Fan Fictions

Wyścig Interesów
Urlop Michaela znów przebiegł trochę w inny sposób niż odpoczynek :)
Wyścig interesów
Było późno w nocy. Na drodze, w oddali zbliżała się ciężarówka. Na rozgrzanym asfalcie leżał lis, który słysząc hałas czmychnął z drogi. TIR szybko przejechał w miejscu, w którym leżało zwierzę. Przez chwilę było cicho. W oddali znów pojawiło się auto. Oprócz reflektorów świeciło się jeszcze czerwone światełko. Im samochód się zbliżał, tym bardziej było widać, że czerwień przesuwa się na prawo to na lewo...
Michael prowadził samochód. Oprócz charakterystycznego odgłosu silnika auta, słychać było początek " Safety Dance" grany przez syntezatory. Na ekranie deski rozdzielczej pulsowała zielona linia, poruszająca się w rytm muzyki. Michael był wpatrzony w prostą i pustą drogę. Postukiwał palcem w nietypową kierownicę.
- KITT kiedy będziemy na miejscu? - odezwał się Michael.
- Z pustymi drogami będziemy za 50 minut- odpowiedział głos komputera. Trzy czerwone linie nad kierownicą poruszały się gdy głos mówił.
- Uwielbiam jeździć w nocy. Tak mało aut na drodze.
- Przy okazji - wtrącił się KITT - Spójrz na wskaźnik paliwa...
Michael zbliżył nieco głowę do deski. Czerwona podziałka na poziomie paliwa mrugała.
- Spokojnie Drakulo - zaśmiał się Michael.
- Dobrze, że mamy po drodze do stacji - odparł komputer.


Na prawym pasie zatrzymał się czerwony Lotus Espirit. Po chwili pojawiło się niebieskie Ferrari 308. Zatrzymując się wydało z siebie cichy pomruk. Między autami przechodziła kobieta w białym topie.
- Chłopcy gotowi jesteście? - zapytała się, zaglądając do Lotusa.
- No a jak kochana? Gotowi - mówiąc spojrzał na przeciwnika w drugim aucie.
Kobieta stanęła przed autami. Wyjęła z kieszeni chustę, podniosła rękę do góry. Auta zaczęły pomrukiwać. Łysiejący facet z niebieskiego auta zawiesił wzrok na chuście, a przeciwnik spoglądał na przemian to na swego oponenta, to na chustę...
Kobieta spojrzała na mężczyzn i opuściła gwałtownie rękę trzymającą chustę.
Pierwszy wystartowało Ferrari, a kierowca Lotusa zagapił się i wystartował sekundkę później. Niestety była to zbyt duża strata aby dogonić łysiejącego. Czerwone auto pędziło nie zważając na nic... Liczyło się zwycięstwo. Po kilku minutach wyścigu auta wjechały na mały most obok miasta. Czerwony Lotus nadrabiał zaległości i zaczął manewr wyprzedzania przeciwnika. O dziwo facetowi z niebieskiego pojazdu było to na rękę. Uśmiechnął się. Jechał wciąż na ogonie oponęta i nie miał zamiaru jednak próbować odzyskać pozycję lidera...

Czarny Trans Am wyjechał ze stacji. Miasteczko nie wykazywało znaku życia. Było pusto i cicho. Ulica wypełniła się dźwiękiem oraz światłami z dochodzącymi z Trans Ama.
- Może zagramy w oczko, he? - zapytał się Michael
- Znów cię ogram Michael.
- O ile to nie będzie gra na pieniądze to na pewno nie spadnie mi włos z głowy KITT -odpowiedział żartobliwie mężczyzna. Ekran KITTa wypełnił się kartami rozdzielającymi się na dwie strony. Pod modulatorem głosu podświetlił się napis Auto Cruise. Trans Am od teraz sam się prowadził, a Michael skrzyżował ręce.
- Od siebie... dam... pięć - powiedział.
- Tylko tyle, Michael? - dopytał komputer.
Grali przez dłuższą chwilę, dopóki skaner KITTa czegoś nie wykrył...
-Michael! Za 12 sekund pojawią się tu szybko poruszające się obiekty - z ekranu zniknęły karty a pojawił się odczyt ze skanera. Dwie kropki zbliżały się do centrum okręgu.
- Co to za - Michael zrobił przerwę - obiekty?
- Samochody... - orzekł KITT.
Michael spojrzał na boczne lusterko. Droga była prosta. Przez chwilę nie było widać niczego, aż dopiero po chwili było widać dwa auta: Pierwsze jechało czerwone, a za nim niebieskie.
- KITT daj mi kontrolę – powiedział mężczyzna poprawiając się w siedzeniu Pod modulatorem głosu podświetliło się Normal Cruise. Michael widział przez szybę jak drogowy pojedynek właśnie przejechał obok niego.
- Odczytaj blachy! - wydał rozkaz Michael. Na ekranie pojawiło się zbliżenie na miejsce tablicy niebieskiego Lotusa, której tam nie było. Auto zaczęło wyprzedzać, odsłaniając czerwony bolid.
- Drugi samochód również nie ma tablic - powiedział KITT. Wyświetlacz znów pokazywał radar i to jak jedna kropka "ucieka" od tej drugiej na samą górę okręgu - Przeprowadziłem skan auta przed nami i wykryłem spore uszkodzenie baku -po chwili dodał -To jest istne marnowanie paliwa... Zaraz go mu zabraknie i się zatrzyma - skomentował samochód.
Kierowca Lotusa przeklął widząc, że silnik nie chciał pracować.
- Cholera - wycedził. Chwilę później samochód zatrzymał się. Chłopak walnął w kierownicę i oparł się o fotel.
Michael właśnie zatrzymał się nieopodal auta. Miał już otwierać drzwi:
-Michael! Ten samochód wybuchnie w każdej chwili, nawet nie zbliżaj się - przekazał KITT.
Michael otworzył drzwi, stanął za nimi i zaczął krzyczeć.
- Uciekaj stamtąd! Możesz wylecieć w powietrze - udzierał się.
Chłopak jedynie spojrzał się w lusterko i widział jak jakiś wysoki facet stoi przy aucie.
Prychnął i dalej próbował odpalić silnik...
Okolicę wypełnił huk eksplozji. W niebo wyleciał ognisty grzyb, drzewa rozjaśniły się blaskiem, a z góry zaczęły spadać elementy, które jeszcze przed chwilą budowały ten samochód. Michael wcześniej schował się za KITTem. Teraz wyjrzał zza niego i widział palący się wrak. Drzwi kierowcy leżały na asfalcie, jedno koło paliło się. Siła wybuchu nieco przekrzywiła pojazd. Za autem paliła się rozlana struga paliwa i sięgała niemal do nosa Trans Ama.
Michael powoli zbliżał się do wraku...
- KITT? Co z kierowcą? - spytał niepewnie.
- Michael... jemu już nie pomożemy... - zawyrokował komputer.
- Co z tym drugim? Widzisz go jeszcze? - powiedział Michael oglądając szczątki.
- Niestety jest już poza obszarem skanerów.
Michael pośpiesznie wrócił do swojego auta. Uruchomił silnik, wcisnął gaz tak, że wszystkie diody na pedale się zapaliły się i zakręcił kierownicą. Pontiac z piskiem opon ruszył. Po chwili cyfrowy szybkościomierz KITTa wskazywał wartość 60 mil na godzinę. Michael wcisnął prostokątny przycisk, nad którym pisało "PURSUIT". Pod modulatorem głosu podświetlił się ten sam napis. Szybkościomierz przybierał o wiele szybciej kolejne liczby... Teraz jechali 102 mile na godzinę...
- Ta droga jest prosta przez wiele mil - powiedział Michael.
- Dokładnie to przez 9 i pół mili... - KITT był bardzo dokładny.
- Jak znów go wykryjesz daj mi znać.

