakieś czarne plamy. Ledwo widząc doszła do stołka przy biurku na którym leżał procesor. Chwilę siedziała w bezruchu; następnie pociągnęła kolejny haust powietrza. Od razu polepszyło się jej.
Pomału pochyliła się nad procesorem, biorąc do ręki śrubokręt i chcąc dokręcić jedną śrubkę do…
Nie skończyła tego. Śrubokręt wypadł jej z ręki. Twarz przeszył grymas bólu. Chwyciła się za lewą pierś, poczym bezświadomości osunęła się na stół.
Na dworze było już bardzo ciemno…
***
Worek z czarnego plastyku zasłonił twarz Bonnie.
- Rozległy zawał. - przybyły na miejsce koroner powiedział do Devona - Nawet przy natychmiastowej pomocy miała małe szansę przeżycia…
Szef fundacji stał i tępo wpatrywał się w czarny worek… A jeszcze kilka godzin temu rozmawiali ze sobą…
- Będę potrzebował jej dokumentację medyczną… Musimy dokładnie sprawdzić, czy to był zawał z przyczyn naturalnych… Bo w tak młodym wieku, w jakim ona była, to nigdy się z takim przypadkiem nie spotkałem. - spokojnie i bez emocji koroner poinstruował Devona. Właśnie wynoszono ciało z pokoju.
- Dobrze. - Devon odruchowo kiwnął głową. Widać było u niego szok i niedowierzanie…
- Panie Miles… - teraz do Devona podszedł szeryf policji - Dla pewności musimy przesłuchać wszystkie osoby, które widziały się wczoraj z dr Barstow…
- Tak, tak… - Devon nadal nie dowierzał w to, co się stało - Zaraz poproszę wszystkich…
Jego wzrok zawisł na stole, gdzie leżał procesor KITT-a.
- Oprócz ciebie… - dodał w myślach.
***
GDZIEŚ W USA
- Tak… Rozumie… Świetnie… Do widzenia. - wysoki, śniady mężczyzna odłożył słuchawkę - Widzisz Charles, wszystko załatwione… Już nikt nie wie, że KARR nadal istnieje.
Charles Graiman, zakuty w kajdanki siedział na krześle i oddychał ciężko.
- To co… - mężczyzna obszedł naukowca - Zgadzasz się?
Milczał.
- Charles, Charles… Nie bądź taki… Zgódź się. - rzekł "proszący" z lekką ironią w głosie.
Doktor milczał.
Śniady mężczyzna wzruszył ramionami. Obszedł Graimana i stanął przy metalowym biurku. Wyciągnął z niego plik jakiś zdjęć. Wrócił do Charlesa i rozrzucił mu je pod nogami. Naukowiec kątem oka spojrzał na nie. I serce zabiło mu mocniej.
- Jeżeli coś im zrobicie… - wysapał, szarpiąc się z kajdankami.
- Ależ skąd, po co mamy takie słodkie kobiety krzywdzić. - mężczyzna uśmiechnął się ironicznie - Ta mała to Sara, prawda? - wskazał butem na zdjęcie małej dziewczynki - A ten tu… - teraz prawie że stanął na chłopcu - …syn Knight'a, Mike, jeśli mnie pamięć nie myli…
Charles tylko oddychał ciężko.
- Oddychaj staruszku, oddychaj… - sarkastycznie wyraził się mężczyzna - To co, pracujesz dla nas? Budujesz go?
- A Knight 2000 nie wystarczyłby wam? - przez zaciśnięte zęby wycedził Charles.
- Knight 2000 to obecnie wrak, a nawet w okresie swojej sprawności, przeżytek, Chrales… Oczywiście za wyjątkiem procesora, ale to wyjątek… My chcemy coś więcej, coś innego… Coś lepszego… Ale żeby myślało…
- KARR stanowi zagrożenie! W każdej postaci! Jemu chodzi tylko o przetrwanie! - prawie że uczony krzyknął.
- I o to chodzi. Perfekcyjny żołnierz. - śniady mężczyzna powiedział bezwiednie.
- Dobrze, załóżmy, że wam pomogę…
- A ja założę, że twojej córce może się coś stać… - cicho wtrącił mężczyzna.
Charles przez chwilę mierzył go wzrokiem. W środku wszystko się w nim kotłowało.
- Pomogę, dobrze… - w końcu wysapał.
- Brawo, staruszku. - mężczyzna zaśmiał się.
- Ale dobrze wiesz, że ja wszystkiego o tej technice nie wiem… Program, podzespoły tak, ale na przykład MBS…
Mężczyzna zmierzył go wzrokiem.
- Ty wiesz, że MBS to przeżytek Jak pokazały ostatnie dni, jest zniszczalny jak wszystko… Ale mam nadzieję, że wymyślisz coś nowego, Charles… - pochylił się ponownie nad zdjęciami - I widzisz Charles… Dzięki twojej jednej decyzji, twoja córka zyskała szansę na przyszłość… Przy boku kochającego ojca…
Graiman pochylił głowę.
- Torres, kiedyś będziesz smażył się w piekle.- rzekł.
Śniady mężczyzna tylko ironicznie się uśmiechnął…
Jeden człowiek może zmienić niebezpieczny świat…
Co z tego, jeżeli ten niebezpieczny świat jest silniejszy?
|