Po chwili szybkiej jazdy i wyprzedzenia jedynie dwóch aut skaner KITTa wykrył samochód:
- Mam go. W okolicy tylko jeden samochód pędzi jak burza... Jest w odległości ponad 700 metrów. To na pewno drugi kierowca.
- Świetnie - odrzekł Michael.
- Jest tylko jeden problem... Za chwilę dojedziemy na skrzyżowanie. Jest ono w podobnej odległości.
Michael przez chwilę nic nie mówił.
- Teraz nasz rajdowiec przejechał prosto na skrzyżowaniu - poinformował KITT.
- Obserwuj skrzyżowanie! - polecił Michael.
Byli już blisko skrzyżowania dróg.
- Mamy problem. Na skrzyżowaniu wykrywam dwa auta, które stoją na samym środku.
Michael jadąc widział już wyraźnie skrzyżowanie. Dwa auta zderzyły się na środku drogi.
- Damy radę przeskoczyć KITT?
- Bez trudu, Michael.
Palec Michaela wcisnął okrągły przycisk obok napisu "Turbo Boost" . Zaświecił się on.
Samochód wydawał z siebie cichy dźwięk silnika odrzutowego. Michaela wcisnęło w siedzenie. Licznik w ciągu kilku chwil ze 99 zwiększył się na 117. Skrzyżowanie było lada chwila.

Kierowcy właśnie kłócili się o to kto był winien.
- Był pan na drodze podporządkowanej, a ja miałem pierwsze... ństwo - jeden z nich spojrzał się w lewo. Drugi zrobił to samo. Widzieli jak coś szybko się zbliżało... i nie miało zamiaru hamować.
- O kur** - odezwał się ten drugi. Obaj odbiegli na odległość, którą uważali za bezpieczną. Odgłos auta był coraz głośniejszy. Mężczyźni spoglądali na skrzyżowanie i wyczekiwali...
Najpierw usłyszeli dość głośny odgłos czegoś przypominającego silnik odrzutowca, a później widzieli to jak SAMOCHÓD przeleciał nad ich autami. To wszystko trwało ledwie dwie sekundy.
Znów było cicho. Faceci podbiegli na środek skrzyżowania i spoglądali w stronę czegoś co właśnie przeleciało. Widzieli jedynie tylnie światła znikające na zakręcie.
Byli w pobliżu miasteczka Stathford.
- Michael w pobliżu pojawiła się policja. Lepiej abyśmy zwolnili.
- Dobra rada. Naszym pościgiem się nie wytłumaczymy - Michael wcisnął prawie cały hamulec. Po chwili Pontiac jechał już przepisowe 55 mil na godzinę. Michael widział lokalny radiowóz i stojące auto pirata. Zatrzymali się obok policji. Pirat siedział na tylniej kanapie.
- KITT opuść prawą szybę - poprosił Michael. Szyba opuściła się z chrzęstem.
- Panowie. Jak zawrócicie i będziecie jechać cały czas prosto to tam wybuchło auto. Jechałem i widziałem jak płonęło. Z kierowcy nic nie zostało - mówiąc pokazywał kciukiem kierunek.
-Wiemy, wiemy. Niech pan jedzie - odpowiedział wąsaty policjant - Szerokiej drogi - podniósł rękę do góry.
Michael i KITT odjechali.
- No... obyło się bez naszej interwencji KITT . Tamtym wrakiem też się zajmią - powiedział Michael.
- Mamy 20 minut opóźnienia. Aż dziw, że Devon nie dzwoni.
- Rzeczywiście KITT - Michael wjechał na parking obok motelu - Usprawiedliwmy sie. Dzwoń do Devona.
W Pontiacu zabrzmiał odgłos łączenia. Po chwili było słychać głos Bonnie.
- Cześć Michael. Co słychać? - powiedziała przyjaznym głosem.
-Spodziewałem się Devona. Martwię się o niego - tu się zaśmiał - Spóźniliśmy się ponad 20 minut i nikt nie raczył nam o tym przypomnieć Bonnie.
- Spotkania nie ma. Właśnie miałam dzwonić.
- Co się stało? - zapytał się Michael.
- Devon skręcił dość poważnie kostkę. Biedak jest w szpitalu. Spotkanie odwołał jak na razie.
- Musi na siebie uważać. Gdzie teraz się kuruje?
- W Gunnison. Jest tam jeden szpital, więc go na pewno znajdziecie. A... mam jeszcze ci do przekazania miłą wiadomość. Dopóki Devon będzie w szpitalu masz urlop.
- Cóż... szkoda mi naszego Devona - zrobił pauzę - Jak długo w nim będzie? - przeszedł do sedna.
- Minimalnie tydzień Michael - zaśmiała się Bonnie.
- Odwiedzę go i... jedziemy z KITTem na urlop Bonnie.
- Co tak w ogóle u was słychać?
- Bylibyśmy na czas ale ścigałem pirata drogowego. Policja go zgarnęła na szczęście. Zaliczyliśmy szybką jazdę, a KITT wykonał świetny skok tak jak zawsze - mówił Michael.
- A ty KITT? Trzymasz się czy trzeba coś naprawić po jeździe z Michaelem? - zażartowała mechanik.
- Wszystko działa jak w zegarku. A jazda z Michaelem to sama przyjemność - oznajmił komputer.
- Ja się właśnie zbieram do domu. Trzymajcie się - Bonnie się żegnała.
- Cześć! - odrzekł Michael.
- Cześć Bonnie - skończył KITT.
Rozległ się sygnał zakończonego połączenia.
- Skoro mamy urlop kolego to ja chcę się wyspać.
- Najwyższa pora na sen Michael. Bohater też człowiek - zauważył KITT.
Mężczyzna wyszedł z Trans Ama i rzucił:
- Bohater... i jego auto. Dobranoc - uśmiechnął się Michael. Zamknął drzwi i skierował się do wejścia motelu.


W Stathford był teraz poranek. Wtorek. Ludzie zbierali się do pracy, robili poranne zakupy albo też zaprowadzali dzieci do szkoły. Jeździło sporo aut. Ludziom się dobrze tu żyło, a każdy cieszył się kolejnym dniem. Michael tym bardziej się cieszył. Nareszcie mógł spać do w pół do dziewiątej, nie miał obowiązków i mógł trochę pożyć czymś innym niż wprowadzeniem sprawiedliwości w świecie. Była przed południem. Właśnie wymeldowywał się z pokoju. W ręku trzymał podręczny bagaż, który mógł nareszcie zobaczyć inne miejsce niż bagażnik KITTa.
Michael wyszedł z budynku. Skórzaną kurtkę zamienił na niebieską koszulkę i miał na sobie jasne spodnie. Sprężystym chodem szedł na parking, a na twarzy miał beztroski uśmiech.
- Jak się masz KITT? - powiedział wchodząc do auta.
- Myślę, że dobrze Michael. Tydzień to dość sporo jak na nasze realia - zauważył KITT - Jakie masz plany na dziś?
- Dobre pytanie - chwilę się zastanawiał - Najpierw pojedźmy na ryby. W pobliżu widziałem łowisko. Jak ja dawno tego nie robiłem - zaśmiał się - Otwórz swój bagażnik.
Wyszedł z auta i otworzył bagażnik. Torba podróżna znów tam powędrowała. Mężczyzna domknął klapę i wrócił do samochodu.
- To jedziemy KITT - powiedział z uśmiechem. Silnik zaczął "syczeć", Trans Am wycofał się ze swojego miejsca i wyjechał na ulice miasteczka...

Kilka godzin później...

Michael wsiadł do KITTa.
- Dobrze, że pogoda się zmienia. Inaczej spędziłbyś resztę dnia na tych rybach.
- Nigdy nie łowiłeś ich więc nie wiesz jak to jest. Siadasz, zarzucasz wędkę i czekasz...
- Bardzo długo czekasz...
- To akurat zależy - podkreślił Michael.
- Bardzo długo czekałeś i niczego nie złowiłeś - marudził KITT.
- To może ty zacznij łowić - zaśmiał się. Przekręcił klucz w stacyjce. Silnik zaczął pracować -Załóżmy przynętę na twój hak i zobaczymy co TY złowisz - zaripostował mężczyzna.
- To nie zajęcie dla aut Michael. Proszę cię...
Okolicę rozerwał huk grzmotu. Niebo było ciemne, ciągle powiewał silniejszy wiatr. Michael wyjrzał przez drzwi i spojrzał się na niebo.
- Pomyślimy nad tym. Wracajmy do Stathford - powiedział chowając głowę.

Na niebie pojawiła się błyskawica. Wszędzie było ciemno choć była godzina siedemnsta. W drodze powrotej Trans Am miał wysunięte reflektory. Droga powrotna zajęła im tyle co wcześniej. Łowisko nie było dalej niż 2 kilometry od miasteczka.
Michael znów zaparkował pod motelem. Miał już wychodzić ale usłyszał głośny odgłos samochodu. Niebieski pojazd przejechał drogą obok motelu.
- KITT... ten samochód... Co to za model był? - zapytał się oglądając się do tyłu. Po chwili dostał odpowiedź:
- Kształt jak u Ferrari 308 - czerwone linie w modulatorze poruszyły się.
- Podejrzane. Szybko go wypuścili. Pewnie wpłacił kaucję.
Michael włożył na siebie skórzaną kurtkę. Miał już wysiąść ale zobaczył jak żółte sportowe auto przejechało tą samą drogą co niebieskie Ferrari.
- KITT... chyba szykuje się wyścig.
Wrzucił wsteczny i pojechał za autami. Trzymając się wystarczajaco aby nie być zauważonym. Kierowcy pojechali daleko za miasto. Droga po której jechali była pusta. Po kilku minutach jazdy Michael miał towarzystwo. Jechał za nim radiowóz, który włączył sygnały i wyprzedzając Trans Ama zatrzymał go.
"Co złego zrobiłem?" - pomyślał sobie Michael. Z auta wyszedł ten sam wąsaty policjant i zastukał w szybę KITTa. Szyba zjechała na dół.
- My czasem się nie widzieliśmy? - zapytał się policjant. Na piersi miał przypiętą gwiazdę, która wskazywała że jest on szeryfem.
- Owszem. Zrobiłem coś złego szeryfie?
- Nie zrobił pan... Knight nic złego. Ale... jeśli zrobi pan, to pobyt w Stathford będzie krótki. W więzieniu nie jest przytulnie tak jak w "Sunset Motel".
- Ale ja panie władzo wciąż nie wiem za co mnie zatrzymano. Jeśli za nic, to ja jeszcze nie kończę zwiedzania Stathford - odciął się Knight.
- Jeśli zobaczę ciebie zadającego się z tymi pseudo wyścigowcami to zapakuję cię do paki na dwa dni. Widziałem, że jechałeś za nimi - zagroził przedstawiciel prawa - Szkoda marnować czasu na więzienie - dodał po chwili i odszedł. Samochód policjanta odjechał prosto.

- Tutejsza policja jest strasznie wyczulona na akty łamania prawa - stwierdził KITT.
- Troszkę za bardzo. Nie chce mi się szukać nowego miasta do odpoczynku. W końcu mamy urlop - rzekł Michael.
Było już kompletnie ciemno. Przez chmury mieszkańcom miasta nie było dane zobaczyć dziś zachodu słońca. Znów było pusto i cicho. Kierowcy "zaprowadzili" Michaela dalej od miasteczka i aby wrócić do motelu przejeżdżał teraz inną częścią Stathford. Po drodze omal nie zderzył się z źle jadącą cieżarówką. Michael nie domknął swojego bagażu będącego na siedzeniu pasażera i podczas uniku trochę rzeczy wypadło z torby. Gdy już było bezpiecznie Michael zatrzymał się się na połowie chodnika tak jak to zazwyczaj robią kierowcy, gdy parkują na ulicach i pozbierał przedmioty z podłogi.
Nie mógł jeszcze odnaleźć portfela. Macał ręką pod fotelem.
- Pewnie kierowca tira przysnął za kierownicą - powiedział KITT.
- Nie wątpię. Teraz muszę szukać portfela. Miałem tam wszystkie dokumenty - chwilę jeszcze pomacał i w końcu go odnalazł aż za swoim fotelem. Podniósł go do góry.
- No nareszcie.
- A teraz schowaj go do mojego schowka. Tam będzie bezpieczny - doradził komputer.
- Masz rację - odrzekł Knight i schował zgubę do schowka obok panelu z przyciskami. Rozejrzał się po okolicy i zobaczył złomowisko. Całe było otoczone siatką, a na terenie było pełno zmiażdżonych i położonych jeden na drugim wraków.
- Nawet złomowisko tu mają. O... Widzisz ten pojazd, który nie jest na żadnej kupce? - mówił Michael.
- Tak widzę go. Wygląda znajomo...
- To na pewno ten samochód, który wybuchł. Dziwne, że tak szybko się znalazł na autozłomie.
- Pewnie policja uznała to za wypadek - stwierdził KITT.
- Auta nie wybuchają tak po prostu. Ani nie leje się im tak bardzo benzyna - odparł Knight.
- Uważasz, że to nie wypadek Michael?
- Szczerze, to nie wiem. Ale to nie daje mi spokoju - Michael skupił się - Co mi szkodzi...
Wcisnął mały, okrągły przycisk przy napisie SURVEIVALlANCE MODE. LEDowy wskaźnik zaczął wskazywać maksymalną wartość, po to aby znów nie wskazywać nic. I tak w kółko...
- Obserwuj czy czasem ktoś tędy nie idzie - powiedział Michael.
- Nie ma sprawy - odparł KITT.

Knight wyszedł z pojazdu. Oglądajac się na boki szedł w stronę siatki. Wejście było z innej strony. Był po stronie gdzie nie było furtki. Zaczął się wspinać po siatce. Płot trochę hałasował. Przeszedł na drugą stronę, a gdy był już na wysokości połowy siatki, zeskoczył na jałową ziemię. Jeszcze raz rozejrzał się czy czasem nikt go nie widzi.
- "Pewności nigdy za wiele" - pomyślał sobie. Teraz patrzył na KITTa zza płotu.
Ruszył dalej do osamotnionego wraku. Chyba jako jedyny nie był spłaszczony. Michael obejrzał go dokładnie z każdej strony. Wrócił na tył auta. Bak był na wyciągnięcie ręki. Knight przesuwał dłonią po powierzchni metalu dopóki nie poczuł dziury. Była spora jak na dziurę w baku. Miała może z półtorej centymetra średnicy. Była gładka tak jakby ktoś wywiercił ją wiertarką. Michael zbliżył nadgarstek z zegarkiem do twarzy.
- KITT przeskanuj ten wrak - powiedział cicho.
- Już - usłyszał w zegarku.
Tymczasem na ekranie KITTa. Pojawił się obraz wektorowy. Zielone linie składały się na model rozwalonego złomu. Model ten obracał się, a następnie nastąpiło zbliżenie na bak. Czerwonym okręgiem została narysowana dziura w baku.
- Ciężko aby przez dziurę w baku nastąpiło do wybuchu Michael. Nie wykluczam ingerencji osób trzecich, które dopomogły wybuchowi. Zajrzyj do silnika. Z tej odległości nie dokonam dokładnego skanu jego elementów - linie w modulatorze się poruszały się. To samo usłyszał Michael w swoim zegarku.
Mężczyzna teraz przeszedł na przód. Nie musiał nawet otwierać maski, bo jej po prostu nie było. Odwrócił i zbliżył nadgarstek do zniszczonego silnika. Przesuwał nim nad nim. Na ekranie KITTa pojawił się obraz z zegarka, który po chwili zamienił sie na wektorowy model nepędu.
- Daj mi chwilę Michael - powiedział komputer. Po kilkunastu sekundach KITT wiedział już wszystko.
- Możesz już wracać. Mam przyczyny wybuchu - poinformował.
Michael przeszedł po płocie tak jak wcześniej i wsiadł do Pontiaca.
- Słucham, panie mechaniku - rzucił Michael.
KITT zaczął mówić ignorując żart.
- Przyczyna była jedna, ale spowodowana dwoma usterkami. Dziurawy zbiornik paliwa był najmniejszym problemem. W tym Espiricie węże paliwowe zostały zamontowane w przedziwny sposób - ekran pokazywał przewód - Jeden z nich przebiegał przy katalizatorze, a w wężu jest dziura. Kapiące paliwo mogło spaść na rozgrzany nawet do pięciuset stopni Celsjusza katalizator i wywołać jedynie samozapłon. Jednak nie wskazuje na to rozkład zniszczeń. Silnik i przód auta są najbardziej zniszczone, więc przyczyna jest właśnie tutaj. Auto wybuchło, ponieważ układ paliwowy w silniku był nieszczelny. Dodatkowo kable wysokiego napięcia prowadzące do świec mogły nie mieć izolacji. Iskra powstała na zewnątrz silnika. Do tego dodajmy nieszczelność układu paliwa.
- Jak bardzo możliwy był ten wypadek? - zapytał Knight.
- Ciężko mi oszacować. Przy wybuchu stopiły się wszelkie izolacje i przewody więc nie mam czym sobie pomóc. Rzadko zdarzają się aż dwie takie awarie na raz. Niezaizolowane przewody mogą jedynie doprowadzić do samozapłonu, nie do wybuchu. Na moje oko w 60 procentach to celowe działanie - wyjaśnił KITT.
- Ciekawe... Dodatkowo dziura przy katalizatorze. TRZY awarie - pokazał trzy palce - Za dużo jak na jeden samochód - stwierdził.
- Chcesz coś z tym zrobić? - zapytał komputer.
- Chciałbym, ale nie wiem gdzie zacząć. Nie znamy tożsamości tego faceta... Policja mi tym bardziej nie pomoże.
- Ekhm - wydał z siebie KITT - Nie zapominaj o mnie.
- Masz coś do zaproponowania KITT? - Michael wykazał zainteresowanie.
- Już ci pokazuję... Zakładam, że kierowca był z tego miasta bądź okolic. I to, że jeszcze figuruje w różnych bazach elektronicznych. A w tym okręgu Stathford jest głównym miastem. Poszukam w bazach danych osób z tego okręgu, z zarejestrowanymi Lotusami Espiritami.
- Nieźle KITT. Tylko co jeśli niczego nie znajdziemy?
- Wtedy nie wiem... Ale najpierw choć spróbuję Michael - na ekranie pojawiła się alfabetyczna tabela z nazwiskami różnych osób mieszkających w okręgu należącym do Stathford - Teraz pobawmy się z bazą pojazdów - powiedział KITT. Teraz na monitorze widniał tylko napis "Brak wyników".
- Ale rozczarowanie - bąknął głos komputera.
- Gdy ludzie umierają, robią to samo w bazach. Nie masz dostępu do jakiś baz osób zmarłych?
- Szukam takowych - na monitorze pokazało się pieć pozycji - Przeprowadzę poszukiwania, poczekaj - Michael wpatrywał się w monitor. Te pieć baz danych obejmowało cały kraj.
- Niestety znalazłem 20 mężczyzn z Espiritem. Zmarłych oczywiście. Wszystkie bazy mają nieco wiecej niż sto tysiecy pozycji, a wpisywanie nieboszczyków do tych baz jest opcjonalne. Nie znalazłem nikogo w okolicy Stathford - przekazał komputer.
- A numer pojazdu? Nie poszukałem go nawet - przypomiał sobie mężczyzna.
- Nie znalazłbyś nawet. Ten model ma numery wybite na masce, której nie ma.
- To... jesteśmy w kropce - powiedział Knight i westchnął - Pojedźmy na miejsce wybuchu. Może nie posprzątali dokładnie. Jeśli nie znajdziemy maski to dajemy spokój sobie z tym, okej?
- Też tak myślę. Szkoda wolnego - przypomniał KITT.

Pojechali znów na drogę w lesie, gdzie doszło do eksplozji. Szukali części przez pół godziny, lecz ani wzrok Michaela, ani czujniki KITTa nie odnalazły maski.
Knight wsiadł do auta.
- To... czas na urlop - lekko się uśmiechnął i przekręcił kluczyk w stacyjce.
Michael postanowił, że odwiedzi Devona w szpitalu. Do szpitala w Gunnison miał kilka kilometrów.

Aby umilić sobie jazdę, Michael włączył radio. Ludzie narzekali na problemy na drogach, a on właśnie jechał bez utrudnień... Jechał drogą główną, ale za radą KITTa skręcił teraz w prawo. Droga była pusta. Dla Michaela sprawa z wątpliwym wybuchem była zakończona lecz nawet nie przypuszczał, że to sprawa odnajdzie jego...
- Michael... niebieskie Ferrari jedzie za nami od 3 kilometrów - obwieścił komputer.
- Co? - odwrócił głowę i zobaczył jak dalej w oddali jedzie niebieskie auto - Ciekawe co zrobi jak się zatrzymamy - powiedział Knight. Zwolnił i zjechal na pobocze. Po chwili i Ferrari zwolniło i się zatrzymało obok Knighta. Szyba opuściła się.
- Ej ty. Podobno czegoś chcesz ode mnie - rzucił łysiejący facet. Miał na sobie zieloną bluzkę, a na nosie okulary przeciwsłoneczne, chociaż był wieczór.
- Ja? - odezwał się Michael. Był nieco zdziwiony tym, że facet który ścigał się wcześniej chciał z nim rozmawiać. Już miał mówić dalej, ale łysiejący nie był cierpliwy.
- Jechałeś za mną dzisiaj, a wcześniej przejeżdżałeś obok mnie jak gliny mnie zgarnęły - powiedział chrypiejącym głosem.
- Twój... znajomy... nieciekawie skończył. I wiem, że to nie wypadek - powiedział Knight.
- Dobra. Co tak naprawdę chcesz wiedzieć? Znałem się z Dave'em - odrzekł facet.
- Nie wiem sam. Czy miał problemy, albo coś w tym stylu? Ktoś go ewidentnie wysadził - odpowiedział Michael.
- Powiem ci wszystko... ale najpierw pojedynek...
Michael patrzył się wciaż na nieznajomego.
- Wyścig. Ja i ty - przy ostatnim słowie pokazał palcem na Michaela.
- Dobra - Michael wyprostował się.
- Na tej drodze. Pierwszy na skrzyżowaniu wygrywa - powiedział nieznajomy.
Mężczyźni ustawili swoje auta tak, aby każde zajmowało osobny pas.
- Na twój znak - oznajmił facet. Knight podniósł rękę. Silniki aut wydawały z siebie ryki podniesionych obrotów. Knight opuścił rękę. Auta wystartowały w tym samym momencie.

Silnik KITTa działał na każde wdepnięcie gazu. Po chwili Michael był pierwszy i nie musiał jechać łeb w łeb z Ferrari.
- KITT pokaż mi tamtego faceta na radarze - powiedział Michael. Ekran deski pokazywał mapę i nałożony na nią okrąg. Po tej samej drodze na mapie mrugała niebieska kropka, która zostawiała po sobie niebieska linię. Niespodziewanie kropka zaczęła się oddalać, a zostawiana linia wskazywała na to, że przeciwnik zawrócił.
- Michael. On zawrócił do miasta.
Michael obrócił maksymalnie kierownicą w lewo. Auto zwolniło, a Ponitiac zakręcił się na pustej drodze. Spod kół poleciał dym, auto zatrzymało się i przez chwilę "paliło gumy" . Z piskiem opon KITT ruszył przed siebie...

Gdy byli w mieście, nie mogli odnaleźć faceta. Objechali całe miasto, ale mężczyzna rozpłynął się w powietrzu.
- Co jest grane? Czemu on nas zaczepił? - zapytał się Michael. Zaparkował przy barze " Sweet Night", który był otwarty przez całą dobę.
- Nie wiem. Ale ma jakiś związek z tym wszystkim - przez chwilę KITT nic nie mówił - Zazwyczaj nie jestem za wysyłaniem cię do barów... ale może on tam jest. Albo chociaż ktoś będzie coś wiedział Michael - zaproponował komputer.
- Hmm. Czemu nie - odparł mężczyzna - Czas się trochę rozerwać - Knight wyszedł z samochodu i zmierzał do drzwi lokalu. Na wejściem świecił niebieski neon w kształcie palmy. Pomarańczowymi neonowymi literami napisane było "Sweet Night".

Gdy Michael otworzył drzwi zobaczył typowy bar z lat 70. Było w nim nieco ciemno. Oprócz gwaru ludzi, gdzieś pogrywało "Highway to hell" grupy AC/DC. Na środku było kilkanaście stolików i krzeseł. Prawie wszystkie były zajęte. Siedzieli w nich faceci pijący alkohol. W jednym stoliku grali w karty. Może dwóch osobników siedziało samemu.
Michael podeszedł do lady i usiadł na stołku barowym.
- Poproszę piwo - otworzył usta do zielonookiej brunetki. Przez chwilę rozglądał się za nieznajomym, ale go nie zauważył.
Dziewczyna podsunęła mu kufel. Sama zaczęła czyścić jeden.
- Pierwszy raz cię tu widzę - zagadała - Przejazdem? - uśmiechnęła się.
- Nie, jestem tu z dzień. Urlop - Michael upił trochę piwa - Lubisz tu pracować? - w tej chwili Michael nie miał lepszego tekstu - Trochę tu obskurnie - raz jeszcze popatrzył na wnętrze.
Kobieta nieco zmniejszyła swój uśmiech.
- To mój bar - zwolniła tempo polerowania kufla.
- O - zaśmiał się Michael - Nie przypuszczałbym.
Ona również się zaśmiała.
- Jak ci na imię? - zagabnęła.
- Michael. A tobie?
- Judy jestem - uśmiechnęła się przyjaźnie - Podoba ci się Stathford?
- Ładne i spokojne miasteczko. Można by zamieszkać na emeryturze.
- Mi nie śpiesznie na emeryturę - zaśmiała się głośniej.
- Jak na małą miejscowość dzieje się tu sporo - Michael postanowił wykorzystać nową znajomą aby się dowiedzieć czegoś.
- Chodzi ci o festyn w tym tygodniu? To nazywasz "sporo"? - zażartowała Judy.
- Nie wiedziałem nic o festynie - Michael kończył piwo - Słyszałem o wypadku przed Stathford.
- Aaa. O tym wiesz, a o festynie nie - zaśmiała się dziewczyna. Przestała już czyścić kufle - Auto wybuchło w jakimś wyścigu podobno - powiedziała.
- Wyścig? - Michael udawał Greka.
- Huh - wydała z siebie zakłopotana Judy - To jedna z wersji, którą słyszałam - nie wiedzieć czemu Judy straciła pewnośc siebie - Ty tu jesteś dzień i już wiesz o tym? - zapytała spokojnie, już nie śmiejąc się - Podejrzanie za dużo wiesz - teraz się uśmiechnęła na chwilkę.
- Ty również - zaśmiał się Knight.
- Posłuchaj. Ogólnie to w Stathford coś się dzieje, powiem ci - powiedziała dziewczyna.
- To znaczy? - Michael czuł, że trafił w sedno.
- Nie wiem po co mam ci to mówić. Przecież nie jesteś stąd.
- Ale ja i tak posłucham - wpatrywał się w dziewczynę. Prawą ręke oparł na udzie. Wyglądał na to, że nie zechce odpuścić.
- No dobrze. Wyglądasz, że można ci ufać. Wybuchy... śmierć nigdy nie była powiązana z tym co tu się dzieje. Widocznie ktoś chciał przerwać to - mężczyzna wiedział, że Judy będzie miał sporo informacji.
- To znaczy co się tu dzieje?
Barmanka rozejrzała się po lokalu. Ubyło ludzi. Faceci wciąż pili i grali w karty. Przy ladzie siedział tylko Michael.
- Policja tutaj nie jest uczciwa. Szeryf Welsh zrobił sobie niezły biznesik. On i jego ludzie pozwalają grupom kierowców na nielegalne wyścigi. Oczywiście w zamian za pieniądze. Ma gdzieś pojedyncze duele. Można powiedzieć, że są wliczone w miesieczny czynsz. Sam go zgarnia. Gdy ma być co najmniej troje uczestników, dostaje za to sporo kasy. Daje ją reszcie glin aby milczeli. Wyścigi mają tu dobrze ze względu na dobre i puste drogi - opowiedziała kobieta.
- Nieźle się tu dzieje. Nikt nie próbował tego zastopować?
- Ja próbowałam. Listy do ministerstw... telefony do telewizji i rozgłośni. Ale nic sie nie udało.
- Skąd to wszystko wiesz? - Michael spróbwał zweryfikować swoje źródło.
- Kiedyś przyszedł do baru jakiś facet, najpewniej kierowca i się uchlała ta świnia. Wszystko wymamrotał, a ja słyszałam. Był miejscowy. Po tamtym wieczorze, już go nigdy nie widziałam. A do tego moje własne obserwacje. Od tamtego wieczoru minął siódmy miesiac, a nasz szeryf zaczął lepiej żyć. Istny dowód. Naprawdę dzięki, że mnie wysłuchałeś. Proszę, nie mów tego nikomu. Zwłaszcza, że to ode mnie - na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Nie ma sprawy. Dzięki. Ja się będę zbierać Judy. Do zobacznia - pożegnał sie Michael.

Wychodząc z baru usłyszał dwa piknięcia dochodzące z zegarka. Dyskretnie przystawił go do twarzy.
- Michael. Za chwilę pojawią się przed barem policjanci. Dwa wozy.
- Mam nadzieję, że nie po mnie - Knight się zaśmiał. Nie wiedział, że ma rację.
Radiowozy właśnie zatrzymały się na podjeździe przed barem. Niebieskie światła błyskały się, a w okolicy było słychać syreny. Z jednego wozu wyskoczył szeryf, a z drugiego dwoje jego podwładnych. Gdy widzieli, że Knight wyszedł, wycelowali bronie w jego stronę.
- Jesteś aresztowany! - krzyknął Welsh. Michael podniósł ręce - Ręce na ścianę! - rozkazał.
Michael posłusznie wykonał rozkaz. Gdy ręce miał na ścianie przemówił do zegarka.
- Gdy będziemy pod komisariatem nagrywaj dźwiek z zegarka. Monitoruj też linie telefoniczne - polecił KITTowi.
W tej samej chwili z baru wyjrzała Judy i troje mężczyzn. Spojrzała się na Michaela i była nieco zaskoczona, lecz na jej twarzy pojawiła się domieszka smutku.

Policjant zakuł Knighta i wpakował na tylnią kanapę radiowozu. Minęła minuta i było po wszystkim. Judy schowała się do budynku, a policja zniknęła. Umilkły też koguty. KITT stał teraz osamotniony na parkingu. Co chwilę wyliczał odległość komunikatora od niego. Po dwóch minutach odległość przestała się specjalnie zmieniać. Wynosiła w tej chwili 1203 metry i zwiększała się już tylko ostatnia cyfra. Dla komputera był to znak, aby zacząć nagrywać.
W odtwarzaczu kaset był włożony jeden nośnik. Kaseta zawierała listę przebojów z 1982 roku. Po chwili zniknęła we wnętrzu urządzenia.
- Szkoda tych piosenek... - westchął KITT. Od teraz utwory zostały nadpisywane przez nagrania KITTa.
Na parking podjechał holownik. Brodaty mężczyzna wysiadł z pojazdu, który stał za KITTem. Człowiek wcisnął guzik na panelu z zewnątrz holownika. Ramię zjechało na dół. Facet rozciągnął linkę z hakiem i zaczepił o tył Trans Ama. Wcisnął znów jakiś guzik. Linka mozolnie zaczęła nawijać się, ciągnąc za sobą Pontiaca. Kolejny wciśnięty guzik podniósł ramię do góry. Tył czarnego auta też się podnosił. Teraz KITT dotykał gruntu tylko przednimi kołami. Smętnie wisiał na haku. Właściciel holownika miał zupełnie gdzieś to jak zaholuje pojazd.
Skaner KITTa miarowo przesuwał się. Jego nos prawie dotykał drogi. Mężczyzna wsiadł do holownika i ruszył ciągnąc za sobą Trans Ama.

Michael był teraz za kratami. W posterunku został sam Welsh, który teraz rozmawiał przez telefon. Michael trzymał się krat. Czekał aż szeryf skończy rozmowę.
- Za jakieś pół godziny przyjedzie do was mój holownik - chwilę nic nie mówił - Tak, tak - po tym odłożył słuchawkę.
- Ostrzegałem cię Knight - podszedł do celi Michaela.
- Za co tu jestem?
- Znów udajesz niewinnego? - szeryf był poirytowany - Ścigałeś się. Nie będziesz się w to bawić tutaj chłoptasiu. Byłeś też u Judy. Nie trzeba było się w to pchać - Welsh wiedział, że Michael jest zagrożeniem. Wcześniej sprawdził go. Jego koledzy w Wszyngtonie nie wiedzieli wiele o Michaelu Knighcie. Jeszcze pięć lat temu nie było go gdziekolwiek.
Michael wpadł do jaskini węża.
- Nie ujdzie ci to Welsh - on tylko się zaśmiał.
- Ty? Mi? Grozisz? - mężczyzna się śmiał - Nie wiem gdzie pracujesz, ale załatwiałem takich jak ty w wyższych władzach. Jak widzisz - pokazał na siebie palcem - Nikt mi nie zagrozi. A teraz nawet ty Knight - wytknął palcem Michaela. Szeryf zrobił się czerwony na twarzy. Był aż tak zły - Przez lata gniję tutaj, dostając marną pensję - chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zamilkł.
Szeryf wrócił do swego biurka. Wykręcił jakiś numer.
- Dooley. Jeszcze dziś załatwiamy Knighta. Zanim zrobi się za późno na to - spojrzał się na Michela - Nikt nie zdążył go jeszcze zapamiętać - trzasnął słuchawką. Zaraz w jego krótkofalówce rozbrzmiało:
- Tu Salt Lake City. Mamy dużą strzelaninę, potrzebujemy wsparcia okolicy - z urządzenia wydobył się zniekształcony głos. Po chwili Welsh polecił swoim ludziom udać się na miejsce strzelaniny. Policjant założył swój kapelusz i skierował się do wyjścia. Michael udarł się:
- Mogę chociaż zegarek?! - opowiedziało mu trzaśnięcie drzwiami.

Holownik dotarł do policji w Gunnison. Mieli tam duży parking dla aut skazańców takich jak Michael. KITTa zaparkowano na wolnym miejscu nieco krzywo. Nikt nie mógł otworzyć drzwi Pontiaca po to aby go dobrze zaparkować. Klucz który zabrano Michaelowi najwidoczniej pasował, ale po przekręceniu go i tak nie dało się otworzyć auta.
Gdy nie było już ludzi, KITT dyskretnie sam poprawił się na miejscu parkingowym.
Już dawno nie mógł nasłuchiwać linii telefonicznych, ponieważ stracił zasieg. Na szczęscie miał wciaż połączenie z zegarkiem. Wiedział, że Michael jest teraz sam w więzieniu, więc postanowił przestać nagrywać. KITT już miał niezły materiał. Czerwone światło z przodu auta zgasło, a komputer czekał teraz tylko na kontakt od swojego właściciela.

Gdy tylko Michael został sam postanowił spróbować uciec. Rozejrzał się dobrze po budynku.
Nawet trochę rozumiał Welsha. Warunki pracy miał złe. On i jego ludzie musieli się ciaśnić w trochę zagrzybionym komisariacie. Sam budynek nie był najnowocześniejszy. Michael obstawiał, że wybudowano go na początku lat 70. Gdy tak oceniał, zobaczył wiszące klucze na ścianie przed jego celą. Nie rzuciły mu się od razu w oczy, ponieważ Michael widział jak szeryf miał własne klucze od cel. Na ścianie były najpewniej zapasowe.
- "Co za szczęście" - pomyślał sobie.
Postanowił wykorzystać jeszcze raz tą samą sztuczkę co kiedyś. Podszedł do pryczy. Materac wyglądał na nowy. Pod kracianym oknem był stolik z zepsutym, małym radiem. Wystawały z niego układy elektroniczne. Wział urządzenie do ręki i próbował je rozewrzeć, ale jeszcze kilka śrubek na to nie pozwalało. Cisnął radiem od podłogę celi. Równo z trzaskiem plastiku poleciało trochę elementów. Mężczyzna wciął ostrzejszy kawałek tworzywa i zaczął psuć materac. Udało mu się wypruć trochę białej nitki. Nić miała podobną długość co odległość do ściany z kluczami. Michael podeszedł do rozwalonego odbiornika, wyciągnął głośnik i wyrwał od niego dwa kable. Oderwał od głośnika membranę i teraz w ręku trzymał mały magnes. Wypruł drugą nić z materaca, po to aby mieć pewność, że magnes nie rozerwie nici. Obwiązał teraz magnes nićmi.
Butem odsunął resztki radia. Stanął przed kratami i przełożył ręce przez nie. W prawej miał magnes, lewa trzymała nić.
- "No to łowimy" - pomyślał.
Prawa ręka rzuciła magnes w stronę kluczy. Te przyczepiły się do niego i spadając na grunt wydały z siebie hałas. Michael ciągnął do siebie zdobycz. Pęk kluczy wciąż trzymał się kawałka metalu. Knight kucnął i zabrał klucze. Wziął pierwszy lepszy klucz, który otworzył jego celę. Teraz był wolny. Pobiegł do biurka szeryfa. Widział jak Welsh rzucił zegarek do jednej z szuflad. Wyciągnął przedmiot z dolnej szuflady i założył komunikator na lewy nadgarstek. Przeszukał stolik, nie znajdując czegoś obiążającego policjantów. Został jeszcze elektroniczny sejf pod biurkiem, więc poprosił KITTa o pomoc.
- KITT. Otwórz mi sejf - przystawił urządzenie do skrytki.

Skaner KITTa znów zaczął pracować, a środku auta zabrzmiał głos Michaela.
- Już Michael - odparł wóz. Komputer w tej chwili przeprowadzał kombinacje czterocyfrowego kodu. W ciagu milisekund testował każdy z ponad trzech milionów możliwych kodów na elektronicznym sejfie. Nie minęło dziesieć sekund, a Michael usłyszał coś w stylu pyknięcia w sejfie.
Chwycił za rączkę, przekręcił ją i pociągnął do siebie. Skrytka otworzona.
- Dzięki KITT - powiedział cicho Knight.
W sejfie znalazł dokumnety oraz prawo jazdy należące do faceta z Lotusa i zapiski za "czynsz". W środku znajdowało się sporo pieniędzy.
- Zrób zdjęcie tych skarbów - powiedział mężczyzna.
Ekran w aucie przechwycił widok z zegarka po czym zdjęcie znikło, będą już w pamięci KITTa.
- A teraz przyjedź po mnie - ozwał się Michael. Zabrał ze sobą dowody. Wybiegł z komisariatu z teczką pod pachą. Udało mu się znaleźć miejsce do ukrycia sie za niezamieszkałym domem, zdala od komisariatu...

Napisy nad modulatorem głosu zaświeciły się jeden po drugim wydając dźwiek zbliżony do wybierania numeru. To samo uczyniły kontrolki obok modulatora. KITT był teraz w trybie autopilota. Silnik zaczął pracować, biegi same się przerzuciły, a diodowy obrotomierz zwiększył swoją wartość. Trans Am wolno ruszył.
Policjant pilnujący parkingu, był w swojej budce i przegladał gazetę. Miał już przewracać następną stronę, ale usłyszał otwierającą się blaszaną bramę. Spojrzał na nią i gdy brama podniosła sie do góry, zobaczył czarnego Pontiaca Trans Ama bez kierowcy. Auto nie czekało długo. Ruszyło na przód.
- Ej! Stać! - wartownik wybiegł z budki. Machał ręką. Nie zatrzymało to auta, które właśnie rozwaliło szlaban. Mężczyzna wyjął krótkofalówkę.
- Z parkingu policyjnego skradziono czarnego Trans Ama. Ktoś wyjechał nim od środka - policjant pominął część o braku kierowcy. To nie byłoby wiarygodne.

KITT po chwili wkroczył na drogę główną. Była właśnie w popołudniowym szczycie. Ludzie głównie wracali z pracy. Sama droga była najzwyklejszą drogą miejską z dwoma pasami ruchu. Auta mozolnie się toczyły po rozgrzanym asfalcie. Komputer zebrał odczyt ze skanera oraz czujników. Mógł spokojnie przejechać między autami na dwóch kołach. Trans Am zjechał bardziej na środek drogi. Inni kierowcy trąbili na auto... bez kierowcy!
- Co jest do diabła?! - krzyknęła facetka oglądając się za czarnym autem. Obok niej właśnie przejechał samoprowadzący się samochód. Podobnie reagowali pozostali. Kobieta tak się zapatrzyła, że stuknęła w auto przed siebie. Z białego sedana wylazł wściekły, gruby mężczyzna w koszuli. Lewy pas kompletnie utknął w martwym punkcie.
Na prawym panelu zaświecił się czerwony napis SKI MODE. Prawa część Trans Ama wzniosła się do góry, wydając z siebie podobny dźwięk silnika odrzutowego.
- Dziś korkom mówię nie - powiedział spokojnie komputer do samego siebie.
Auto jechało na lewych kołach, wyprzedzając resztę ludzi w korku. Ci byli zadziwieni tym co widzieli. Lewy pas widział puste auto, które w dodatku jechało na dwóch kołach. Był to niecodzienny widok.

Radiowóz właśnie utknął w korku. Policjant za kółkiem nie mógł już dogodnić KITTa. Ludzie choć chcieli przepuść wóz na sygnale, nie mogli tego zrobić na zatłoczonej drodze. Ale i na to było rozwiązanie. Na zakorkowaną drogę wjechały dwa policyjne motory, które bez problemów kontynuowały pościg. Czarny Pontiac już opuścił Gunnison oraz problematyczny odcinek trasy. Sunął teraz po szosie. W oddali słychać było syreny. Czerwone cyfry na LEDowym wyświetlaczu deski wskazywały 135 mil na godzinę. Wartość ta zwiększyła się po chwili do 150 mil. KITT z taką prędkością był niczym błyskawica. Nawet podrasowane Fordy LTD policji miały prędkość maksymalną 130 mil w ciągu godziny, a jednoślady wypadły z gry po granicy 80 mil.
Dwójka policjantów z wydziału drogowego rozstawiało metalowe blokady oraz kolczatkę. Gdy skończyli odsunęli się z drogi.
- Stary, zmierz to cacko. Nie wierzę chłopakom z Gunnison, że ich zbieg jechał sto trzydziestką piatką! - powiedział podekscytowany starszy funkcjonariusz. Drugi - chudszy policjant - wyciągnął tak zwaną suszarkę. Czarny pojazd pojawił im się na polu widzenia. Chudy wymierzył urządzeniem w stronę auta, a wtedy wyświetlacz urządzenia zaczął przybierać kolejne liczby. Przekroczył już 100 mil... Zaraz było już 130 mil. Nie mierzyli dalej. Auto wjechało w blokadę... Na własnych oczach widzieli jak Trans Am rozwalił metalową blokadę i to jak pognał dalej, choć przejechał po kolczatce. Blokada i kolczatka leżały na trawie. Bariera była cała pokiereszowana i nadawała się już jedynie na przetopienie.
- Dobrze, że nie wzięliśmy naszego auta - powiedział starszy - Pokaż mi suszarkę.
Kolega podał mu urządzenie. Wyświetlacz pokazywał 134 mile...
- Gibbs? Nie podkręciłeś czasem wyniku? - zapytał zdejmując kapelusz z głowy.

Wartość na wyświetlaczu prędkość zmalała do 49 mil. Drogi w tej okolicy nie były już takie super, a w dodatku mapy wskazały, że KITT będzie musiał przejeżdżać przez jakieś miasteczko. Trzy radiowozy i jeden motocykl dogoniły Trans Ama. Przed tabliczą powitalną Provo była ścieżka prowadząca obok miasta. Można było nią wyjechać spowrotem na drogę główną, a później dotrzeć do Stathford. KITT mocno przyhamował i w poślizgu wjechał na polną drogę. Za pojazdem wzniosły się tumany kurzu. Auto wyszło z zakrętu i jechało prosto po ścieżce. Komputer liczył, że może uda się zgubić policję tutaj.
To samo uczynił pościg. Najpierw wjechał motor, później dwa wozy. Jeden pojazd pojechał przez Provo. Może udało by się odciąć drogę ucieczki czarnemu autu...

KITT dobrze radził sobie na dość kamienistej ścieżce. Ta zrobiła się o wiele stroma. Ludzkie nogi przeszły by tędy, lecz cztery koła niezbyt tu pasowały. Jeden radiowóz wjechał na ostry kamień i złapał gumę. Policjanci bezradnie wyszli z auta i zaczęli wymieniać koło.
Wskaźnik obrotów wypełnił ponad połowę paska złożonego z lampek. KITT nie mógł szybko jechać, ale wciąż poruszał się szybciej od glin. Po parunastu metrach droga zrobiła się szersza i nie była pochyła. Wozy policji jednak poradziły sobie ze stromą drogą. Policjant na jednośladzie był tuż za Trans Amem. Wyjął pistolet i zaczął strzelać w opony zbiega. Niestety nie dało to nic. Opony wciąż były całe.
Na palecie przycisków zaświecił się napis SMOKE RELASE. Z tyłu KITTa wydobył się gęsty dym. Motocyklista nie widział nic. Zaczął zwalniać i zjechał na bok. Kaszlał i starał się rozgonić dym machając ręką. Obok niego przejechali koledzy. Zanieczyszczenie szybko zniknęło i mogli bez problemu gonić KITTa.
Przy ścieżce stał sobie dom. Przed drewnianą chatą siedziała starsza kobieta. Żyła tu od lat i co najwyżej tędy przechodzili miejscowi ludzie. Na drodze chodziły sobie kury, co chwilę pogdakując. Kobieta słyszała coraz głośniejszy hałas syren oraz aut.
Na ekranie komputera pojawił się odczyt skanera. Przed środkiem okręgu kręciło się kilka kropek. One wyraźnie blokowały drogę. Auto jechało teraz po uniesieniu. Gdy uniesienie się skończyło czarny samochód wzleciał nieco w górę i wylądował na kołach. Na monitorze pokazał się obraz ptaków, które dziobały w ziemii. Komputer zwolnił, ale nie zatrzymał sie. Ptaki widząc i słysząc zagrożenie rozpierzchły się. Zaraz obok domku przetoczył sie pościg. Zbulwersowana kobieta wstała i krzyknęła:
- Moje kury!

Pościg zbliżał sie do wyjazdu z polnej drogi. Policjanci byli ze sobą w kontakcie i stróż który wcześniej jechał inną drogą zablokował wyjazd na szosę. W oddali widział uciekiniera. Cały czas jechał przed siebie wyraźnie przyśpieszając. Trans Am był coraz bliżej i bliżej. Gdy mężczyzna wiedział, że auto nie zahamuje skulił się... Usłyszał jakiś szum, a gdy obejrzał się za źródłem hałasu zobaczył samochód bez kierowcy, który na środku drogi wykonał drift i zaraz odjechał w stronę Statford. Facet wciaż nie mógł pojąć tego jak to sie stąło. Szybko ogarnął się i pojechał za ściganym.
Pościg zbliżał sie do miasta. Sygnał zegarka był silny, więc KITT wyliczył pozycję Michaela. Najszybsza droga prowadziła przez mały most... lecz obraz który miał KITT wykazał co innego. Drewniany mostek był zawalony. Był on na prawo od drogi, po której jechał KITT. Prowadziła do niego piaszczysta ścieżka.
Trans Am skręcił w ścieżkę. Pedał gazu wcisnął się do oporu sam z siebie. Policja była tuż tuż za skomputeryzowanym autem.
Most na który miał właśnie wjechać Trans Am oraz cały pościg nie był zupełnie prosty. Był bardzo zaokrąglony. Każda połówka wyglądała jak mała rampa. KITT wjechał na most i długo na nim nie był, ponieważ połówka mostku skończyła się. KITT jechał na tyle szybko, że nie potrzebował turbo doładowania. Jego nos wybił się w górę, a całe auto przemknęło w powietrzu i wylądowało już bezpośrednio na ziemii. To samo udało się pierwszemu radiowozowi. Policjant na motorze widząc wyrwę w moście zaczął hamować, lecz nie zdążył wytracić szybkości i wpadł do rzeki... Drugi wóz nie jechał po moście, tylko kierował się po Statford.

Komputer już zlokalizował Michaela. Auto przemknęło po uliczce z dużą prędkością. Czarny wóz wyprzedził starego pickupa, po czym skręcił na skrzyżowaniu w prawo.
Michael w oddali słyszał syreny policyjne. Wyjrzał przez brakującą deskę w płocie. Ruina, w której był Michael zagrodzona była drewnianym, dość leciwym płotem. Widział jak jego odsiecz właśnie przybyła i była tuż tuż. Spowrotem schował się za budynkiem. Pontiac wjechał prosto w płot, który rozwalił się jak domek z kart. Rozległ się trzask upadającego drewna. Auto już czekało na Knighta. Na dachu i masce leżały rozwalone dechy. Uchyliły się drzwi kierowcy, a z dachu spadła właśnie deska.
- Wskakuj Michael! - KITT potwierdził również swoja duchową obecność. Mężczyzna usiadł na siedzeniu i rzucił zółtą teczkę na drugi fotel.
- Dobrze cię znów mieć kolego - Michael wcisnął gaz i wycofał się z ruin. Wszystkie deski spadły z Trans Ama. Michael zakręcił kierownicą i pognał dalej.
- Teraz jedziemy do najbliżeszej policji stanowej!
Wyjechali ze Stathford. Na drodze Michael wcisnął guzik BOOST. Silniki odrzutowe zaszumiały, a Michael i KITT zostawili gliny daleko za sobą...

Bez problemu dotarli do policji stanowej. Działała podobnie jak szeryfowie i lokalna policja, lecz funkcjonowała na terenie całego stanu. Michael dowiedział się, że słyszano o wyścigach w okolicach Stathford często, lecz nigdy nie potrafiono złapać na gorącym uczynku kierowców. Wyższe władze aresztowały nieuczciwych policjantów. Udało się im złapać jednego gościa od wyścigów, lecz facet z niebieskiego Ferrari dawno się wyniósł ze Stathford. Teraz sprawa dla Michaela została rozwiązana. Mógł też spokojnie rozpocząć urlop, gdyż zaprzestano poszukiwań KITTa...
- Nie ma co Michael, kolejny pracowity... urlop - zauważył nieco złośliwie komputer - Mieliśmy odpoczywać.
- Ty się nie męczysz co nie? Jak widać lubimy pracować KITT - zaśmiał się Michael - Zmarnowaliśmy i tak tylko jeden dzień, więc spokojnie - uśmiechnięty mężczyzna poklepał deskę rozdzielczą. Czarny Pontiac zatrzymał się na szpitalnym parkingu. Świeciło słońce, a asfalt odbijał jego blask. Wcześniej popadał deszcz. Michael ochoczo wyszedł z auta.
- Jak sądzisz? Spodobają się mandarynki Devonowi? - Michael podniósł papierową torbę, w której były podarki dla Devona.
- Raczej czy będą smakować - odpowiedział samochód.

Na sali szpitalnej była już Bonnie. Pomagała Devonowi przenieść się na wózek inwalidzki. W tym momencie wszedł Michael.
- Cześć wam! - zawołał z uśmiechem na twarzy.
- Witaj Michael - starszy mężczyzna również się uśmiechnął. Michael na krótko przytulił Bonnie.
- Słyszałem, że miałeś dość ciekawy... urlop - powiedział Devon.
- Niestety... jakoś się tak zdarzyło - Michael chciał obejść opowiadanie tego jak odpoczywał.
- Mam dla ciebie mandarynki i karton mleka. Żebyś się nie łamał Devon - Bonnie zachichotała.
- Mnie to nie śmieszy. Cały czas mnie boli kostka - Devon powiedział z grymasem.
- Długo będziesz tu musiał być? - Michael obrócił się do Bonnie - Słyszałem, że nawet tydzień.
- Pamiętaj, że mogę się wypisać na własne życzenie Michael - Devon pokręcił palcem.
- Aaa... Rozumiem - zaśmiał się.
- Postanowiłem też odpocząć i do przyszłego wtorku sam mam urlop. Więc wy również - mężczyzna łagodnie się uśmiechnął.

Przez godzinę ze sobą jeszcze rozmawiali. Gdy Bonnie i Michael wyszli ze szpitala było już trochę ciemno i chłodno.
- Ty gdzieś sie wybierasz Bonnie na urlop?
- Chyba do rodziny. Ale jeszcze spakować się bym musiała.
- Podwieziemy cię z KITTem - Michael powiedział do zegarka.
- Oczywiście - odrzekł komputer z radością.
Wsiedli do Pontiaca.
- To co Michael? Dokończmy naszą grę może? - zaproponował KITT.
- Już o tym zapomniałem.
- W co graliście? - zapytała Bonnie.
- W oczko. KITT świetnie oponował grę - zaśmiał się Knight - Pojazd ruszył się z miejsca.
- Może mi się uda ciebie pokonać KITT? - Bonnie była chętna do gry.
- O... nareszcie ktoś nowy do ogrania z kasy - ucieszył sie komputer.
- Co? Graliście na pieniądze?
- Ja nie dałem się obskubać - zażartował Michael - Grałem z nim na żetony.
- No co? Fajnie byłoby zarobić trochę pieniędzy na woskowanie albo na myjnię. Nie wiesz nawet Bonnie jak bardzo się dziś ukurzyłem - skarżył się KITT.
- Dobra... Dość tego... Gramy - powiedział Michael, który zacierał ręce - Pokażę ci KITT kto potrafi wygrywać - Wcisnął guzik, który włączył autopilota.... Na ekranie pokazały się cztery kupki kart.
- Żadne z was ze mną nie wygra. Lepiej grajcie na żetony, bo zostaniecie bez grosza...
Michael i Bonnie zaśmiali się...


 
Dodana opublikowania: 27-12-2017 17:11
Dodał: wojteko65 Komentarze Ocena: 6/10
KOMENTARZE:
TS89 dnia 27-12-2017 20:27
Opowiadanie wymagałoby trochę szlifów, tak jeśli chodzi o kwestie językowe, jak i samej narracji. Jednak samą historię oceniam na plus, do tego dobrze udało Ci się oddać ducha serialu (opisy funkcji KITTa, itp.). Jak dobrze wywnioskowałem, akcja działa się po czwartym sezonie? :)


wojteko65 dnia 28-12-2017 09:05
Dziękuję za krytykę xD Nie zliczę ile razy poprawiałem to, albo tamto i tak źle niektóre rzeczy brzmiały. Tak wszystko dzieje się gdzieś w 1987 roku.


TS89 dnia 28-12-2017 09:18
Uroki pisania, jak długo człowiek by nad tym siedział, to nigdy nie będzie to, czego by chciał :) Ale im więcej będziesz próbował, tym to lepiej będzie szło :)


Zaloguj się, aby dodać swój komentarz.


. . Copyright (C) 2004 - 2018 by Pik
Regulamin   Kontakt